
Denis Urubko po sześciodniowym marszu z bazy pod K2 na najbliższe lotnisko w Skardu i wylądowaniu w Islamabadzie udzielił mocnego wywiadu wywiadu hiszpańskiemu portalowi górskiemu desnivel.com. Już sam jego tytuł „To była dla mnie trudna wyprawa, bo relacje z członkami zespołu były coraz gorsze” rzuca nowe światło na polską ekspedycję.
„Zrobiłem wszystko, co mogłem, aby wyprawa odniosła sukces … Może nie chcieli dotrzeć na szczyt” – powiedział Urubko.
„Wyprawa była dla mnie naprawdę trudna ze względu na dziwne relacje, które stopniowo stawały się coraz gorsze. W tym sezonie poczułem się nieswojo” – mówi Urubko, opisując dalej, że polska ekspedycja była podzielona na frakcje a jej szef, Krzysztof Wielicki, często stawał przeciw niemu i dyskredytował jego opinie, ale potem jak gdyby nigdy przychodził z wyjaśnieniami, był miły. „Nie rozumiem, jak można mieć dwa tak bardzo różne oblicza” – mówi Urubko o Wielickim.
„Moim zdaniem wyprawa powinna przynieść rezultaty. Celem było zdobycie szczytu. I starałem się zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby dotrzeć na szczyt: naprawiłem liny, założyłem obozy, osiągnąłem najwyższe punkty, starałem się jak najszybciej zaaklimatyzować … ale wszyscy uważali, że to nie są prawdziwe działania. I może nie rozumiem czegoś; może oni nie chcieli dotrzeć na szczyt” – mówił wyraźnie rozżalony Rosjanin. Wypowiedział się też o akcji ratunkowej na Nanga Parbat.
„Operacja ratunkowa nie przerwała tempa naszych wysiłków. Byliśmy w stanie dać z siebie wszystko na K2, pomimo energii i czasu, który straciliśmy na Nanga Parbat. Zrobiliśmy tam bardzo pozytywną akcję, która nas zmotywowała i dobrze wypoczęliśmy w Skardu i w obozie bazowym po uratowaniu Elisabeth Revol. Myślę, że operacja w Nanga Parbat nie stanowiła problemu dla naszego wyniku na K2” – mówił.
Urubko wypowiedział się też o decyzji Wielickiego o zakończeniu wyprawy. „Decyzja aby opuścić bazę bez sukcesu jest właściwa biorąc pod uwagę relacje w grupie i nie zależy od warunków na górze. Widzę, że prognozy pogody są korzystne i można by dalej pracować. Problemy tkwią w mentalności, umysłach członków wyprawy i szefa ekspedycji” – ocenił.
Opowiedział też o tym, co wydarzyło się po jego powrocie z samowolnego rekonesansu na K2.
„Kiedy wróciłem do bazy z mojej solowej próby wejścia na szczyt, powiedziałem Krzysztofowi: „Witaj, dowódco, jestem, wszystko w porządku, kontynuujemy.” Później, kilka minut później poprosiłem o dostęp do internetu, ponieważ zmieniłem hasło. Krzysztof powiedział mi, że nie dostanę dostępu, ponieważ pisałem złe rzeczy. Pokazał mi stronę internetową z tekstem, który napisał ktoś inny, to nie była moja odpowiedzialność. Kiedy powiedział mi, że nie będę miał internetu, natychmiast poprosiłem grupę trekkingową, która była wtedy w bazie i postanowiłem zejść następnego dnia. Byłem oszołomiony postępowaniem szefa” – wyjaśniał.
„Nikt mnie nie prosił, żebym przeprosił, nikt nie prosił mnie, bym został… Byłem gotowy zostać dłużej, nawet do końca marca, chociaż już wyjaśniłem moje zasady i opinie na temat wyprawy zimowej. Chciałem wziąć udział w całej wyprawie, ale byłem zbyt zmęczony tym złym psychicznym związkiem i ogromną ilością problemów i negatywnych stron” – kończy himalaista.
Co na to Wielicki? W bazie pod K2 z kierownikiem wyprawy rozmawiał Oswald Rodrigo Pereira, dziennikarz TVP Sport.pl, który przekazał nam komentarz szefa wyprawy. „Denisa nikt nie wyrzucał z bazy, podjął samodzielnie decyzję o jej opuszczeniu, ponieważ według jego filozofii sezon zimowy kończy się 28 lutego. Nie był zainteresowany dalszą współpracą w zdobywaniu góry. W swojej podróży do Askole został dołączony do trekkingu organizowanego przez agencję obsługującą narodową zimową wyprawę na K2. Oznaczało to pełne zabezpieczenie jego drogi powrotnej” – odpowiedział Wielicki.
Czytaj też: Kto jest bardziej rozrzutny: kobiety czy mężczyźni? Szokujące wyniki badań