
Na wschodniej granicy UE buduje się ogrodzenia, podobnie w Finlandii, w Czechach i kilku krajach południowo-wschodniej Europy wzmocniono granice wojskiem, a tymczasem południe pozostało „miękkim podbrzuszem” Starego Kontynentu, a statki przemytnicze tzw. organizacji humanitarnych dowożą tu migrantów setkami.
Zmiana rządu w Italii, który usztywnił warunki „odbierania” migrantów, spowodowała, że kryzys przenosi się na kolejne kraje. Ostatnio dowieziono ich na południe Francji. Lewicowe organizacje domagają się bezwarunkowego przyjmowania wyławianych u wybrzeży Libii i Maroka migrantów, ale rząd musi się tu jeszcze liczyć z niepopularnością takich decyzji w społeczeństwie.
Politycy lewicy jednak wspierają nielegalną migrację i to oficjalnie, a nawet wspierają takie działania finansowo z kasy publicznej. Rada miejska Paryża głosuje w sprawie dotacji w wysokości 100 000 euro dla organizacji SOS Méditerranée, która uczyniła sobie z przemytu ludzi główne zajęcie.
Merem stolicy jest Anne Hidalgo z Partii Socjalistycznej. Lewica chce wesprzeć organizację pozarządową, która czarteruje okręt „Ocean Viking”. Warto dodać, że pieniądze miasta są przekazywane dla „SOS” od wielu lat. Jednak w tym roku statek dowiózł migrantów nie do Włoch, ale do francuskiego Tulonu, co wywołało polityczną polemikę.
W radzie miasta opozycyjni Republikanie (LR) są w tym roku przeciw udzieleniu dotacji. Dotacja w wysokości 100 000 euro powinna jednak zostać łatwo przegłosowana, bo to lewica ma w radzie miasta większość. Dotacja jest przyznawana co roku od 2016 r.
Wniosek o dotację dla SOS Méditerranée pilotują dwaj zastępcy Anne Hidalgo, komunista Ian Brossat, odpowiedzialny za mieszkalnictwo i sprawy migrantów, oraz Arnaud Ngatcha, który zajmuje się… stosunkami międzynarodowymi.
Źródło: Le Figaro