
Zdaje się, że spór o „jedną listę” dzieli nie tylko polityków „totalnej opozycji”. Lis, któremu antypisowskie okulary przesłaniają widzenie świata, od wczoraj stał się zapiekłym wrogiem Hołowni. Poszło o odrzucenie „jednej listy opozycji”.
Po tej stronie polityki, nawet nie udaje się, że chodzi o jakikolwiek program. Wszystko zastępuje „antypisizm” i gra na emocjach. Tomasz Lis zaatakował Hołownię, bo ten może utrudnić Tuskowi zdobycie władzy. Później już było tylko gorzej…
Lis pisał: „Kasując perspektywę wspólnej listy opozycji pomaga się Kaczyńskiemu. Kałownia’2023”. Rzeczywiście poziom szamba.
„Arbitrem elegancji” okazał się przy nim nawet czerwony radykał Zandberg, który wezwał: „Przestańcie, do jasnej cholery! To jest po prostu niesmaczne. Ostatnia rzecz, której teraz potrzeba opozycji, to agresja, chamstwo i wojna domowa na centroprawicy. Czy ktoś w końcu wytłumaczy liberalnym para-politykom udającym dziennikarzy, że to, co robią, służy tylko PiSowi?”
Jak widać oskarżenia o „pomaganie PiS-owi” są tu najmocniejszym argumentem. Wezwanie Zandberga (swoją drogą warto zauważyć, że wzywa do spokoju na centroprawicy”) nie specjalnie pomogło. Szambo lało się dalej.
Odezwał się aktywista LGBT Staszewski: „Kto dopiero teraz zauważył, że Tomasz Lis jest sfrustrowanym bucem ten musiał być przez wiele lat ślepy – to hejter z grupą wyznawców. Na szczęście już poza obiegiem”. Jeśli PiS znowu wygra chyba się pozabijają?
Kto dopiero teraz zauważył, że Tomasz Lis jest sfrustrowanym bucem ten musiał być przez wiele lat ślepy – to hejter z grupą wyznawców. Na szczęście już poza obiegiem.
— Staszewski 🏳️🌈🇵🇱 (@BartStaszewski) January 22, 2023