Schizofrenia „postępowych” dziennikarzy i samochód Bidena

Cadillac One z prezydentem USA Joe Bidenem po przyjeździe do Pałacu Prezydenckiego. / Foto: PAP/Albert Zawada
Cadillac One z prezydentem USA Joe Bidenem po przyjeździe do Pałacu Prezydenckiego. / Foto: PAP/Albert Zawada
REKLAMA

Od rana wszystkie media poświęcają uwagę wizycie Joe Bidena. To jeszcze zrozumiałe. Okazuje się jednak, że duża część tego czasu poświęcana jest prezydenckiej limuzynie. „Cadillac One” wyraźnie zaprząta umysły dziennikarzy i nie potrafią ukryć swoich zachwytów.

Słowo „bestia”, jakim ochrzczono auto, odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Dowiadujemy się, że 5,5-metrowa opancerzona limuzyna wyposażona jest w imponujące rozwiązania. Ikle centymetrów mają szyby, ile karoseria, że auto wytrzyma nawet atak rakietowy…

REKLAMA

Jest nawet o tym, że pali 30 l/ 100 km, jak nie więcej. I żadnych słów potępienia ze strony zwykle „progresywnych” dziennikarzy, którzy niemal codziennie lubią coś tam wtrącić o ociepleniu klimatu i pochwalić ekologiczne rozwiązania.

Jakoś nie spotkałem się ze zdziwieniem, że owa „bestia” nie jest jeszcze „elektrykiem”? Dominuje podziw dla mocy, potęgi i rozmaitych osiągów i możliwości tego samochodu.

Jednak Biden wyjedzie, a ci zachwyceni dziś panowie, od jutra zaczną znowu narzekać na smog, naszą spalinową flotę samochodową i wspierać pomysły brukselczyków o zakazie produkcji normalnych samochodów, o rozmaitych paliwożernych „bestiach” już nie wspominając…

REKLAMA