
Prezydent USA przedstawia swój plan w Filadelfii w Pensylwanii. Niektóre propozycje nie mają żadnych szans na przyjęcie, ponieważ Demokraci nie mają już większości w Kongresie. Można zapytać – po co to robi? Odpowiedź jest prosta, zdaje się, że Biden poważnie myśli o reelekcji w 2024 roku.
W programie roi się od socjalnych obietnic i propozycji opodatkowania najbogatszych. 80-letni Demokrata oficjalnie zamierza ponownie kandydować w 2024 r., ale wydaje się, że już prowadzi kampanię. Wybór Pensylwanii też nie jest przypadkowy, bo to jeden ze strategicznych stanów w amerykańskich wyborach.
„Mój budżet poprosi bogatych o sprawiedliwy udział, aby miliony pracowników, którzy pomogli im zbudować to bogactwo, mogły przejść na emeryturę z ubezpieczeniem zdrowotnym, za które już zapłacili” – napisał prezydent na Twitterze jeszcze w środę wieczorem.
Joe Biden nie ma szans na realizację swoich propozycji. Demokraci kontrolują tylko Senat, a Kongres jest obecnie zdominowany przez Republikanów, którzy są zdeterminowani, by nie dopuścić do żadnej podwyżki podatków.
Tymczasem cały projekt budżetu Bidena opiera się na warunku zwiększenia obciążeń podatkowych najbogatszych, którzy według niego muszą zapłacić „swoją sprawiedliwą część”. „Żaden miliarder nie powinien płacić niższych podatków niż strażak!” – agitował Biden, mając na myśli procentowy udział w przekazywanej daninie.
Joe Biden szacuje, że będzie mógł w ten sposób sfinansować dodatkowe 25 lat planu ubezpieczeń zdrowotnych dla Amerykanów powyżej 65 roku życia, czyli „Medicare” i to bez zmniejszania świadczeń. Przewiduje także wzrost wynagrodzeń urzędników federalnych o ponad 5%.
Biały Dom chce zarazem zmniejszenia deficytu federalnego o „prawie 3 biliony dolarów w ciągu najbliższych dziesięciu lat”. Jest to mało realne, a Republikanie wskazują, że za jego prezydentury zachodzi zjawisko odwrotne, a wydatki nie są kontrolowane i wymykają się rygorowi budżetowemu. Biden wie swoje i mówi, że „budżet jest odzwierciedleniem naszych wartości”. To zagrywka czysto polityczna.
W tle pojawia się impas między Demokratami a Republikanami w innej kwestii finansowej, bardziej palącej niż wybory w 2024 r., czyli podniesienia pułapu zadłużenia budżetu. W USA zadłużanie się rządu musi zatwierdzić Kongres. Szef Izby Reprezentantów, republikanin Kevin McCarthy, zapewnia, że jego partia zagłosuje przeciw, dopóki Joe Biden nie ograniczy wydatków publicznych.
Jeśli impas będzie trwał długo, Stanom Zjednoczonym grozi bezprecedensowa niewypłacalność już od lipca. Dług tej największej gospodarki świata osiągnął 19 stycznia sumę 31,4 biliona dolarów.
Źródło: AFP/ Washington Post
![Jaśkowiak obrzucony ciastem podczas sesji rady miasta. „Wotum nieufności Poznaniaków dla prezydenta” [VIDEO]](https://nczas.com/wp-content/uploads/2026/06/Jaskowiak-100x70.jpg)


![TYLKO U NAS! Aż sześć partii w Sejmie. Korona Brauna zyskuje w jednym wariancie [SONDAŻ] Sejm](https://nczas.com/wp-content/uploads/2023/04/sejm-rp-sala-obrad-100x70.jpg)


![Tak bawi się kielecka policja wieczorami? Mieszkańcy oburzeni „paleniem gumy”. Wszystko się nagrało [VIDEO]](https://nczas.com/wp-content/uploads/2023/08/policja-kogut-napis-100x70.jpg)

