
Według portalu tvp.info zabezpieczone przez prokuraturę 1,3 miliarda złotych ma należeć do kolumbijskich karteli narkotykowych, które w Polsce prały pieniądze.
Portal podaje, iż że pieniądze znajdowały się na kontach dwóch spółek z okolic Pruszkowa. Ich właścicielami byli Kanadyjczyk panamskiego pochodzenia i Kolumbijczyk z obywatelstwem Panamy. Jedna z tych firm była udziałowcem internetowego kantoru wymiany kryptowalut.
Sprawa miała się zacząć od budowy ambasady Belgii w Demokratycznej Republice Konga. MSZ wybrał wykonawcę robót i miał przelać mu pieniądze. Wówczas pojawili się oszuści, którzy podszyli się pod firmę i podali Belgom numer konta kontrolowanej przez siebie spółki.
MSZ przelał na ich konta 400 tysięcy euro. Kiedy Belgowie zorientowali się, że padli ofiarą oszustów sprawą zajęły się służby i Interpol. Okazało się, że rachunek należał do firmy zarejestrowanej w okolicy Pruszkowa. Sprawdzając jej powiązania trafiono na spółkę, której szefem był obywatel Kolumbii i Panamy.
Kolejne dochodzenie ujawniło powiązania z internetowym kantorem wymiany walut. Obie firmy miały zdeponowane na swoich rachunkach ponad miliard 270 milionów złotych.
Według tvp.info właściciele byli „słupami”, a firmy służyły do prania pieniędzy.
Zobacz też: Ziobro się chwali. Zabezpieczono gigantyczną kwotę. Ma pochodzić z narkobiznesu i prania pieniędzy
Prokuratura Krajowa poinformowała w o rekordowym zabezpieczeniu pieniędzy pochodzących prawdopodobnie z przestępstwa. Śledczy z Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej oraz Centralnego Biura Śledczego Policji odkryli owe spółki, która na swoich rachunkach zgromadziły miliard 270 milionów złotych m.in. w dolarach amerykańskich i brytyjskich funtach.
Śledczy ustalili, że obie spółki w rzeczywistości nie prowadziły żadnej działalności gospodarczej. Zostały utworzone wyłącznie po to, aby udostępniać swoje rachunki bankowe do międzynarodowych przestępczych operacji finansowych.
Zobacz też: Hieny z Facebooka dopadną cię nawet w szpitalu. Portal chciał zbierać dane o chorobach pacjentów