
W piątek TOPR musiał kilkukrotnie wysyłać helikopter w góry. Tym razem nie chodziło jednak o pomoc turystom po wypadkach. Kilka osób, w różnych rejonach, zgłosiło silne zatrucie pokarmowe.
Jak podaje RMF FM, pierwszą interwencję ratownicy przeprowadzili w piątek rano. Helikopter został wysłany na przełęcz pod Kopą Kondracką. Kobieta doznała gwałtownych objawów jelitówki, totalnie opadła z sił i nie była w stanie samodzielnie zejść.
Krótko później helikopter poleciał w okolice Równi Waksmundzkiej i Hali Gąsienicowej. Dwójka turystów zgłosiła silne zatrucie pokarmowe.
Po południu natomiast ratownicy musieli polecieć na Rysy, gdzie turysta i turystka zgłosili tak silne dolegliwości żołądkowe, że nie byli w stanie zejść ze szczytu i trzeba ich ewakuować za pomocą śmigłowca.
W sumie z powodu objawów grypy żołądkowej tylko w piątek ratownicy TOPR musieli interweniować pięć razy, z czego trzykrotnie zadysponowano helikopter. Tylu przypadków jelitówki jednego dnia dawno nie było.
Na razie nie wiadomo, czy zatrucia w Tatrach są w jakiś sposób ze sobą powiązane, czy może są niefortunnym zbiegiem okoliczności.