Ile będzie kosztowała ekstradycja Sebastiana M.? Polska niedawno podpisała umowę z ZEA

BMW po wypadku na A1.
BMW po wypadku na A1. / Fot. policja
REKLAMA

Polska ma umowę ekstradycyjną ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, więc Sebastian M. lada moment trafi do Polski. Ile będzie kosztować jego „sprowadzenie”?

Policja w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, wspierana przez polską Specjalną Grupę Poszukiwawczą, w środę zatrzymała poszukiwanego listem gończym Sebastiana M., który jest podejrzany o spowodowanie śmiertelnego wypadku na A1, w którym zginęła trzyosobowa rodzina. Jednocześnie do Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim wpłynął wniosek o zmianę kwalifikacji czynu na zabójstwo.

REKLAMA

Najprawdopodobniej w czwartek zostanie podpisany wniosek ekstradycyjny. „Sprowadzenie” poszukiwanego do Polski będzie formalnością. W marcu br. weszła w życie ustawa o ratyfikacji Umowy między Rzecząpospolitą Polską a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi o współpracy prawnej w sprawach karnych. Umowa Polski z ZEA jest identyczna jak z innymi państwami m.in. europejskimi.

Ekstradycja kierowcy bmw, który spowodował śmiertelny wypadek na A1, będzie kosztować około 40 tysięcy złotych. To szacunkowe kosztu przy założeniach, że w konwoju, poza zatrzymanym, będzie trzech funkcjonariuszy. Czas podróży to ok. 5 dni.

M. postawiono zarzuty związane ze śmiertelnym wypadkiem na autostradzie A1 w miejscowości Sierosław, który miał miejsce 16 września. Samochód kia stanął w płomieniach – zginęła trzyosobowa rodzina, w tym 5-letnie dziecko.

Śledczy początkowo skłaniali się ku wersji, że kierowca samochodu marki kia stracił panowanie i uderzył w barierki. Początkowo służby informowały o dwóch pojazdach biorących udział w wypadku, ale w późniejszym komunikacie policyjnym o bmw, prowadzonym przez M., nie wspomniano.

W sieci zaczęło jednak pojawiać się coraz więcej nagrań z wideorejestratorów. Widać na nich, że to właśnie rozpędzone bmw uderzyło w samochód, którym podróżowała trzyosobowa rodzina. I dopiero potem kia stanęła w płomieniach.

Zaczęły się domysły, dlaczego śledczy początkowo nie brali pod uwagę, że sprawcą tragicznego wypadku był kierowca bmw. Pojawiły się spekulacje, że M. ma dość silne „plecy”. Niedawno policja dolała jedynie oliwy do ognia, gdy wydała oświadczenie, w którym poinformowała, że M. nie pracuje w policji, ani nie ma ojca policjanta. Do innych plotek państwowa instytucja już się nie odniosła.

Ostatecznie organy ścigania przyznały, że teraz biorą pod uwagę wersję, że do tragicznego wypadku przyczynił się 32-letni M. Wiadomo już, że bmw poruszało się z prędkością 253 km/h – tak wynika z pamięci zapisu elektronicznego w samochodzie.

REKLAMA