Statystyki są bezwzględne! Aż 97 procent strzelanin ma miejsce w „Gun Free Zone”

strzelanina prawo do broni gun free zone
Foto: PAP Maciej Czajkowski
REKLAMA

Najnowsze badania pokazują, że zdecydowana większość strzelanin w Stanach Zjednoczonych miała miejsce w „Strefach Wolnych od Broni”, czyli „Gun Free Zone”. Od 1950 roku aż ponad 97 procent masowych strzelanin było właśnie tam, gdzie w teorii nie wolno było wnosić broni.

W badaniach przyjęto definicję „masowej strzelaniny”, która stosowana jest przez FBI. Jedna z jej wykładni zakłada strzelaniny wynikające z porachunków między gangami lub przemocy narkotykowej.

REKLAMA

Druga z wykładni obejmuje wszystkie strzelaniny mające w miejscach publicznych, takich jak centra handlowe, szkoły, uczelnie, otwarte przestrzenie. Teoretycznie w takich miejscach w USA napastnicy nie mogą mieć pewności, kto posiada broń, a kto nie.

Warto przeczytać: Szaleńca w szkole w Maryland powstrzymał „dobry człowiek” z bronią. Dzięki niemu są tylko 2 ranne osoby

Wobec tego przestępcy wybierają prawie zawsze „gun free zone”, gdzie nikt poza nimi nie może posiadać broni. W latach 1950-2018 aż 97,3 procent wszystkich strzelanin miało miejsce tam, gdzie broń jest zakazana.

Mimo tego, kiedy dochodzi do strzelanin, to w mediach głównego nurtu słyszymy o tym, że winne temu jest prawo do posiadania broni. Po zagłębieniu się w temat okazuje się, że do zdarzenia doszło właśnie tam, gdzie strzelcy przemycili broń, a przez obowiązujące restrykcje nie miał ich kto powstrzymać.

To, że prawo do posiadania broni działa pokazują natomiast przykłady, w których zamachowiec został powstrzymany np. po jednym oddanym strzale. Tak było np. w szkole w Maryland, gdzie napastnik ranił jedną osobę, a następnie został unieszkodliwiony przez szkolnego strażnika.

Czytaj więcej: Czego nie powiedzą Wam media głównego nurtu o strzelaninie w Las Vegas? Morderca strzelał do ludzi jak do kaczek, to była tzw. gun free zone

REKLAMA