Naypyidaw to skrzyżowanie Twin Peaks i komedii Stanisława Barei w wersji tropikalnej. Miasto w środku niczego, nie zaznaczone na mapach, którego topografia po dziś pozostaje tajemnicą i do którego większej części wciąż nie można nawet wjechać.
Nastrój tajemniczości potęguje fakt, iż nowa stolica Birmy, jednego z najbiedniejszych krajów świata, powstała na wskazanie astrologów. Rząd przeniósł się tam w optymalnym z punktu widzenia układu gwiazd momencie i o szczęśliwej numerologicznie godzinie. Naypyidaw to także dzieło życia generała Than Shwe – człowieka, który uważa się za inkarnację XVIII-wiecznego birmańskiego króla i podobno cierpi na paranoiczny strach przed amerykańską interwencją. Jednak pozory mogą mylić. Powstanie Naypyidaw jest na swój sposób logiczne i ma swoje uzasadnienie (to, że z punktu widzenia naszej cywilizacji dosyć osobliwe, to już inna sprawa). Wiąże się bowiem ściśle z wizją świata i koncepcją państwa rządzącej Birmą junty. Jest architektonicznym pomnikiem jej ideologii, wyrazem jej marzeń i pragnień.
W konkurencji na najdłuższe rządy wojskowych na świecie Birma zajęłaby bezapelacyjnie pierwsze miejsce. Generałowie przejęli tam władzę długo przed Pinochetem i Jaruzelskim – już w 1962 roku. W konkurencji na najgorsze rządy świata też miałaby wielkie szanse, a przynajmniej murowane miejsce na podium (i to mimo ogromnej konkurencji).
Dziś trudno w to uwierzyć, ale przed przewrotem gen. Ne Wina Birma była jednym z najbogatszych krajów Azji i jednym z najaktywniejszych członków ruchu państw niezaangażowanych. Po zamachu stanu pogrążyła się w całkowitej samoizolacji, mającej w zamierzeniu dyktatora chronić własną kulturę, a także utrzymać wysoką pozycję i prestiż międzynarodowy. Jak to się skończyło, już wiemy. Kraj pogrążył się w nędzy. Odgrodzenie się od świata, faktycznie zachowało wspaniałą kulturę tego kraju w stopniu prawie nietkniętym przez globalizację, ale czy podziw sytych zagranicznych turystów, robiących sobie fotki na tle bajkowych budowli i krajobrazów, wart był wpędzenia w nędzę dziesiątków milionów Birmańczyków?
W 1988 roku wybuchły masowe protesty i pojawiła się szansa na zmiany. Na czele opozycji stanęła Aung San Suu Kyi – córka założyciela nowożytnej Birmy, gen. Aung Sana. Mimo charyzmy, ogromnego społecznego poparcia i uznania międzynarodowego (m.in. pokojowego Nobla) przegrała z juntą, która do władzy wyniosła nową ekipę, na czele z gen. Than Shwe. Nowa generalicja postanowiła modernizować Birmę – ale na swój sposób: bez swobód obywatelskich, wolnych wyborów czy innych obcych, zachodnich wynalazków. Miały to być i były rządy żelaznej ręki i szowinistycznej ideologii, których celem było scentralizowanie tego ogromnego i zróżnicowanego kraju. By zrealizować ten cel, należało brutalnie rozprawiać się z wszelką opozycją, prześladować politycznych przeciwników (vide: długoletnie uwięzienie Aung San Suu Kyi) i mniejszości etniczne. W 2007 roku, w czasie tak zwanej szafranowej rewolucji, władza nie zawahała się i pobiła nawet mnichów (co w krajach buddyjskich uznawane jest za niezwykłe barbarzyństwo). Co gorsza, w przeciwieństwie do innych azjatyckich dyktatur, Birma stawała się coraz biedniejsza i zacofana, a rządząca nią junta biła rekordy nieudolności i skorumpowania.
Pierwsze skrzypce gra w tym kraju oczywiście armia, która w praktyce jest ponad prawem i która właściwie uczyniła Birmę swym prywatnym folwarkiem.
Nowa stolica
Każda władza, a zwłaszcza ta o kiepskiej legitymacji, potrzebuje własnych symboli. Dla Birmy pod rządami junty takim symbolem miała być w 2005 roku budowa nowej stolicy. Naypyidaw to po birmańsku „Królewska Stolica” – i sama ta nazwa już daje wiele do myślenia. W historii Birmy przyjęła się dość kosztowna, trzeba przyznać, tradycja, że ilekroć na tron wstępował nowy władca, przenosił stolicę do nowego miasta. W efekcie stolica zmieniała się aż 14 razy. W większości władcy umieszczali swe siedziby w interiorze, z dala od delty Irawadi, gdzie skupiał się handel i gdzie często pojawiali się obcokrajowcy. To właśnie znad morza przybyli Brytyjczycy, którzy w XIX wieku położyli kres trzeciemu Imperium Birmańskiemu.
Rangun – kolonialna stolica z czasów panowania brytyjskiego – był nie tylko symbolem XIX-wiecznego upokorzenia, ale i szerzej kontaktów Birmy ze światem zewnętrznym. Te, zdaniem rządzącej junty, na których trauma epoki kolonialnej odcisnęła wyraźne piętno, nie prowadzą do niczego dobrego. Dlatego należało je ograniczyć do minimum. Projekt ideologiczny lansowany przez birmańskich wojskowych ma na celu odbudowę dumy narodowej oraz zachowanie tożsamości kulturowej.
Jego głównym komponentem jest antykolonializm, czyli sprzeciw wobec wpływów zachodnich. Internet, Facebook, kawiarnie – to wszystko może być ukrytą formą neokolonializmu, a tym samym może zagrażać legitymacji rządzących.
Nie przypadkiem właśnie w otwartym na świat Rangunie wybuchły największe protesty (w 1988 i 2007 roku). To tutaj mieszka Aung San Suu Kyi – ikona oporu. Od Rangunu wreszcie zaczęła się inwazja brytyjska w 1824 roku. Być może dlatego gdy na początku XXI wieku Amerykanie i Brytyjczycy zaatakowali Irak, przewrażliwiona birmańska junta wpadła w paranoję, widząc oczami wyobraźni, jak powtarza się historia z XIX wieku, a Brytyjczycy razem z amerykańskimi marines ponownie wkraczają do Rangunu i podbijają całą Birmę. Odpowiedzią na to zagrożenie (mniejsza z tym, czy prawdziwe, czy wyimaginowane), miało być Naypyidaw.
Decydowały nie tylko względy strategiczne i usytuowanie nowej stolicy w samym centrum kraju, z dala od wybrzeża. Wytypowane na nową stolice miejsce to całkowite przeciwieństwo Rangunu i jego kolonialnego charakteru. To kolebka birmańskości i miejsce uznawane od kilkuset lat, według ludowych wierzeń, za środek świata. Miejsce święte. To z tego obszaru wyszła iskra, która po upadku Paganu przyczyniła się do odbudowy Imperium Birmańskiego. To tutaj rozpoczęły się działania armii gen. Aung Sana mające doprowadzić Birmę do wyzwolenia od japońskiej okupacji w 1945 roku.
Odwołanie się do tradycji historycznych jest w pełni świadome. Ma na celu restaurację dawnej Birmy w jej XXI-wiecznym wcieleniu, czyli z juntą jako królewską armią i gen. Than Shwe jako królem.
Trzy posągi
Dlatego nie dziwią trzy gigantyczne posągi, które stanęły na centralnym placu Naypyidaw, przedstawiające królów Anawrahtę, Bayinnaunga i Alungpayę – twórców trzech imperiów birmańskich (nota bene każdy z nich też zaczynał rządy od zmiany stolicy). Ma to symbolizować nie tylko dumę z dawnej chwały, ale także jedność i integralność państwa. To trudny do zrealizowania postulat w kraju, w którym ludność Bamar stanowi zaledwie 68% mieszkańców, a wraz z nią zamieszkują go liczne mniejszości etniczne (m.in. Szanowie, Karenowie, Kaczinowie, Arakańczycy) – o zupełnie innej tradycji, kulturze, a często także religii. Tereny tych narodów historycznie nie wchodziły w skład kraju. Były kolejno podbijane właśnie przez wspomnianych królów. Z tego powodu od czasów powstania Związku Birmańskiego w 1948 roku dochodziło do bezustannych tarć i napięć. Wiele ludów i narodów chce z niego wystąpić (Karenowie walczą o to nawet zbrojnie), lecz junta w imię zachowania integralności terytorialnej na to nie pozwala. Im częstsze bunty, tym wojskowi mocniej przykręcają śrubę i pacyfikują domagające się niezależności lub autonomii mniejszości. Zdecydowanie łatwiej prowadzić taką represyjną politykę z leżącego znacznie bliżej zapalnych terenów pogranicza Naypyidaw niż odległego Rangunu.
Pomniki w Naypyidaw to wyraz polityki „birmanizacji” (wielkobirmańskiego szowinizmu), której głównym celem jest rozmycie mniejszości etnicznych w kulturze birmańskiej. To jednak pułapka, gdyż mniejszości są zbyt liczne i silne, by można je było całkowicie zasymilować. Przymusowo asymilowane buntują się i chwytają za broń. Zagrożeni generałowie odpowiadają siłą i tak nakręca się spirala przemocy, trwająca już w tym pięknym kraju od kilkudziesięciu lat. Czy wyjściem z tego błędnego koła byłby postulowany przez Aung San Suu Kyi powrót do federacyjnej idei państwa jej ojca – Aung Sana? Dopóki dla rządzącej junty koncepcja ta jest prostą drogą do anarchii i rozpadu Birmy, nie poznamy odpowiedzi na to pytanie.
Kraj magów
Nieodłącznym elementem kultury politycznej Birmy jest wiara w astrologów i numerologię. Czasami sprawia to wrażenie, jakby rządzący tym krajem politycy podejmowali decyzje pod wpływem działania miękkich narkotyków. Na przykład wspomniany wcześniej Ne Win zmienił za swoich rządów nominały banknotów na podzielne przez szczęśliwą dla niego liczbę 9 (z nominałami takimi jak 45 czy 90), a obecni przywódcy, zanim dokonali zamachu, skonsultowali się z wróżbitą i zaatakowali według jego wskazówek dokładnie 18 września 1988 roku. Przenosząc w 2005 roku stolicę, także zasięgnięto rady astrologów i uczyniono to 6 listopada o 6.37 rano (szóstka to szczęśliwa liczba gen. Than Shwe). Inauguracja pracy rządu w nowej stolicy to z kolei trzy jedenastki, czyli 11 listopada 11 ministerstw o 11.00 rano. Wszystko dlatego, że szczęśliwa liczba Naypidyiaw to 11. Czy to oznacza, iż w nowej stolicy powstanie wspaniała drużyna piłkarska, „złota jedenastka”, dorównująca klasą słynnej drużynie węgierskiej z lat 50. XX wieku lub współczesnej Barcelonie?
Miejscowi fani, pamiętający lata świetności birmańskiego futbolu (50 lat temu najlepszego obok KRLD w Azji!) byliby wniebowzięci. Przeniesienie stolicy to nie tylko numerologia, ale także astrologia. Than Shwe, którego nazwisko znaczy po birmańsku „milion złota”, miał usłyszeć w 2005 roku od swojego astrologa, że nadciąga katastrofa i „milion złota” wkrótce zniknie. Jak pisał kiedyś Terzani, dla Birmańczyków przepowiednia to coś, co właściwie już się wydarzyło naprawdę i co należy w dalszych działaniach po prostu wziąć pod uwagę. Przerażony przywódca natychmiast podjął decyzję o przeniesieniu – ogromnym kosztem – stolicy do Naypyidaw. Przepowiednia faktycznie się spełniła. Miliony faktycznie znikły z kasy państwa! Ale nie Than Shwe, który dzięki tym działaniom oszukał los i zachował władzę.
Zabawy w numery i astrologia to nie tylko fanaberie orientalnego despoty, ale tradycja głęboko wpisująca się w historię tego kraju. Mistyczna otoczka ma dodać przeprowadzce atmosfery świętości i przekonać zabobonne społeczeństwo, iż zapisana w gwiazdach przyszłość Birmy będzie dobra, gdyż zgodna z prawami natury. Dlatego Than Shwe, który podobno wierzy, iż jest inkarnacją króla Bodawpayi, w swej politycznej wizji stara się łączyć chwalebną przeszłość z obietnicą wspaniałej przyszłości – pod wodzą armii, która zagwarantuje Birmie nie tylko jedność i dalsze istnienie, ale również siłę i potęgę. Tym samym narodzi się wymarzone przez Than Shwe IV Imperium Birmańskie ze stolicą w Naypyidaw.
Jednakże Król Bodawpaya (1782-1819), za którego wcielenie uważa się Than Shwe, także słynął z monumentalnych budowli. Swego czasu chciał zbudować największą pagodę na świecie, w założeniach przewyższającą nawet egipskie piramidy. Gdy w projekt ten zaangażował cały majątek państwa, nieoczekiwane trzęsienie ziemi całkowicie unicestwiło jego plany. Stąd birmańskie powiedzenie: „Pagoda ukończona, państwo zrujnowane”. Jej ruiny w Mingunie nazywane są dziś „największą stertą cegieł na świecie”.
Patrząc na Naypyidaw, trudno oprzeć się wrażeniu, że historia znów może się powtórzyć…
kliknij, aby wyświetlić:
– mapę Birmy w Google Earth (widok na obecną stolicę)
– krótki przewodnik (ze zdjęciami)
– artykuł „Birma – kraina tysiąca pagód” w serwisie podróżników odyssei.pl
– strona ze zdjęciami z Birmy (autorstwa podróżniczki p. Anny Błażejewskiej)


![Oni mogą pakować walizki. Tak wyglądałby Sejm po najbliższych wyborach [SONDAŻ] Zarobki posłów.](https://nczas.com/wp-content/uploads/2023/06/sejm-poslowie-1-100x70.jpg)





