Brazylijski Trump przedstawia ostry prawicowy program! Bolsonaro: nie zostanę kandydatem „pokoju i miłości”

Jair Bolsonaro, EPA/ANTONIO LACERDA Dostawca: PAP/EPA.
REKLAMA

Nie zostanę kandydatem „pokoju i miłości” – oświadczył po zwycięstwie wyborczym w pierwszej turze brazylijskich wyborów prezydenckich skrajnie prawicowy kandydat Jair Bolsonaro. Zapowiedział poszukiwanie poparcia w Kongresie.

Wcześniej w swojej zwycięskiej mowie, transmitowanej na żywo w mediach społecznościowych, Bolsonaro powiedział, że Brazylijczycy powinni wybrać drogę „dobrobytu, wolności, rodziny, po stronie Boga”. Jako alternatywę dla takiego scenariusza postawił pogrążoną w kryzysie gospodarczym Wenezuelę.

REKLAMA

Według ostatecznych wyników niedzielnych wyborów prezydenckich Bolsonaro odniósł zdecydowane zwycięstwo uzyskując 46,7 proc. głosów. Jego wynik jest lepszy niż wskazywały na to sondaże. 28 października zmierzy się w drugiej turze wyborów z kandydatem lewicowej Partii Pracujących (PT) Fernando Haddadem, którego w niedzielę poparło 28,5 proc. głosujących Brazylijczyków.

W równoległych wyborach parlamentarnych największą liczbę mandatów w parlamencie zapewniła sobie Partia Socjalno-Liberalna (PSL). To ugrupowanie Bolsonaro nie cieszyło się wcześniej dużym poparciem.

Bolsonaro zwyciężył w zamieszanych głównie przez białych bogatszych południowych brazylijskich stanach, w tym największych – Sao Paulo i Rio de Janeiro. Haddad pokonał go jednak w biedniejszej północno-wschodniej części Brazylii. Regiony te są głównymi beneficjentami szerokich świadczeń społecznych zapewnianych przez PT.

Eduardo Bolsonaro, syn faworyta drugiej tury, został wybrany do Izby Deputowanych z najlepszym w wynikiem w wyborach do niższej izby brazylijskiego parlamentu w historii. Wcześniej w mediach publikował swoje zdjęcie ze Steve’em Bannonem, byłym doradcą kampanijnym prezydenta USA Donalda Trumpa. Twierdził, że jest z nim „w kontakcie”, by walczyć z „marksizmem kulturowym”.

W programie porównywanego do Trumpa Bolsonaro znajduje się m.in. masowa prywatyzacja i ograniczenie wydatków państwowych. Swymi obietnicami liberalizacji przepisów o posiadaniu broni, obrony wartości rodzinnych i zdecydowanej walki z gangami narkotykowymi ten 63-letni emerytowany kapitan armii brazylijskiej zyskał znaczne poparcie użytkowników mediów społecznościowych. W kampanii bazował na społecznym gniewie wywołanym wzrostem przestępczości, przedłużającą się recesją i powszechną korupcją.

Po ogłoszeniu wyników Haddad oświadczył, że „demokracja w Brazylii jest zagrożona” i wezwał swych zwolenników do mobilizacji przed drugą turą wyborów. Zastrzegł, że on i jego partia będą używać „jedynie argumentów, a nie pistoletów”. „Chcemy zjednoczyć demokratów tego państwa, by zredukować nierówności i osiągnąć sprawiedliwość społeczną” – zapowiedział.

Haddad ubiega się o urząd głowy państwa zamiast założyciela PT i byłego prezydenta Ignacia Luli da Silvy, który nie mógł kandydować, gdyż odbywa karę 12 lat więzienia za pranie pieniędzy i korupcję. Ten skrajny lewak, który rozpoczął rujnowanie Brazylii socjalistycznymi antyreformami, utrzymuje, że jest niewinny, a zarzuty wobec niego są motywowane politycznie.(PAP)

REKLAMA