Cukiernik: Islandia wychodzi z kryzysu

W przeciwieństwie do Unii Europejskiej, która ratuje upadające banki miliardami euro z kieszeni podatników, Islandia, wbrew interesom światowej finansjery, pozwoliła im zbankrutować, jednocześnie umarzając długi hipoteczne niemal wszystkich obywateli, z których zdjęto odpowiedzialność wobec kredytodawców. Dzięki temu gospodarka Islandii odradza się, podczas gdy unijna pogrąża się w coraz większym kryzysie.

Światowy kryzys z 2008 roku na Islandii rozpoczął się w momencie ogłoszenia niewypłacalności trzech największych w kraju prywatnych banków komercyjnych, które oferowały bardzo atrakcyjne oprocentowanie depozytów, a jednocześnie uwikłały się w ryzykowne inwestycje na dużą skalę. Z jednej strony banki nie miały pieniędzy na wykupienie swoich krótkoterminowych wierzytelności, a z drugiej strony w wyniku światowego kryzysu finansowego mieszkańcy Wielkiej Brytanii i Holandii, którzy w tych bankach trzymali swoje oszczędności, rozpoczęli masową wypłatę depozytów.

Tuż przed kryzysem zagraniczne zadłużenie islandzkich banków Kaupthing Bank, Glitnir Bank i Landsbanki wynosiło ponad 85 mld dolarów, podczas gdy PKB Islandii sięgał w tym czasie około 12 mld dolarów. Kryzys bankowy wywołał kryzys gospodarczy. Bezrobocie na Islandii w krótkim czasie zwiększyło się trzykrotnie – do 9,3 proc., a w latach 2009-2010 PKB spadł o prawie 11 procent. Gwałtownie zaczęło rosnąć zadłużenie publiczne (do niemal 100 proc. PKB), a inflacja podczas kryzysu wyniosła niemal 20 procent. Jednak w przeciwieństwie do Unii Europejskiej, Islandia szybko podniosła się z kryzysu. Obecnie bezrobocie na Islandii wynosi około 6 proc. i nadal spada, wzrost gospodarczy w 2011 roku wyniósł 3,1 proc., na 2012 rok oszacowano go na poziomie 2,8 proc., a w 2013 roku kraj powróci do nadwyżki budżetowej.

Wskaźniki te są nieosiągalne dla krajów Unii Europejskiej, gdzie bezrobocie jest niemal dwa razy wyższe, a powszechnie występującym zjawiskiem jest spadek PKB i znaczny deficyt budżetowy. W krajach strefy euro spadek gospodarczy w 2012 roku ma wynieść 0,3 proc., a bezrobocie w połowie tego roku sięgnęło 11,3 procent. Inflacja na Islandii została zmniejszona do 4,2 proc. w 2011 roku, a w 2013 roku ma wynieść 3,9 procent.

Bez państwa

Jak to możliwe, skoro w wyniku kryzysu Islandia znalazła się w znacznie gorszej sytuacji niż reszta Europy? Otóż władze wyspiarskiego kraju całkowicie inaczej podeszły do kwestii zwalczania kryzysu. Przede wszystkim nie ratowano banków – co zrobiła i robi nadal Unia Europejska – bo i tak Islandia nie miała na to tak wielkich pieniędzy, lecz pozwolono im upaść, a Islandzki Urząd Nadzoru Finansowego przejął krajowe operacje wszystkich trzech banków, które objął w zarząd komisaryczny. – Mieliśmy rację, nie pomagając bankom, gdyż ich długi były niemal dziesięciokrotnie większe od naszego PKB. Nabywcy obligacji banków nie powinni liczyć, że rząd im pomoże w kłopotach – mówił Már Guðmundsson, prezes islandzkiego banku centralnego. Ponadto zamiast użyć stymulacji, obcięto wydatki publiczne i zastosowano środki oszczędnościowe, które były bolesne, ale szybko przyniosły dobre rezultaty. Klientom zapewniono zwrot ich bankowych depozytów, a mającym problemy finansowe zadłużonym gospodarstwom domowym i przedsiębiorcom dano ulgi w spłacie zaciągniętych zobowiązań, co uchroniło ich od bankructwa. Darowano długi jednej czwartej ludności, w łącznej wysokości 13 proc. PKB kraju.

Islandia miała też pewną przewagę nad krajami unijnymi już w momencie rozpoczęcia się kryzysu w roku 2008. Po pierwsze – kraj był w stosunkowo niewielkim stopniu zadłużony (28,5 proc. PKB), posiadając coroczne nadwyżki budżetowe. Po drugie – kurs korony był niekontrolowany przez urzędników, co spowodowało 30-50-procentową dewaluację, która z jednej strony uderzyła w Islandczyków (nastąpił spadek płac o około 50 proc.), ale z drugiej pozwoliła utrzymać ważne rynki eksportowe. Rządy Wielkiej Brytanii i Holandii same zrekompensowały straty swoim obywatelom i domagały się oddania pieniędzy przez Islandię. Althing – parlament Islandii – przygotował co prawda ustawę, na mocy której Brytyjczykom i Holendrom miało zostać przekazane prawie 6 mld $ w ramach kompensaty za utracone depozyty po upadku islandzkiego banku Icesave (oddział Landsbanki), jednak Olaf Ragnar Grimsson, prezydent Islandii, ją zawetował. Petycję do prezydenta, by zawetował ustawę, podpisało aż 56 tys. Islandczyków (prawie jedna piąta ludności wyspy). Zdecydowano, że ostatecznie decyzję o oddaniu pieniędzy podejmą Islandczycy w referendum.

W marcu 2010 roku ponad 90 proc. głosujących obywateli Islandii odrzuciło propozycję spłacenia przez władze blisko 300 tys. holenderskich i brytyjskich klientów Landsbanki. W kwietniu 2011 roku na Islandii odbyło się drugie referendum, w którym 58 proc. głosujących opowiedziało się przeciwko spłacie w ciągu 30 lat 4 mld euro długu wobec Wielkiej Brytanii i Holandii.

Politycy pod sąd

Jednak kryzys finansowy i gospodarczy na Islandii miał też inne dalekosiężne skutki. W wyniku protestów w styczniu 2009 roku centroprawicowy rząd premiera Geira Haardego podał się do dymisji. Z kolei w wyborach samorządowych w Rejkiawiku jako wyraz protestu przeciwko politycznemu establishmentowi w maju 2010 roku aż 34,7 proc. głosów uzyskała nowo założona Partia Komików. Ponadto doprowadzono do powołania Zgromadzenia Narodowego w celu spisania nowej konstytucji. Jednocześnie ponad 200 Islandczyków, w tym były premier i dyrektorzy wykonawczy upadłych banków, usłyszało za-rzuty kryminalne dotyczące ich działalności. Decyzję o postawieniu tych osób przed sądem podjął Althing.
We wrześniu 2010 roku były premier Haarde został postawiony przed sądem za to, że wpędził kraj w poważny kryzys gospodarczy. Według parlamentarzystów, Haarde w okresie od lutego do października 2008 roku nie podjął żadnych działań, które mogłyby zapobiec rozwojowi kryzysu na Islandii. – To incydent bez precedensu. Przez ostatnie dwa lata banki upadały, a gospodarki miały problemy. Oczywiście w przeszłości głowy państw były oskarżane za zbrodnie wojenne, jak Slobodan Milošević czy Charles Taylor, ale jeszcze nigdy nie były sądzone za nieudolność ekonomiczną – skomentował w 2010 roku Guðni Th. Jóhannesson, historyk z Akademii w Reykiawiku. W kwietniu 2012 roku specjalny trybunał do rozpatrywania odpowiedzialności polityków orzekł, że Haarde jest winny jednego z czterech stawianych mu zarzutów dotyczących przyczynienia się do krachu krajowego systemu bankowego w 2008 roku, ale nie zostanie za to ukarany. Trybunał obciążył go winą za to, że w obliczu zbliżającego się kryzysu nie zwoływał poświęconych tej sprawie posiedzeń rządu. – Miałem przekonanie, że Islandia może stać się międzynarodowym centrum finansowym, takim jak Luksemburg czy Nowy Jork – bronił się Haarde. – Nikt nie przewidział, że może nastąpić finansowa zapaść – dodał.

Remedium na kryzys

Pod koniec 2011 roku islandzki rząd rozważał zamianę korony na euro, ale w związku z problemami UE w kraju nasilały się wątpliwości, czy to rozwiązanie byłoby rzeczywiście najlepsze. Dlatego islandzcy ekonomiści proponują w zamian zastąpienie korony stabilnym dolarem kanadyjskim. Zdaniem socjaldemokratycznej premier Jóhanny Sigurðardóttir, utrzymanie korony jest niemożliwe, a obecna „sytuacja nie może pozostać niezmieniona”.

W sierpniu 2012 roku premier Sigurðardóttir przyznała, że kraj stoi w obliczu wyboru między kanadyjskim dolarem a euro. – Wybór jest między zrzeczeniem się suwerenności Islandii w polityce monetarnej przez jednostronne przyjęcie waluty innego kraju a staniem się członkiem Unii Europejskiej – uważała szefowa rządu. A o przystąpieniu Islandii do UE mówiło się od dawna. Miało to dać stabilizację makroekonomiczną. Już w lipcu 2009 roku islandzki parlament przegłosował rozpoczęcie rozmów dotyczących przystąpienia do Unii Europejskiej. Kilka dni później Ossur Skarphedinsson, minister spraw zagranicznych Islandii, złożył formalny wniosek o przyjęcie Islandii do Unii, mimo że w tym czasie aż 48,5 proc. Islandczyków było przeciwnych anszlusowi, a tylko 34,7 proc. opowiadało się za członkowstwem. Później uniosceptycyzm Islandczyków tylko wzrastał.

Kiedy w czerwcu 2010 roku ministrowie spraw zagranicznych państw UE zgodzili się na otwarcie negocjacji akcesyjnych z Islandią, 57 proc. mieszkańców Islandii opowiadało się za wycofaniem przez ich kraj wniosku akcesyjnego. W lipcu 2010 roku rozpoczęły się formalne rozmowy Islandii w sprawie przystąpienia wyspy do Unii Europejskiej, a w czerwcu 2011 roku Islandia rozpoczęła negocjacje przedakcesyjne. Mimo to sprawa członkostwa Islandii w Eurokołchozie nie jest jeszcze przesądzona. Kraj może wycofać wniosek o członkostwo.

W maju 2012 roku aż 63,9 proc. islandzkich przedsiębiorców opowiedziało się przeciwko członkostwu w UE. Zdaniem Hjörtura J. Guðmundssona, dyrektora islandzkiego wolnorynkowego think tanku Civis, jest wiele powodów, dla których Islandczycy nie chcą wchodzić do Unii Europejskiej. Przede wszystkim nie chcą tracić niezależności i niepodległości. Wśród powodów Guðmundsson upatruje też kwestię połowów ryb i swobodnego dostępu do wód terytorialnych, gdyż po wejściu do Unii obowiązywałby traktat lizboński, a to oznaczałoby utratę przez Rejkiawik kontroli nad polityką dotyczącą połowów. Po przystąpieniu do UE Islandia musiałaby nie tylko dzielić się swoimi łowiskami, lecz także dostosowywać się do unijnych limitów połowowych, jak również przekazać Brukseli kompetencje dotyczące rolnictwa.

Do tego dochodzą kwestie czysto finansowe. Islandczycy uważają, że 990 mln koron (ponad 8,1 mln $), które ma pójść na przygotowania do członkostwa, mogłoby zostać wydane na pilniejsze potrzeby. Co ciekawe, w 2010 roku Islandia odrzuciła propozycję otrzymania od Unii Europejskiej 30 mln euro w obawie, że pieniądze zostaną przeznaczone na unijną propagandę. Umiejętność tak trzeźwej oceny sytuacji, której niestety brakuje polskim oficjelom, może dawać nadzieję na rezygnację islandzkich polityków z ubiegania się o przyłączenie do Eurokołchozu już w przyszłym roku…

13 KOMENTARZE

  1. Wszystko fajnie tylko to darowanie zadluzonym gospodarstwom dlugow to promowanie idiotow. Jak rozumiem po darowaniu dlugow beda mogli znow sie zadluzac. Ja jestem za ale tylko pod warunkiem, ze darowanie dlugow przebiega z odpowiednio wyprzedzajaca zapowiedzia bym tez mogl sie odpowiednio zadluzyc przed amnestia. W innym wypadku wszyscy ci ktorzy umieja liczyc i ograniczaja konsumpcje do tego na ile ich stac, by potem sponsorowac w podatkach tych ktorzy zaszaleli i kupili sobie cos na co ich nie bylo stac, okazuja sie zamiast ludzmi odpowiedzialnymi zwyklymi frajerami.

    • Tak to już działa, kredytobiorcy żyją kosztem oszczędzających. Z tego powodu jest kryzys (złe lokaty kapitału, bańki na giełdzie itp.)

      Co wspominał Bastiat – są sprawy które widać od razu, i są takie których nie widać. Wyplucie pieniądza na gospodarkę w postaci łatwych kredytów powoduje wzrost zamożności kredytobiorców np. o 100% w tym czasie oszczędzający tracą sukcesywnie swoje 10% po 2 latach kiedy boom mija kredytobiorcy tracą 160% (raty kredytu, przeinwestowania, lokata w a mityczne akcje które są znacznie przewartościowane itp.). Czyli Ci którzy wzięli kredyty, pożyli sobie bardzo dobrze ale krótko, oszczędzający stracili na malejącej sile nabywczej swoich pieniędzy ale stracili o 40% mniej. Ludzka natura jednak jest taka, że szybko zauważa się cudze bogactwo ale szybko zapomina o tym jak szybko to cudze bogactwo przeminęło. Mało kto zauważa swoje mniejsze straty w okresie bessy, większość zauważa tylko nowe auto sąsiada który jest mniej przedsiębiorczy i mniej zarabia w okresie hossy.
      Jak widać wszyscy tracą na tych operacjach finansowego stymulowania gospodarki, i stąd wiele problemów (również moralnych wynikających z gospodarczych).
      Pocieszającym jest fakt, że nawet w czasach odejścia od kapitalizmu i wolnej bankowości teorie Friedmana, Misesa, Hayeka, Smitha czy Bastiata ciągle dają o sobie znać i potwierdzają.

      • Mi nikt nie jest potrzebny by zauwazyc, ze wzrost cen za nieruchomosci jest zwiazany z tanim dla bankow kredytowaniem. Wszyscy placilismy, placimy i bedziemy placic duzo wiecej dlatego, ze banki mogly nam pozyczac. Gdyby mialy pewne ograniczenia ceny bylyby nizsze. Na czym skorzystalibysmy my ale nie banki. Im wiecej bank pozyczy tym wiecej ma z odsetkow i wiecej sam zarabia. Trudno mi uwierzyc, zeby gdyby zmienic zasady finansowania staneloby cale budownictwo. Ludzie chyba nie zdaja sobie sprawy, ze 100 lat temu jeden pracujacy mezczyzna byl w stanie utrzymac rodzine, wybudowac dom a nawet zarobic na motor, radio itd. Oczywiscie jakosc tamtego mieszkalnictwa moze i czesto byla nizsza ale nie w porownaniu do poziomu cywilizacji. I postep technologiczny jaki sie dokonal pod koniec XIX wieku i na przelomie wcale nie byl mniejszy niz teraz. Ludzie przesiedli sie z koni na samochody, pociagi i do metra, z wolania na telefon a z rysunkow na filmy i radio. Pomyslmy jak by sie zylo gdyby pracujacy mezczyzna mogl utrzymac rodzine, wybudowac dom i kupic te wszystkie zabawki jak samochod tv i komputer. Chyba lepiej niz teraz? A stac nas na mniej wlasnie dlatego ze wiekszosc tego co zarabiamy niesiemy w zebach rzadom do rozpieprzenia na jakies bzdety w stylu walka z plamami na sloncu, pomoc transseksualnym pigmejom ORAZ do bankow jako splaty i odsetki kredytow.

  2. Umarzanie długów hipotecznych to coś więcej niż socjalizm. Za błędy trzeba płacić, a długi trzeba oddawać. Decyzja Islandii, o której pisze autor jest dobra dla tego kraju, ale odbywa się kosztem innych i w pewnym stopniu również naszym kosztem. A największą jej wadą jest to, że nie mogą jej zastosować wszyscy właśnie z wyżej wymienionego powodu. Gdyby to się działo przed wojną, a nawet jeszcze jakieś 50 lat temu, to prawdopodobnie Islandia zostałaby najechana i straciłaby niepodległość.

    • Przed wojną czy 50 lat temu nikt by nikogo nie najeżdżał. Kiedyś kiedy główną walutą był dolar i był wymienialny na złoto nikt nie udzieliłby owych pożyczek, system z Bretton Woods działał sprawnie do czasu odejścia od zachowania częściowych rezerw w złocie przez USA (Nixon – „Wszyscy jesteśmy keynesistami”). Dziś kiedy IMF określa preferencje kredytowania na podstawie PKB, którego obliczanie ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. IMF po prostu, część pożyczek wpisuje w straty związane z charakterem działania systemu kredytowania pieniędzy fiducjarnych. RP też miała wiele kredytów umorzonych przez IMF po upadku porozumień z Bretton Woods i nikt nas nie najeżdżał ani nie miał do nas pretensji.

      Pożyczki i cały system walutowy opiera się na przekonaniu, że wszyscy jego udziałowcy będą spłacać % od długu wykreowanego z powietrza przez dodruk pieniądza. W chwili kiedy ktoś nie spłaca system odnotowuje jedynie brak przewidywanych zysków (a odbić może to sobie np. obniżając preferencje kredytowania, waluta danego kraju się wzmacnia bo nie może się bardziej zadłużać, ceny jego towarów rosną spada eksport a rząd cwanego kraju widząc rosnące bezrobocie oraz cięcie wydatków socjalnych, na kolanach udają się do IMF i spłacają swoje długi np. przez wykupienie akcji państw w których były zadłużone).

      Islandia i tak spłaci swoje długi, ale nie zarzyna się dłużnika przed oddaniem długu. IMF dał Islandii czas, ona stanie na nogi i np. obetnie wydatki publiczne o 60% a należności na nie o 20% z 40% wykupować będą swoje długi w postaci obligacji w innym wypadku szantaż ze strony IMF zdolności kredytowej szybko przekona rząd o tym aby nie zmieniać swojego kursu spłaty.

    • Przed wojną ani 50 lat temu Islandii nikt by nie najeżdżał ani nie straciłaby niepodległości bo nikt nie udzieliłby kredytu Islandii.
      Dużo dawniej kiedy główną walutą był funt brytyjski a później dolar amerykański waluty te miały pokrycie w złocie i miały realną wartość. Później powołano do życia IMF na podstawie porozumienia z Bretton Woods. Dolar dalej oparty był na rezerwie cząstkowej i miał częściowe pokrycie w złocie. Cały ład i porządek posypał się za sprawą Nixona i jego słynnego wywiadu w którym wyznaje: „wszyscy jesteśmy keynesistami” i USA odchodzi od rezerwy cząstkowej. Od tamtej chwili banki nauczyły się płukania złota z powietrza czyli operacji na pieniądzu fiducjarnym.
      Cały system opiera się na zyskach z % odsetek długu od wydrukowanego pieniądza. Czyli brak spłaty to tylko brak zysków z odsetek, bo pieniądz został wygenerowany z drukarni (a raczej na ekranie komputera). Brak spłaty jest więc wpisany w straty z przyczyn losowych a to, że większość jednak pokornie spłaca utrzymuje ten cały przekręt w kupie. Wszyscy… no może prawie wszyscy są zadowoleni bo bankierzy zarabiają krocie (stąd te wszystkie marmury i drogie limuzyny pod bankami), a rządzący mogą się zadłużać i zadłużać przyszłe pokolenia serwując sobie premie oraz np. ochronki dla ludu który rozanielony taką szczodrością władzy wybiera ją na kolejną kadencję.
      Keynes wynalazca „płukania złota z powietrza” na pytanie: jak system ten poradzi sobie w dłuższym okresie czasu, odpowiedział: w dłuższym okresie czasu wszyscy już nie będziemy żyć. Czyli kryzys jest nieunikniony a banki biorą pod uwagę to, że im szybciej państwo rozwija się na kredyt tym szybciej owy kryzys nadejdzie (przez złą lokatę kapitału, zbędne wydatki itp.).

      Jednak nie można od tak sobie odmówić spłaty kredytu! Bankierzy zastosowali sprytny wybieg aby móc wydrenować głupie rządy, które weszły z nimi w pewnego rodzaju symbiozę.
      Otóż jeśli jakieś państwo nie spłaca wykreowanego długu a ma taką możliwość IMF obniża jego klasyfikację kredytową. Po obniżeniu klasyfikacji państwo takie nie dostaje kolejnych kredytów albo dostaje jakieś okrojone ochłapy. Wynikiem takich działań jest nadmierny wzrost wartości waluty, której jest mało na rynku. Wysoka wartość utrudnia eksport, firmy nastawione na sprzedaż za granicę upadają, rośnie bezrobocie, rząd nie może sponsorować ochronek dla swojego ludu bo już jest zadłużony i brak mu pieniędzy… w takiej sytuacji ma 2 wyjścia albo na kolanach udać się do IMF i łkając błagać o wybaczenie i obiecywać spłaty albo przegrać w wyborach i oddać władzę chętniejszym do współpracy z bankierami.
      Jest też możliwość zaciągania pożyczki wewnętrznej przez samo drukowanie własnej waluty, jest to o tyle niebezpieczne, że własna gospodarka i oszczędności wszystkich obywateli w całości zostają obciążone kosztami kreowania długu wewnętrznego (i tak np. zrobiła Japonia która jest zadłużona na 200% PKB, jednak mocna gospodarka i duże oszczędności Japończyków dają rade jeszcze dźwigać ciężar długów i Japonia nie bankrutuje).

  3. Co szanowni dyskutanci napisali, to niby prawda. Niby. Bo czy jest to
    naprawde dzialanie socjalistyczne? Raczej odwrotnie. Skutku ze tych
    wirtualnych operacji nie da sie najczesciej rozwiazac w sposob inny niz
    przeciecie tego wezla. Bo oczywiscie prawda jest, ze wierzyciele
    powinni liczyc na zwrot wydanych kredytow. Z drugiej jednak strony nie
    jest to wina calej ludnosci, ze banki na tym wirtualnym pieniadzu chcial
    sie nachapac ile wlezie, bez zadnego umiaru i rozsadku. Jesli wiec
    upada instytucja chcaca sie bogacic na wirtualnym pieniadzu bez
    pokrycia, to nalezy sie tylko cieszyc. Niech sie ucza. Trudno wymagac,
    by caly narod placil za dlugi spowodowane zarlocznoscia bankow w imie
    ich ratowania. Bank zle prowadzony powinien upasc: to jest prawdziwie
    wolnorynkowy skutek.

    Prawdziwym socjalizmem bylo by ogolnonarodowe splacanie dlugow
    zacignietych przez czesc spoleczenstwa. Niech sie bank pilnuje, a nie
    robi szemrane interesy na pieniadzu bez pokrycia.

    • Jak to „niby”? Czy uwazasz, ze goscie co wzieli pieniadze i zakupili sobie autka i domki na ktore ich nie bylo stac powinni sobie zatrzymac te domki i autka i zacierac rece, ze dobrze zrobili? A goscie ktorzy tego nie zrobili bo stwierdzili, ze wola sobie najpierw zarobic lub odlozyc wiecej to durnie? I to ma byc odwrotnosc socjalizmu?
      Brak mi slow. Taki Kalisz przynajmniej nie udaje, ze jest wolnosciowcem.

      • A tak to niby, ze oczywiscie powinni oddac. Dluznicy. Nie rzad, nie towarzysze ( oo, znaczy wspolobywatele) w podatkach. Prosze mi nie wmawiac czegos, czego nie powiedzialem. I jeszcze porownanie , ku..a, do Kalisza? No co to ma byc? Ja nie jestem specjalista od finansow Islandii, ale z artykulow jasno wynika, ze 1.) problem przestal byc jednostkowy (brrr…) i przybral rozmiary takie, ze kase chciano wyrwac od rzadu (czytaj od podatnikow: socjalistyczne panstwo- socjalistyczne zalatwianie roszczen, nieprawdaz?) ; 2) Banki, jako ze nie musza miec zadnego parytetu na przelicznik, produkowaly sobie zyski z wirtualnych operacji, tak radosnie, ze az sie wykoleily finansowo. Tu nie ma wiec ani mowy o normalnych roszczen wierzycieli, bo system monetarny, jak wszedzie, jest fiducjarny, nieoparty o sensowne kredytowanie i bilansowanie wydatkow, ani o normalnych roszczeniach. Niechby banki sadzily sie z dluznikami, i git. A nie do rzadu po lape, bo panowie lepsi, oddadza za swoich frywolnych podopiecznych ich dlugi ze WSPOLNEJ kasy. Ani wiec tu nie ma mowy wolnorynkowym podejsciu do zarzadu domowym budzetem, ani o opartym na realnych wartosciach, odpowiedzialnym kredytowaniu, ani o wolnorynkowej probie zalatwienia roszczen. W tym wypadku najbardziej obrzydliwym, najbardziej socjalistycznym posunieciem bylo by sfinansowanie dlugow za wspolnej kasy. To kolega proponuje? Mysle ze nie, bo wolnosciowcowi to do glowy nie przyjdzie ( mam nadzieje). Jest kwestia oczywista, ze dlugi nalezy oddawac. Oddawac maja je jednak kredytobiorcy, a nie rzad ze wspolnej kasy. Tu jednak roszczenie skierowano do rzadu, ktorego nic to nie powinno obchodzic. Niech bank zajmie majatek dluznika i odpier…. sie od pasozytowania na podatkach. Banki nie mialy ekonomistow, nie mialy organow odpowiedzialnych za ustalanie warunkow kredytow?Mialy, ale chcialy sie nachapac z elektronicznych impulsow. To jak im teraz z hipotek na pokrycie wierzytelnosci nie starcza, to niech bankrutuja. Sie nie mysli, sie upada. Powstana nowe, odpowiedzialniejsze. Wolny rynek.

        • Ty o jednym ja o drugim. Zaczalem sie nawet zastanawiac czy cos ze mna nie jest w porzadku. Ale sprawdzam po raz trzeci i wciaz tam jest napisane, CYTUJE: „Darowano długi jednej czwartej ludności, w łącznej wysokości 13 proc. PKB kraju.” Uwazam, ze jest to zwykla granda. Porownanie z Kaliszem faktycznie nie jest trafione bo Kalisz niestety (bo sluzy ciemnosci) z tego co pamietam zawsze jest swietnie przygotowany i wie o czym mowi. Co zas do bankow to powinny zbankrutowac. Jest to oczywiste. Tak samo jak te 13 procent Islandczykow ktorzy byc moze musieliby wyemigrowac na zmywak do Londynu. Co przeciez jak powszechnie wiadomo sprawiloby, ze Islandia rozkwitlaby jako zielona wyspa.

          • O zesz, znowu z tym Kaliszem. Autorytet, nie ma co. Pogratulowac. Po pierwsze, to nie ma mowy o 13 proc. islandczykow, co to mieli by na zmywak jezdzic, tylko o 13 proc. PKB, jakie stanowil ich dlug. Nawet komentujec jeden cytat nie rozumiesz jego tresci. Chodzilo o 25 % ludnosci. Czy taki odplyw ludzi na zmywak do Londynu doprowadzil by do rozkwitu wyspy, to chyba tylko tobie powszechnie wiadomo. Po drugie reakcja rzadu byla wtorna do dzialalnosci bankow. Ich zadluzenie bylo „niemal dzisieciokrotnie wieksze” od PKB wyspy, i spowowdowalo jej faktyczne bankructwo, i tylko w tym kontekscie mozna patrzec na decazje rzadu. Splata w wysokosci 13 % PKB bankom by nie pomogla. Rownoczesnie banki objete zostaly panstwowym zarzadem komisarycznym. To, czy to darowanie dlugow bylo takie niemoralne zalezy od wieleu rzeczy, od prawa, rozkladu udzialow, itd., a patrzec na nie nie mozna z wolnorynkowego punktu widzenia, kiedy system jest socjalistyczny. To tak jakby pochwalac prywatyzacje szkol i szpitali przy jednoczesnym pozostawieniu dotychczasowych obciazen fiskalnych i prawa tak jaby byly one dalej panstwowe. To jest absurd, i zaden wolnorynkowiec nie wspomni o tym z pominieciem obszernego wyjasnienia potrzeby zmiany calosci sytemu. A ty oceniasz sprawe wyrywajac ja z kontekstu, i bez znajomosci szczegolow ( a przynajmniej zadnych nie podales). Jako ze ten burdel jest skonstruowany tak, ze 1) rzad mial do tego prawo, i on decydowal o wierzytelnosciach bankow- co mu bylo wolno, to zrobil, i juz. Chepskie prawo, ale prawo.2) banki do tego doprowadzily,i nie chodzilo tu o 13 % PKB 3) a jako ze ich dzialanie zagrozilo panstwu 4) i dlatego nie bylo opcji zostawienia problemu samego sobie 5) wiec nalezalo by pozwolic upac panstwu, albo z podatkow placic olbrzymi dlug na rachunek wszystkich, to dzialanie rzadu wydaje sie b. rozsadne. oczywiscie, ja bym wolal, by to upadlo, i powstalo cos normalnego, ale doskonale rozumiem pochwale Gwiazdowskiego czy Cukiernika do calosci rzadowej akcji, bo wybral wariant najmniej socjalistyczny, a przy tym skuteczny. To co na wolnym rynku dla wolnosciowca bylo by skandalem, w socjalizmie moze byc dla wolnosciowca wrecz cnota, jesli wziac pod uwage inne scenariusze. Towarzysze pomogli, to klasa pozyczajaca sie cieszy. Lepsze to jednak, niz zaprzeganie wszystkich podatnikow jako niewolnkow dla banksterow i innych kombinatorow.

          • Mieszasz, ze az w glowie sie kraci jak po karuzeli. Faktycznie sie rozpedzilem i blednie napisalem o 13% Islandczykow gdy chodzilo o jedna czwarta. Co moim zdaniem jednak nic nie zmienia. Co ma zadluzenie obywateli ktorzy kupili sobie za to dobra ktore sa dalej w tym kraju i w ich posiadaniu z bezpieczenstwem panstwa? Jak rozumiem bezpieczenstwo pansta zalezalo od tego czy bedzie niewolnikiem funduszy w innych krajach ale to nie ma nic wspolnego z oddluzaniem wlasnych obywateli. Jezeli uwazasz ze tego rodzaju postepowanie nauczy tych nieroztropnych bycia roztropnymi to niestety ale musze powiedziec, ze nie znasz zycia. Moim zdaniem jesli ktos sobie nie radzi a w gratisie dostaje zabawki to po zepsuciu zabawek dalej sobie nie bedzie radzil. I PRZERAZA mnie Twoj wolnosciowy relatywizm. „Nie bedzie wolnosci dla wrogow wolnosci” urodzilo sie z takiego samego myslenia. Po prostu pewien ‚wolnosciowiec’ uznal, ze niektorych trzeba skrocic o glowe bo sie do wolnosci nie nadaja. Socjalizmu nie leczy sie socjalizmem, balwanow zadluzajacych sie po uszy darowaniem dlugow a alkoholizmu nie leczy sie darmowa wodka. A tak konczac dyskusje poczekajmy 10 lat. Zobaczymy jak sobie bedzie Islandia radzic. Po zdemoralizowaniu jednej czwartej ludnosci moim zdaniem stworzono solidna baze wyborcza dla przyszlej partii bolszewickiej. Oczywiscie ‚wolnosciowej’, z demokratycznym blogoslawienstwem ucisnionych kredytobiorcow. Jesli wytrzymaja 10 lat bez kolejnych amnestii kredytowych odszczekam swoja glupote. Spac jednak bede spokojnie. Znam osobiscie pare osob z krajow zachodnich ktore nie panuja nad swoimi wydatkami. Jest to bardziej zespol chorobowy niz spisek podlych Brytow. Pewnie Islandczycy maja podobnie.

  4. Niech przynajmniej Islandczycy nie dadzą się ogłupić europropagandzie bo to by oznaczało ich koniec tak jak Rzeczpospolitej w 2004 roku dzięki zasranym politykom SLD. U nas trzeba wybrać ludzi z ugrupowania gamoni i krasnoludków, na pewno by było lepiej

Comments are closed.