Co czeka Tuska? Paroksyzmy albo reformy!

Cuda, jak wiadomo, zdarzają się rzadko i od święta, a już na pewno żadnym cudem nie jest Platforma Obywatelska ani Donald Tusk ze swoim rządem. Mimo to udało się premierowi w jakiś cudowny sposób, choć zapewne w głównej mierze dzięki całkiem przyziemnej, bałwochwalczej postawie dużej części mediów, wygrać drugą kadencję. Co z tego, skoro zaraz na jej początku teflon zdarł się z premiera jak z przepalonej patelni, cud się skończył, a szef rządu staje się coraz bardziej znienawidzony – także przez tych, którzy go zaledwie trzy miesiące wcześniej wybrali.

Spadający na dno Tusk ma teraz dwie drogi do wyboru – paroksyzmy, czyli lawirowanie i kluczenie w płonnej nadziei, że jednak uda mu się odzyskać zaufanie społeczne i dzięki temu zaufaniu dotrwać do końca kadencji – albo reformy, czyli zdecydowanie się na działania, które wprawdzie doraźnie nie uratują mu skóry, ale mogą pomóc Polakom i Polsce. Niestety już teraz widać, że wybrał paroksyzmy i najprawdopodobniej z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień będzie coraz bardziej zaszokowany tym, że dawne pijarowskie sztuczki nie działają, a piękne buzie nowych urzędników, zamiast nęcić, wywołują rozbawienie zmieszane z niesmakiem.

Czy te paroksyzmy doprowadzą do wcześniejszych wyborów lub wymiany premiera – jak wieszczą niektórzy komentatorzy? Może tak się zdarzyć, chociaż osobiście sądzę, że jest to mało prawdopodobne. Platforma jest bowiem w istocie drugim wcieleniem AW„S”, czyli pewnego układu urzędniczo-biznesowego, który zainteresowany jest głównie w trwaniu i konsumowaniu państwowych zasobów. Jej ludzie, wychodząc z założenia, że „lepszy wróbel w garści”, będą starali się utrzymać swojego premiera na stanowisku tak długo, jak to tylko będzie możliwe. Tak było z Buzkiem, tak też będzie i z Tuskiem. Choć oczywiście oznacza to, że Platforma prawdopodobnie skazana jest na całkowitą dezintegrację w wyniku kolejnych wyborów.

Pozostaje pytanie, co w tej sytuacji powinni robić wolnościowcy? Otóż wydaje się, że powinniśmy spokojnie kontynuować odbudowę struktur oraz kontakty z zaprzyjaźnionymi organizacjami, z którymi, mam nadzieję, uda się w końcu stworzyć funkcjonalny wolnościowo-prawicowy blok, zdolny do wyborczego sukcesu. Jest to oczywiście trudne, bo najbliższe wybory (do Parlamentu Europejskiego) odbędą się w czerwcu 2014 roku, czyli dopiero za półtora roku wróci wyborcza gorączka i mobilizacja elektoratu…

Comments are closed.