Jak odejść od uniomarksizmu-lesbianizmu

Jaka była podstawowa predyspozycja polskiego naukowca do odkryć i tytułów przed rokiem 1989? Oczywiście przynależność do PZPR. Tak, owszem, można się było prześlizgnąć i bokiem, ale to była ścieżka dla wytrwałych i wyjątkowych. Tak, owszem, zdarzali się naukowcy-członkowie PZPR na niezłym albo nawet bardzo wysokim poziomie. Ale generalnie obowiązywała zasada zawarta w pierwszym zdaniu.

Jak łatwo się domyślić, w efekcie mieliśmy naukę niewiele mającą wspólnego z nauką, ale za to wiele z posłuszeństwem wobec komunistycznej władzy. Co się zmieniło po upadku komuny? Otóż to, że pezetpeerowscy „naukowcy” uwłaszczyli się na polskiej nauce – i to pod pretekstem… autonomii szkolnictwa wyższego. Tak, tym kanaliom przyznano immunitet, żeby polityka nie ingerowała w ich „badania”. Trzeba przyznać, że świetnie to wykorzystali. Zbudowali sobie barykady z etatów, rad „naukowych”, powiązań, a wszystko to zostało osadzone na pieniądzach podatnika, w które praktycznie nie mógł on w żaden sposób ingerować. Gdy weszliśmy do UE, to dopiero orgia rozkręciła się na całego.

Zaczęły powstawać europeistyki, gendery, holokausty i cała reszta lewackich bzdur, którym przy pomocy uczelni nadano pozory akademickości – oczywiście za pieniądze Bogu ducha winnych podatników tym razem w postaci „unijnych dopłat”. Cóż to za wspaniałe dyscypliny! Przecież na ich użytek można napisać dowolną bzdurę. Marksizm-leninizm został zastąpiony przez uniomarksizm-lesbianizm.

Postpezetperowscy „naukowcy” pieczołowicie tworzyli także swoje klony. Ścieżki awansu były dwie: albo nepotyzm, albo odpowiednia doza akademickiej lewackości. Idealna ścieżka rozwoju naukowego to oczywiście połączenie tych dwóch elementów. Zaraz, zaraz. Przecież są i „normalni” naukowcy – mógłby ktoś powiedzieć. To prawda. Ale to tylko kwiatki do kożucha. I jest ich niemal dokładnie tyle samo co tych, którzy przez 1989 roku nie byli w PZPR. W dodatku część z nich robi za pożytecznych idiotów. Jakie są tego efekty? Otóż takie, że prawdziwa nauka jest w Polsce poza ścisłą akademią. Sam się o tym przekonałem, wyjaśniając sprawę operacji antypolskiej NKWD, która akademickich historyków, z nielicznymi wyjątkami, po prostu nie interesowała.

A żadna z powołanych do tego instytucji nie chciała moich badań wesprzeć… A kto jest w akademii? Lewaccy hunwejbini, którzy walczą z wolnością słowa, jak ci docenci z Uniwersytetu Jagiellońskiego, którzy chcieli zablokować wystąpienie Rafała Ziemkiewicza na krakowskich targach książki. Teraz PiS szykuje reformę szkolnictwa wyższego, która sprowadza się do większego otwarcia instytucji naukowych na PiS-owskich naukowców. Ale nie o to przecież chodzi. W ten sposób nie wyrwie się polskich uczelni z rąk hochsztaplerów i lewaków. Żeby uzdrowić polską naukę, trzeba całkowicie zdemolować ten lewacki grajdół okupujący uniwersytety. A zrobić to można tylko poprzez natychmiastową ich prywatyzację i wprowadzenie bonu akademickiego, powodującego, że 100 proc. pieniędzy będzie szło za studentem. Zmiana sposobu finansowania to jedyna droga, by wreszcie uwolnić Polskę od komuno-akademickiej hydry. Trzeba zabrać naukowej postkomunie i jej klonom uniwersyteckie pałace i przywileje. Bo one przecież nigdy się jej nie należały i dziś jej się nie należą.

PS Wszystkich Państwa zachęcam do zamawiania prenumeraty naszego tygodnika na rok 2017, do której dodamy w tym roku dwie książki (tutaj). Jak zwykle proszę o skorzystanie z naszej oferty książkowej podczas przygotowywania świątecznych prezentów (tutaj). Oraz oczywiście o czytanie naszego portalu wolnosc24.pl, który przebił się właśnie przez pułap 110 tys. unikalnych użytkowników!

  • BaSz

    Pan redaktor Sommer zachęca do czytania (co istotne, o czym dalej): naszego portalu wolnosc24.pl, który przebił się właśnie przez pułap — nnno, pogratulować. Ale tym, którzy by chcieli, prócz wspomnianego czytania — skrobnąć jeszcze parę zdań własnego komentarza, spieszę donieść, że owa wolność24 nie jest dla wszystkich. Wpisy wolnych internautów są bowiem cenzurowane! Ale to jeszcze mały pikuś, gorszy jest całkowity brak wyjaśnień, z jakiego powodu dany komentarz pozostaje w przysłowiowej szufladzie. Dlatego piszący nie mają szansy dowiedzieć się, co takiego nabroili, że tekst został wykoszony. Nie wiedzą więc, czegóż to należy unikać.

    Jeśli któryś wasz komentarz wisi w poczekalni przez dni kilkanaście — to też nie wywołuje u tamtejszych moderatorów poczucia winy. Proponuję zmienić nazwę portalu na wolność-reglamentowana-14 — gdzie liczba stanowić by miała termin moderacji, czyli zbadania, na ile wolności zasłużył dany internauta, pragnący coś-tam skomentować.

    • Sergiusz Bulikowski

      Jakoś moje komentarze na wolnosc24 ukazują się bez problemów.

      • BaSz

        No cóż, kruk krukowi oka nie wykole, moderator drugiemu moderatorowi złego słowa nie wypomni… Wszak kol. Sergiusz na niniejszym miejscu jest moderatorem, czyż nie?
        A co do praktyk na portalu wolność24 to moich wpisów było sporo, i wszystkie one zostały wykoszone. A przecież ani nie podżegałem, ani w żaden wiadomy mi sposób nie naruszałem, czy to obowiązującego prawa, czy też nie urągałem obyczajności. Ilość wyciętych komentarzy wskazuje, że ktoś tam miał ważny powód do tak znaczącej nadgorliwości, i ewidentnego nadużycia władzy, jaką mu szefowie portalu powierzyli. Czym ja sobie na to zasłużyłem? A jeszcze ciekawym jest, czy też i inne osoby mają tak pod górkę?

        Jeśli portal zabiega o czytelników, to takie praktyki dość szybko go ogołocą z tych, co również ich doświadczy cenzorski zapał anonimowego strażnika wolności jedynie słusznej.

        • Błazen Stańczyk

          „Nie ma wolności dla wrogów wolności” – Louis de Saint-Just, zwany „Aniołem śmierci”, prawa ręka Robespierre’a.

          „Jakoś moje komentarze na wolnosc24 ukazują się bez problemów”
          Wspomniani wyżej panowie, też pewnie mówili: „Jakoś nas nie gilotynują”. Ale wszystko do czasu, wszystko do czasu.

          • BaSz

            Napisałem na tym „wolnym” portalu kolejne posty, bardzo starannie unikając wszystkiego, co mogłoby zostać uznane (z dowolnego, najwnikliwiej przeze mnie szukanego powodu) za „niewłaściwe”. I co? Też zostały wykoszone. Wygląda, że jestem tam wpisany na „czarną listę”! I tak wygląda owa „wolność24”! Bo najwyraźniej 24 godz. / dobę czuwa ktoś, aby wyciąć teksy moje, a wkrótce może i Twoje, drogi internauto, który czytasz te słowa.

  • dzezik

    ten PZPR i unijna lewackość to pikuś, największy hamulcowy nauki to kościół katolicki i pranie mozgów które przechodzi większość ludzi we wczesnym dzieciństwie. gdzie by nie zajrzeć do jakiej dziedziny nauki to wszelkie teorie naukowe zdejmujące z piedestału boga wszechmogącego i jego ukochanych katolików są banowane. moze jedynie fizycy i matematycy ze względu na bardzo wysoki poziom abstrackcji swoich badań troszkę mniej się tym przejmują.

    • Szwejk

      Czy dzezik myśli tylko KK czy o religii wogóle bo co napisał to widać ?

      • Sergiusz Bulikowski

        dzezik napisał:”największy hamulcowy nauki to kościół katolicki”,czy dzezik nie widzi,że nauka i wszelki postęp techniczny i jakikolwiek inny jest w miejscach na kuli ziemskiej w których pojawiła się Cywilizacja Łacińska której Kościół jest jednym z filarów i tam jest równierz największa swoboda intelektualna i wolność wyrażania poglądów ?

        Zgadzam się w zupełności. Popatrzmy na dzieje pod kątem rozwoju techniki przez porównanie historii kontynentu Azjatycko-Europejskiego, a kontynentu Afrykanśkiego i półwyspu araskiego.
        Gdzie nastąpił większy rozwój techniki i cywilizacji? Podczas gdy cywilizacja europejska się rozwijała, to na kontynencie afrykańskim panował i panuje do dzisiaj cywilizacyjny zastój. Mimo,że od wieków były kontakty z Europą.
        Dalej na przykład budownictwo w Afryce jest na prymitywnym poziomie.

        • Q8

          O ile teza, że „największy hamulcowy nauki to kościół katolicki” jest bezsprzecznie fałszywa, to proszę jednak nie popadać w skrajności. Świat nie jest binarny, Szanowny Panie. Fakt, że KK nie jest największym hamulcowym nie oznacza, że KK hamulcowym nie jest.

          • Szwejk

            Przeczytaj sobie tę książkę: „W obronie Świętej Inkwizycji” – Konik Roman,lub obejrzyj ten film na youtube: https://www.youtube.com/watch?v=zDwbXl6dpuo i przestań pisać bzdury,w końcu jesteś Q8 a to zobowiązuje…

            • Q8

              Roman Konik nie jest ani historykiem, ani teologiem. To go rzecz jasna nie dyskwalifikuje z posiadania racji. Wspominam o tym jednak dlatego, że Pan, Panie Szwejk (świadomie lub nieświadomie) nie wie jak używać argumentum ad verecundiam.
              Jeśli już odnosi się Pan do autorytetów, zamiast podawać argumenty, to proszę się przynajmniej odwoływać do takich, które są autorytetami w dziedzinach o których sprawa. To było po pierwsze. Po drugie, to zakłada Pan chyba, Szanowny Panie, że gdy zobaczę „dr.” przed nazwiskiem, to nie będę debugować tezy. Otóż myli się Pan.
              (Ba! Powiem Panu nawet coś w tajemnicy. Gdyby to Pan mi tutaj postawił tezę, że „inkwizycja była dobra” to szanowałbym tę tezę już na starcie znacznie bardziej, niż gdy stawia mi ją jakiś facet, po katolickiej uczelni, któremu jawnie zależy na tym, bym mu wierzył, co czyni go co najmniej nieobiektywnym)
              Po trzecie, zakłada Pan, że ja się z Konikiem nie zgadzam. Co akurat w tym temacie prawdą nie jest.
              I wreszcie po czwarte, problem z książkami popularnonaukowymi jest taki, że nie są one ani popularne, ani naukowe.
              Ale załóżmy nawet, że wszystko co w tej książce zostało napisane to prawda. (książki nie czytałem, nie jestem w stanie jej w jeden dzień zamówić, dostać i przeczytać. Mogę ją co najwyżej dodać do swojej listy pozycji „do przeczytania”, ale to jej nie wróży przeczytania w najbliższych kilku miesiącach, a to już będzie za późno, by do tego tutaj tematu wrócić. Odniosę się więc do wykładu który Pan tutaj linkował z Youtuba, mam nadzieję, że to wystarczy)

              No więc. Zdziwi się Pan teraz pewnie bardzo, zwłaszcza po tym nieco przydługim wstępie, że ja się z Konikiem właściwie w 100% zgadzam. A nawet w miejscach, w których siedzę okrakiem na płocie, nie miałbym problemów gibnąć się w jego stronę.
              Jest dla mnie jasne, że Konik wie czym jest „Framing” i wie jak go używać, dlatego też, zostaję trochę nieufny, ale no, nawet gdyby naciągał nieco prawdę, to nic wielkiego by się nie działo. Zwłaszcza, że jest znacznie większa kupa ludzi, która naciąga w stronę przeciwną.

              Zdziwię Pana jeszcze bardziej, gdy teraz Panu napiszę, że ja, osobiście uważam, że nawet gdyby mity o Inkwizycji nie były przesadzone i Inkwizycja faktycznie byłaby brygadą socjopatów, to i tak byłbym zdania, że „inkwizycja była dobra”. Bo widzi Pan, ja jestem jednym z tych wariatów, którzy uważają, że idee są większe niż ludzie.
              I teraz skoro prawo było takie, że ludzi za herezje paliło się na stosach, to problemem nie jest fakt, że ktoś tam gdzieś tam palił ludzi, a fakt, że prawo jest do du*y. Należało więc zmienić/wyrosnąć ze złej idei, a nie mieć pretensje do ludzi, w owej idei żyjących.
              Może za sto lat, będziemy patrzyć na zamykanie ludzi w więzieniach z taką samą pogardą, jak dzisiaj patrzymy na tortury? kto wie…

              hmm, i teraz wreszcie pro po nauki. Nie jestem pewien o co się Panu rozchodzi, że akurat z głównego tematu „hamulcowych nauki” odesłał mnie Pan do Inkwizycji. W moim poprzednim poście, odniosłem się jedynie krótko do sprawy dość jasnej. Że religia hamuje naukę. Nasza, katolicka, nie robi tego jakoś strasznie specjalnie, można by się nawet szarpnąć i powiedzieć, że z dużych religii hamuje najmniej, ale jednak hamuje bez dwóch zdań!
              I jako, że pisałem w czasie teraźniejszym, może odniosę się do idei i przykładów teraźniejszych.
              Już nawet na wzorach ogólnych sprawa wydaje się jasna.
              Religia robi dokładnie do samo co nauka. Czyli próbuje wyjaśniać niewyjaśnione. Im większa jest tajemnica, tym lepiej. Jedni wolą iść pierwszą drogą, inni drugą. Ale już sam fakt istnienia pierwszej sprawia, że mniej ludzi idzie drugą. Już samo to, przeszkadza nauce. (Prosiłbym teraz, aby Pan mnie nie zrozumiał źle, ja nie proponuje stawiania szlabanów. Wręcz przeciwnie. Każdy powinien sobie chodzić którędy się mu żyw nie podoba. Pierwszą drogą, drugą, a jak się czuje na siłach, to nawet i żadną, przełajami itd. To jego rzecz.)
              A w praktyce, no to cóż. Czy zdaje Pan sobie na przykład sprawę, że istnieją instytuty i uniwersytety, które wykładają creationism? Że ludzie się habilitują tematyką creationism’u? Że istnieją portale takie jak creationism.org?
              Albo czy Pan sobie zdaje sprawę, że w szkole dzieci uczy się religii w większym zakresie, niż fizyki, chemii, biologii, ekonomi, politologii, sztuki itd? Praktycznie żadnego przedmiotu nie ma w szkołach więcej niż religii, poza polskim matematyką i może WFem, jeśli się nie ma zwolnienia, o które w dzisiejszych czasach bardzo łatwo.
              Poważnie, nie żartuję. Ma Pan dzisiaj po dwie godziny tygodniowo religii w szkołach. I teraz, ja nie wiem, czy to jest mało czy dużo, ale wiem, że fizyki jest najczęściej tygodniowo tylko jedna godzina. Mało tego. W klasach 1-3 fizyki nie ma wcale. To samo biologii i chemii. Ekonomii czy politologii w szkołach nie ma wcale, nie dziwota, że ludzie tacy w tych tematach tępi.
              Mało tego. Jak popytać dzieciaki, co robią na religii, to w większości odpowiedzi padają w stylu „gramy w piłkę na boisku”

              I to na prawdę nie trzeba doktoratu, żeby to ogarnąć.

              Została jeszcze jedna sprawa, najistotniejsza.
              Czy my w ogóle chcemy, by nauka rozwijała się szybciej. To nie jest takie proste pytanie. Ba! śmiem twierdzić, że to cholernie skomplikowane.
              Widzi Pan. Rozwój nie zależy jedynie od rozwinięcia technologicznego. Są też poziomy cywilizacyjne, kulturowe, obyczajowe i inne… Nie można o nich zapomnieć!
              Gdybyśmy teraz wyskoczyli technologicznie do przodu o powiedzmy 50lat, to obiecuje Panu na 100%, że nie bylibyśmy na to gotowi kulturowo i stałoby się coś strasznego.
              Dam Panu przykład. Proszę się zastanowić co by się stało, gdyby bombę atomową wynaleziono 600lat temu! Pewnie już by nas nie było. Bo wtedy nie byliśmy jeszcze na taką technologię gotowi.
              Inny przykład. Proszę spojrzeć na bliski wschód. Islam jest za młody, by posiadać takie rzeczy jak karabiny, rakietnice, czołgi i bomby. Ale biali ludzie przyjechali i sprzedali. Więc co się dziwić, że tyle trupów.
              Islam ma dopiero 1300 lat. Katolicyzm w tym wieku biegał z krzyżami na kapotach i topił we krwi ziemię świętą.
              Rozwoje naukowe, kulturowe i wszystkie inne powinny iść razem. Osobiście wcale mnie nie kusi stawianie szlabanów na religijnych drogach. Co nie zmienia faktu jednak, że gdyby je postawić, to nauce byłoby łatwiej. A przecież to o tym gadaliśmy…

              • Szwejk

                Co się rozchodzi o dojrzewanie do technologii to zgadzam się z Panem,to tak jak wygrana w totka dla młodego golca.Powołałem się na R.Konika bo myślałem,że to uniwersalnie tłumaczy ile kłamstwa jest na temat KK.Co to znaczy „autorytet”?,do każdego ale to każdego można się przyczepić,…jak jest taka „potrzeba” i kombinując z sofizmatami ciągnąć gadkę szmatkę w nieskonczoność.KK to instytucja ziemska prowadzona przez ludzi,raz gorzej raz lepiej,F.Koneczny w swych pracach tłumaczy jakie miał KK problemy z możnymi tego świata,jak powoli dokonywał regulacji na korzyść człowieka,cały czas ma najlepszą ofertę dla ludzi i choćby z tego powodu należy się Mu szacunek.

                • Q8

                  Z drugiej jednak strony można by powiedzieć, że KK jest dla nauki tym, czym astrologia dla astronomii, lub alchemia dla chemii…

                  Reformacja po reformacji, religie rozmywają się w posadach. Im mniej radykalne, tym łatwiej je uważać za lepsze, ale im mniej radykalne, tym mniej w nich religii w religii.

                  Katolicyzm przechodzi teraz właśnie kolejną reformację. Strasznie jest mi przykro, że na czele mojego kościoła stoi w tak istotnym czasie, w najlepszym razie kompletny komunista, a w najgorszym razie świr.
                  No ale jak sam Pan napisał, raz jest gorzej, a raz lepiej…

                  • Szwejk

                    Pierwsze zdanie to nieprawda.Jeżeli coś jest dobre to oczywiście łatwiej jest uważać to za lepsze,swoboda w KK jest Mu na pochybel,to prawda.
                    Ostatnie trzy zdania…wiele wskazuje,że są prawdziwe.

          • Szwejk

            Zauważam taktykę „zły glina-dobry glina” przy próbie wciśnięcia kłamliwego chłamu.

            • Q8

              Proszę nie przesadzać. Nikt tu nie spiskuje, by oneup’nąć Kościół. Z resztą, po co?

    • Zawisza Czarnecki

      NIe jestem katolikiem i dałem jakos radę. Fobie są uleczalne.

      • Szwejk

        Nawet gdybyś był satanistą to dałbyś radę Panie Czarnecki,wystarczy oddychać,jeść,pić,spać,czasami się wypróżniać i jakoś leci.
        Widzę,że poszerzył Pan znaczenie słowa fobia.

    • Tajemniczy don Pedro

      I jakoś nie przeszkodziło to rozwojowi nauki.

  • Błazen Stańczyk

    „Sam się o tym przekonałem, wyjaśniając sprawę operacji antypolskiej NKWD, która akademickich historyków, z nielicznymi wyjątkami, po prostu nie interesowała. A żadna z powołanych do tego instytucji nie chciała moich badań wesprzeć”
    Ach, ci „antysystemowcy”! Żeby cokolwiek zrobić, muszą iść do „systemu” żebrać o pieniądze.

    • Q8

      Wdepnął Pan, Panie Stańczyk w temat bardzo duży, który mi osobiście nigdy spokoju nie dawał. Otóż tak. Bardzo trudno jest być wolnościowym antysystemowcem. Pisał już o tym Friedman, który również nie wiedział jak temu zaradzić.

    • Zawisza Czarnecki

      Przecież wlaśnie zrobił to bez pomocy bolszewickich pseudonaukowców. Czego towarzyszu nie zrozumieliście?

  • Q8

    Na tym Nczasie, to się czasami tak cholernie nic nie dzieje…

  • Tajemniczy don Pedro

    Uprzejmie tylko proszę odróżnić nauki ścisłe od humanistyki. Bo sytuacja (i kontekst całowania gaci po Leninie, wiszących w Poroninie, na jedlinie) były całkowicie różne. W peerelu, w humanistyce, gorliwe całowanie gaci było warunkiem wystarczającym. W naukach ścisłych najpierw należało być dobrym naukowcem, a dopiero przy okazji obejmowania wyższego stanowiska związanego z obowiązkami administracyjnymi należało te gacie symbolicznie pocałować, przy czym nie wiązało się to z obowiązkowym nawróceniem na marksistowski zelotyzm.

    Inaczej też potoczyła się późniejsza historia. Nauki ścisłe zwinęły się albo powyjeżdżały, a humanistyka rozkwitła i wyewoluowała na podbudowie marksizmu w gendery i teorię uprzywilejowania i podporządkowania.

  • Ultima Thule

    Mimo wszystko nie doczytałem się, JAK to wszystko zmienić. Pomysł z bonami to tylko końcówka pomysłu. Ale co zrobić, żeby w ogóle ruszyć tą górę?

    W jaki sposób rozmontować bezpiecznie tą minę, jaką nam zostawiły minione pokolenia?

    Wydaje mi się, że trzeba zacząć od ZROZUMIENIA problemu i przedstawienia go w mediach tak, aby jak najwięcej ludzi uznało, że to trzeba zmienić. Gdy dokonamy już tej społecznej edukacji, wówczas np przy następnych wyborach temat ten powinien być wykorzystany jako część programu zmian. Myślę, że wtedy duża liczba głosów poprze partię, która takie reformy zaproponuje.

    Ale warunkiem jest przedstawienie stanu obecnego w sposób ZROZUMIAŁY. A z tym jest największy problem.

  • 47alex

    Odwieczne i uniwersalne pytania- „Jak odejść… ” , „Co robić ? „. dziecięciem w kolebce kto łeb urwie hydrze-za młodu zdusi centaury itd., itp., itd… Ilu HISTORYKÓW tyle historii.. Za 3 lata nowa ekipa zacznie wymiatać,prostować, odkłamywać -bis da capo-do końca świata…