Korwin-Mikke: Donald Trump a sprawa polska

Porządny artykuł na temat „Trump a sprawa polska” powinien zaczynać się od tego, jak rząd PiS starannie unikał poparcia dla p.Donalda Trumpa przed zakończeniem wyborów. Trudno to zresztą krytykować – PiS-meni, podobnie jak „cały establishment”, wiedzieli, że wygra p. Hilaria Clintonowa, więc nie chcieli jej podpaść.

Natychmiast po wyborach PiS-meni odkryli, że to właśnie p. Trump jako prezydent jest ich marzeniem – i zaczęli prześcigać się w umizgach. Było to o tyle dziwne, że JE Donalda Trumpa posądzano o sympatie prorosyjskie – co, jak wiadomo, sprzeczne jest z dogmatami, jakie PiS-man wysysa z mlekiem matki. Jednak po kilku miesiącach amerykański establishment (groźba śmierci? ) przełamał sympatie nowego prezydenta, który przyłączył się do antyrosyjskiego chóru. Co ma zresztą – o czym wiele razy pisałem – racjonalne uzasadnienie: jeśli zniszczyć Rosję, to jak najszybciej, zanim wraz z Chinami urosną w potęgę większą niż USA.

Potężna CIA mimo to walczyła z p.Trumpem, który popełnił tu elementarny błąd: wdał się jednocześnie w wojnę z FBI. I – trzeba przyznać – w tym momencie nadzieje tych, którzy po wyborze mówili: „Niedługo jego panowania – zgnije w więzieniu!”, mogłyby się spełnić. Przypiekają go nieźle – i impeachment jest całkowicie możliwy. Tyle że jego wrogowie zapomnieli o historii.

A nauka z historii jest taka, że gdy śp. Ryszardowi Nixonowi zagroził impeachment, ten po prostu podał się do dymisji – a śp. Gerald Ford 8 września 1974 roku zastosował „pełne i bezwarunkowe prawo łaski za wszelkie przestępstwa, które mógłby popełnić, będąc prezydentem Stanów Zjednoczonych” (prawnicy JE Andrzeja Dudy powinni się na to powoływać!). I p.Michał Ryszard Pence, obecny Wiceprezydent, może zrobić to samo. Z o wiele lepszym uzasadnieniem niż Ford.

Powiedzmy jasno: p.Pence jest mi ideowo bliższy niż p.Trump, więc absolutnie nie żałowałbym tej zmiany – i Ameryka by na tym zyskała. Zatem ewentualnym impeachmentem p.Trumpa nie mam zamiaru się ani zajmować, ani przejmować. Natomiast polska prasa zastanawia się, co skłoniło JE Donalda Trumpa do pojawienia się w Polsce. Cóż, wymieniane są rozmaite powody – ale przecież ode mnie nie oczekuje się, bym zajmował się drobiazgami. Raczej jakaś zwariowana hipoteza?

A jest jedna taka…

Jak wiadomo, nasze dzielne służby specjalne za jedną reklamówkę pełną „zielonych” załatwiły Amerykanom pełną dyskrecję w organizacji izby tortur dla CIA. Mogą zrobić to jeszcze raz – uwzględniając tamte doświadczenia. Więc gdyby się okazało, że JE Donald Trump w ramach pobytu w Polsce musi zwiedzić Puszczę Białowieską (śp. Herman Göring to zrobił…), to zacząłbym podejrzewać, że białoruskie służby specjalne mogą wyświadczyć podobną usługę JE Włodzimierzowi Putinowi.

I obydwaj Wielcy Prezydenci mogliby się spotkać dyskretnie, poza zasięgiem chłopców z kamerami – i tymi dużymi, i tymi dyskretnie wpiętymi w klapy. Więcej niż 10% szans na tę hipotezę nie daję – ale jeśli okaże się, że widok żubra jest koniecznym elementem wizyty Prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki…? Zobaczymy!