Francuska lewica za „ekumenicznym” podziałem dni wolnych od pracy

3

Od wielu lat religią panującą nad Sekwaną jest wojujący laicyzm. Jego logiczną konsekwencją jest „ekumeniczna” próba pogodzenia wszystkich religii równym przydziałem świąt akceptowanych jako dni wolne od pracy. Rzecz ma się odbyć kosztem świąt katolickich.

Propozycję taką zgłosiła fundacja Terra Nova – think tank francuskiej Partii Socjalistycznej – przy okazji swojego raportu o „emancypacji francuskiego islamu”. Tak pojawił się postulat zastąpienia w kalendarzu oficjalnych dni wolnych – dwóch świąt katolickich – przez święta innych religii. Zamiast Poniedziałku Wielkanocnego i Zesłania Ducha Świętego zaproponowano wolne dni w żydowskie święto Jom Kipur (Dzień Pojednania) i muzułmańskie Aid-el-Kebir (Święto Ofiarowania).

Wg fundacji socjalistów, katolickie święta są już tylko „zwyczajowo” wolne, a zastąpienie ich przez wolne dni w święta ważne dla judaizmu i islamu będzie okazaniem „równego traktowania wszystkich religii”. Biorąc pod uwagę, że lewicowi politycy nie uznają, iż chrześcijaństwo jest częścią historii ich kraju i określa jego tożsamość, pomysł można uznać za logiczny.

Propozycje wprowadzenia do kalendarza świąt niechrześcijańskich nie są we Francji całkiem nowe. Wszak kalendarz zmieniała już rewolucja, a dla socjalistów źródła i korzenie Republiki sięgają właśnie roku 1789. Tego typu tematy uparcie powracają w kręgach lewicy i razem z postępującą neutralizacją społecznej roli Kościoła katolickiego wydają się coraz bliższe realizacji.

Stanowisko socjalistów i ich akolitów jest tu jasno określone.

Dla nich historia Francji i korzenie tożsamości kraju nie zaczynają się ponad 1500 lat temu z chrztem króla Chlodwiga, ale zaledwie 300 lat temu, razem z naturalnym przedłużeniem procesu postrewolucyjnego, którego ukoronowaniem była słynna ustawa z 1905 roku o rozdziale Kościoła od państwa.

Wprowadzone wówczas zasady laicyzmu ewoluowały, ale w ostatnich latach, także na skutek poszerzania się wpływów islamu, przybrały postać dość agresywnej kontrreligii, kierowanej również przeciw „rozbrojonemu” społecznie chrześcijaństwu. O ile islam radzi tu sobie nieźle, chrześcijaństwo jest spychane na coraz dalszy margines. Warto tu dodać, że większość socjalistycznych polityków nie godzi się na wyprowadzanie tożsamości francuskiej i jej korzeni z tradycji judeochrześcijańskiej.

Skoro zaś Francja nie jest nawet historycznie krajem chrześcijańskim, to inne działające tu współcześnie religie zasługują na takie samo traktowanie, choćby w imię republikańskiej égalité.

Czytaj dalej

wesprzyj_wolne_media_artykul
  • Marek Zadrożniak

    Debili się tępi czy ignoruje a nie z nimi dyskutuje.

  • Adam Weishaupt

    Już w pierwszym zdaniu widać błąd logiczny. Gdyby we Francji faktycznie panował „wojujący laicyzm”, to jego konsekwencją byłoby całkowite wyeliminowanie świąt religijnych jako dni wolnych od pracy. Próba uwzględnienia świąt różnych religii w prawie to wynik daleko posuniętego etatyzmu, a nie laicyzacji.

    Tożsamość kraju nie ma i, z liberalnego punktu widzenia, nie powinna mieć większego znaczenia dla prawa świeckiego. Wolność oznacza powiem możliwość swobodnego zawierania indywidualnych umów. Nic nie stoi bowiem na przeszkodzie, aby np.: pracodawca dawał muzułmaninowi wolne w piątek, a katolikowi – w niedzielę. To właśnie etatyzm próbuje regulować odgórnie stosunki pomiędzy wszystkimi obywatelami.

    Absolutnie nie rozumiem tezy postawionej w tekście. Moim zdaniem, w kraju wolnościowym, każdy, niezależnie od wyznawanej religii powinien mieć możliwość do jej praktykowania (w ramach ogólnego prawa, dodajmy, aby uciąć dyskusje na temat rytualnego kanibalizmu etc.). Państwo powinno zatem zapewnić opisaną wyżej możliwość praktykowania religii, ale nie może wymuszać tego ogólnymi przepisami, gdyż będzie to miało skutki odwrotne do deklarowanych (urawniłowka zamiast różnorodności). Po co zastępować jakieś święta innymi i angażować w to państwo? Wystarczy wydać rozporządzenie, precyzujące, jakie święta katolickie, żydowskie, muzułmańskie czy prawosławne są uznawane przez państwo i pozostawić resztę ludziom. Jeszcze po II wojnie światowej, w okresie tzw. „komuny”, mieszkający na Podlasiu katolicy i prawosławni obchodzili co prawda te same święta, ale w różnych dniach (prawosławni do dziś używają liturgicznego kalendarza juliańskiego) i szkołom ani miejscom pracy to nie przeszkadzało. Nie jest dobrze, jeżeli w kraju komunistycznym zasady wolnościowe działały lepiej niż w kraju rzekomo wolnościowym i demokratycznym.

    Idea jednego dnia święta religijnego dla wszystkich obywateli ma sens w przypadku monolitu kulturowego, ale nie ma miejsca w kraju zróżnicowanym. Tam można co najwyżej stworzyć święta państwowe, obowiązujące wszystkich obywateli.

    • Sergiusz Bulikowski

      @Adam – problem w tym,że we Francji wykreśla się z kalendarza święta katolickie , a zastępuje je świętami muzułmańskimi. Podobnie merostwa rezygnują w wystawiania szopek Bożonarodzeniowych i choinek w szkołach , żeby „nie urażać” muzułmanów. To prawdziwie oblicze Francji od wielu lat.