Pozytywny wpływ Brexitu

Koszty opuszczenia przez Wielką Brytanię unii celnej Unii Europejskiej mogą być zrekompensowane nowymi umowami handlowymi i deregulacją gospodarki.

Koszty opuszczenia przez Wielką Brytanię unii celnej Unii Europejskiej mogą być zrekompensowane nowymi umowami handlowymi i deregulacją gospodarki.

Z szacunków brytyjskiego think-tanku Open Europe wynika, że koszt opuszczenia unii celnej przez Wielką Brytanię może wynieść Wielką Brytanię utratę 1 procenta PKB do roku 2030. Jednakże to samo badanie wskazuje, że koszty te mogą być łatwo zrekompensowane przez brytyjskie władze poprzez umowy wolnohandlowe z innymi krajami świata, w których mogą zostać obustronnie obniżone cła importowe oraz poprzez deregulację krajowej gospodarki. W takiej sytuacji Brexit będzie miał neutralny lub pozytywny wpływ na gospodarkę do roku 2030.

W tym czasie António Costa, premier Portugalii, powiedział, że po opuszczeniu Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię, Londyn nie przestaje być dużym europejskim partnerem, dodając, że przyjaźń z Wielką Brytanią zaczęła się na długo przed utworzeniem Unii Europejskiej i będzie kontynuowana także po niej. Również rzecznik norweskiego ministra spraw zagranicznych stwierdził, że należy zainicjować dialog z Wielką Brytanią, aby zminimalizować potencjalne przyszłe kłopoty przy relacjach związanych z dwustronnym handlem.
Tymczasem analitycy „Financial Times” obliczyli, że zobowiązania Wielkiej Brytanii wobec unijnego budżetu w związku z Brexitem wynoszą około 20 mld euro, co może skomplikować negocjacje związane z opuszczaniem Unii Europejskiej przez Wielka Brytanię. To i tak kwota niższa niż jednoroczna unijna składka Wielkiej Brytanii, która np. w 2015 roku wyniosła 21,4 mld euro.

Zobacz także: Po Brexicie handel z UE będzie tak wolny, jak teraz

Fot. pixabay.com

wesprzyj_wolne_media_artykul
  • Ultima Thule

    Rozmowa o Brexicie:
    – funt brytyjski spada, bo gospodarka brytyjska dużo straci na wyjściu z UE
    – dlaczego straci?
    – bo to jest tak, że teraz ich towary mogą bez trudu dotrzeć do każdego klienta w UE
    – a jak wyjdą, to nie będą mogły?
    – nie, bo wtedy te towary będą musiały pokonać wielkie przeszkody: wysoki mur, druty kolczaste, wieżyczki strzelnicze!
    – a jak by byli w UE, to by nie mieli tych przeszkód?!
    – wtedy nie!
    – to w takim razie gdzie my się znajdujemy ?!

  • Błazen Stańczyk

    „Koszty opuszczenia przez Wielką Brytanię unii celnej Unii Europejskiej mogą być zrekompensowane nowymi umowami handlowymi i deregulacją gospodarki.”
    Pewnie, że mogą. Tyle, że skoro Brexit przegłosowali antyrynkowi populiści, antyglobaliści i angielscy szowiniści, to trudno się spodziewać, że łatwo będzie przepchnąć umowy handlowe zgodne z doktryną wolnego handlu a tym bardziej deregulacje gospodarki.
    Jak ktoś uważa inaczej, to niech sprzedaje dom, samochód, żonę i psa i wszystko inwestuje w taniego funta. Jeśli te wolnorynkowe przepowiednie się spełnią, to zarobi krocie. Ja tak nie zrobię, bo w to nie wierzę.

  • Krzysztof Kałębasiak

    Moze wzrosna cla przy handlu z kontynentu do W.B.
    Jednak cla dla handlu z Azja spadna do zera. Kto na tym lepiej wyjdzie?
    Wroci Imperium, nie takie jak kiedys, ale jednak. Oni to sobie dobrze policzyli.

  • BaSz

    Przypomnę fragment ballady W. Młynarskiego („B. o dwóch koniach”)
    „Kto się stawia, ten ma z tego mimo wszystko jakiś zysk,
    A kto słucha i ulega, ten najpierwszy bierze w pysk”
    i do tego nawiązując przypomnę, że będąc członkiem UE jesteśmy co i rusz przegłosowywani, i są przyjmowane różnorakie rozwiązania, dla nas niekorzystne. Możemy dusić się w bezsilnej i nieproduktywnej złości, ale można jednak pójść wzorem Anglików (bo Szkoci, a ich śladem pewnie i Irlandia Płn. — mogą się z kolei „wypisać” z Commonwealth‘u) i ten euro-kołchoz opuścić. Primo, by zobaczyć, jakie korzyści możemy odnieść (typu opisanego w artykule), zaś secundo, możemy za jakiś czas zacząć się zastanawiać nad ewentualnym powrotem. Ale na pewno nie na kolanach! A wręcz przeciwnie: renegocjując różne składniki akcesyjne, już z pozycji świadomego swych interesów, wolnego państwa. I tak powinny postąpić wszystkie kraje, które widzą to, że ciocia-sklerocia UE — stacza się w kierunku gospodarki centralnie sterowanej.

    Zaś co do rozpoznanie własnego interesu narodowego, to nasuwa mi się refleksja, że gdy nasz nieszczęsny kraj zrzucił z ulgą jarzmo doktrynalnego socjalizmu realnego (taki oksymoron) to chęć wkupienia się w łaski wspólnoty Państw Wolnych była w dużej mierze napędzana obawą, że po zakończeniu w Sojuzie pieriedyszki — nastąpi tam powrót do starych, dobrze wyćwiczonych metod. I że znów nas pochwycą w swe szpony, oraz postawią żelazną kurtynę. Dlatego też niecierpliwie przytupywaliśmy aby nas przyjęto do Unii („Zachodu”), a jeszcze niecierpliwiej — do NATO. I nie mając innego wyboru żeśmy nawet za bardzo nie grymasili, a wręcz nikt nie miał zamiaru prowadzić najmniejszych nawet rozważań o sensie takiego kroku czy jego opłacalności, czyli analizy stawianych nam warunków.

    A jeszcze: wdepnęliśmy w ten cały bigos zanim w odpowiednim stopniu rozpoznaliśmy co to znaczy „być wolnym i suwerennym”, jakie są nasze interesy, czy nawet to, co oznacza pojęcie „być Polakiem”! Nie wiemy właściwie tego dotąd, miotając się od ostentacyjnie kosmopolitycznej PO, do nieco nazbyt reklamiarskiego patriotyzmu w wersji PiS-owskiej.