Każdy chłop rano wybierał się do karczmy, aby chlapnąć okowity, czyli wigilijne zwyczaje naszych przodków

W tym dniu stoły polskiego ziemiaństwa uginały się pod nadmiarem wykwintnych, wyszukanych potraw. Wigilie chłopskie były równie uroczyste, ale dużo skromniejsze. Był to również dzień pełen magicznych zdarzeń, ceremonii i wróżb.

„Starodawna +wilija+ to nie tylko uczta przy suto zastawionym stole, często zakrapiana wspaniałymi nalewkami.

„To był również wieczór pełen magicznych zdarzeń, ceremonii, wróżb przenoszonych z dworów do chat chłopskich i miast” – powiedziała prezes Świętokrzyskiego Towarzystwa Genealogicznego „Świętogen” Kornelia Major.

Wierzono, że kto rano zerwie się dzielnie z łoża, ten przez cały rok nie będzie przeżywał kłopotów z wstawaniem. Jeśli panna tarła w tym dniu mak, to w nadchodzącym roku czekało ją zamążpójście.

Dziewczęta wychodziły też przed dom, aby nasłuchiwać, z której strony zaszczeka pies, stamtąd miał nadejść upragniony ukochany.

„Każdy chłop rano przezornie wybierał się do karczmy, aby chlapnąć okowity, bo to wróżyło, że przez najbliższy rok abstynencja mu nie grozi” – przypomniała dawne zwyczaje Major.

Ale to nie wróżby, ale kuchnia wiodła w tym dniu prym, a królowały w niej przeważnie kobiety. Kiedy stół był już nakryty obrusem, pod którym ułożono siano, można było zasiadać do kolacji, jak tylko na niebie ukazywała się pierwsza gwiazdka.

„Wieczerzę rozpoczynano okolicznościową modlitwą na głos. Zwykle czynił to gospodarz lub starsza osoba, ewentualnie zaproszony ksiądz. Łamano się opłatkiem, składano sobie życzenia, wspominając też tych, którzy odeszli już na zawsze” – opisywała dawną wieczerzę wigilijną Kornelia Major.

Wigilie w domach właścicieli ziemskich były bardzo wystawne. Stoły uginały się pod nadmiarem wyszukanych potraw. Podawano do wyboru barszcz czerwony z kiszonych buraków z fasolą, zupę grzybową z łazankami lub zupę rybną z łazankami.

W dworskich stawach hodowane były nie tylko karpie, ale też szczupaki i pstrągi. Tak więc na stołach pojawiał się karp smażony i w galarecie czy faszerowany szczupak. Wyszukanym daniem w polskich dworach były olbrzymie półmiski wypełnione łazankami, zapiekane z kapustą i grzybami i polane masłem.

„Na deser podawano różne ciasta: strucla z makiem, zawijaniec z masą śliwkową, kakaową, makowce na kruchym spodzie mocno lukrowane, pierniki przekładane różnymi masami. Spożywano również owoce cytrusowe, suszone bakalie, orzechy włoskie i laskowe.

Na deser podawana była także kutia, która przywędrowała do Polski ze wschodu” – przypomniała prezes świętokrzyskiego towarzystwa.

W chatach chłopskich bardzo często podawano żur z grzybami, zupę z konopi zwaną siemieńcem lub siemieniatką, kapustę z grochem lub fasolą oraz polewkę z suszonych śliwek, gruszek lub jabłek. Po głównych daniach na stole pojawiały się ciasta: drożdżowe z kruszonką, strucla makowa i z masą śliwkową, a dla dzieci słodkie makiełki.

Dopiero po wieczerzy dzieci mogły podejść pod podłaźniczkę (poprzedniczka choinki, która do polski przywędrowała dopiero 150 lat temu z Niemiec).

Dzieci dworskie dostawały na wigilię to wszystko, na co było stać ich rodziców: zabawki przywiezione często z zagranicy i przede wszystkim mnóstwo łakoci. Dzieci chłopskie cieszyły się przeważnie z papierowych zabawek wykonywanych przez samych domowników czy wycinanek.

We wszystkich domach słychać było śpiew kolęd. W dworach i domach mieszczan śpiewano przy akompaniamencie fortepianu, pianina czy klawikordu. W chłopskich chatach były to najczęściej skrzypce, basetle i fujarki.

„Przed północą udawano się na pasterkę. Po niej ziemianie odwiedzali pobliskie dwory – był to zwyczaj rozpowszechniony zwłaszcza w Wielkopolsce i na terenie obecnego woj. świętokrzyskiego. Chłopi wracali do domów, ale też biesiadowali aż do pierwszej mszy świętej” – zaznaczyła Major. (PAP)