REKLAMA

O wyborach i nowym rządzie z Maciejem Płażyńskim, założycielem Platformy Obywatelskiej, byłym marszałkiem Sejmu, obecnym posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Rafał Pazio.

– Czy jest Pan kandydatem na wicemarszałka z ramienia PiS?

REKLAMA

– Nie złożono mi takiej propozycji.

– Pan zakładał Platformę Obywatelską, a teraz jest posłem opozycyjnego Prawa i Sprawiedliwości. Czy zmienił Pan poglądy, czy może jest już obojętne, z którą partią się współpracuje?

– Z Platformą rozstałem się cztery lata temu. Nie jestem członkiem PiS-u. Chciałem wrócić do Sejmu. Mogłem startować z list tych dwóch partii, ale wybrałem PiS jako lepsze rozwiązanie. To nie znaczy, że akceptuję wszystko, co robili. Platformę trudno oceniać za program, gdyż ciągle się zmieniał. Nie potrafi ę dziś powiedzieć, jakie poglądy ma Donald Tusk. W PO dominuje środowisko byłego Kongresu Liberalno-Demokratycznego, a w kampanii słyszeliśmy wypowiedzi odbiegające od liberalnych haseł. Jaki jest więc faktyczny program Platformy? W szeregach Donalda Tuska przeważa polityka sondażowa, czyli chęć skupienia się na wizerunku medialnym. Brakuje tu przesłania ideowego. Zobaczymy, czy rząd będzie coś w Polsce zmieniał, czy raczej nie będzie chciał narażać się wyborcom. Nie startowałem z PO, gdyż nie chciałem współpracować z SLD. Ta współpraca jest przecież nadal możliwa. Prawdopodobnie powstanie obóz umożliwiający odrzucanie weta prezydenta w jakichś sytuacjach. Uważam też, że Platforma straciła okazję do stworzenia prawdziwego cudu w polityce i zawiązania koalicji PO-PiS dwa lata temu, co dawałoby możliwość zbudowania szerokiego centroprawicowego obozu z różnymi skrzydłami i uzupełniającymi się programami.

– Czy Platforma zdecyduje się w końcu na zmianę ustroju politycznego Polski i wprowadzi wybory większościowe?

– Jestem zwolennikiem ordynacji większościowej, chociaż to jeszcze nie wystarcza. Istotna jest na przykład wielkość okręgów wyborczych. Prawdopodobnie Platforma będzie podnosiła ten problem, ale nie wierzę w skuteczność zmiany ordynacji. PSL nie jest zainteresowane, politycy PiS nigdy nie przepadali za ordynacją jednomandatową. Przez najbliższe kilka lat spór o ordynację będzie się toczył raczej wśród studentów i nie przeniesie się do Sejmu. PO mogłaby jednak potwierdzić swoje poglądy. Bez zmiany Konstytucji można zmniejszyć okręgi do Senatu. Proszę zobaczyć, że mamy tu ordynację większościową, a jednak wygrywają partie. Są to pozorne wybory na osoby. Wyborcy nie znają dobrze nazwisk, gdyż okręgi są za duże, więc głosują na szyldy partyjne. Rozwiązaniem może być zmniejszenie wielkości okręgów na przykład do 200.000 wyborców. PO ma większość, może tu zamanifestować swoje przywiązanie do idei ordynacji większościowej.

– Jak Pan ocenia manifestację obrazy, jaką prezentują po wyborach liderzy PiS? Każą się przepraszać. Zapowiadają sprawy sądowe.

– Poprzednie dwa lata były okresem agresywnej opozycyjności. Jarosław Kaczyński jako premier nie dostał jednego wolnego dnia. Natychmiast po wyborach, kiedy nie powstał PO-PiS, Donald Tusk mówił do Polaków, żeby trzymali się za kieszenie. Przez te dwa lata okazało się coś zupełnie innego. Następował rozwój gospodarczy. Politycy PO ukształtowali jednak pewną atmosferę. Jarosław Kaczyński odpłaci tym samym. Uważa, że nie ma co tracić nawet jednego dnia. Myślę, że jednak nie warto rozpychać się w polityce poprzez spory sądowe. One nie pociągają potencjalnych wyborców, a tworzą wrażenie frustracji. Namawiałbym liderów PiS, żeby nie podsyłać Platformie łatwych komentarzy o sfrustrowanym Kaczyńskim, który nie potrafioddać władzy.

– Sądzi Pan, że koalicja PO-PSL przetrwa cztery lata?

– Na pewno będą spory, ale od kłótni do skracania kadencji jest długa droga. To zupełnie inne rozdanie powyborcze. Koalicja, którą przyszło zbudować Jarosławowi Kaczyńskiemu, była ekstremalna. Tusk ma łatwiejszą sytuację. Nawet jeśli pokłóci się z PSL, ma jeszcze do wyboru LiD. Nikt oczywiście nie jest w stanie powiedzieć, jak będzie wyglądało nastawienie wyborców za dwa lub trzy lata.

– Mówił Pan, że w Platformie dominuje środowisko KLD – kiedyś, na początku lat 90., zwane „kongresem aferałów”. Czy sądzi Pan, że należy spodziewać się afer gospodarczych?

– Polska początku lat 90. a obecna o wiele się różnią. Dziś w każdej ekipie zdarzają się takie problemy. Zagrożenie korupcją nie zmienia się z racji zmiany ekipy. Tusk może mówić, że korupcja to tylko SLD i PiS, ale przykład posłanki Sawickiej pokazuje, że do każdej partii trafi ają różni ludzie. Doświadczenie uczy, że takie problemy zdarzają się w każdej kadencji. Tu Polska nie jest odosobniona.

– Dlaczego powstał tak szeroki front poparcia dla Platformy? Na jej wynik pracowali przedstawiciele różnych mediów, wielu artystów, satyryków itd.

To był front „antypisowski”. Ludzi o różnych poglądach i życiorysach zjed

noczyła chęć odsunięcia partii Jarosława Kaczyńskiego. Liderzy tej partii byli traktowani jak zagrożenie dla wpływów ukształtowanej już tzw. elity. Przez lata wiele środowisk wypracowało sobie tam miejsce. Platforma zyskała, bo przedstawiciele tych środowisk uznali, że PiS można odsunąć tylko dzięki poparciu partii Donalda Tuska. Wyborcy podchodzili do tego pragmatycznie i emocjonalnie. Głos na PO w ich oczach zwiększał szansę na odsunięcie PiS. Skutkiem tego procesu był niższy wynik Lewicy i Demokratów. Nawet frekwencja wzrosła pod hasłem: „Odsunąć Kaczyńskich od władzy!”. Wielu głosowało na PO, gdyż ich pierwszym wyborem była wrogość do PiS.

Jest Pan przedstawicielem jednego z niewielu środowisk na tzw. prawicy, któremu udało się przekonać Jarosława Kaczyńskiego do współpracy i wciągnięcia na listy. Lider PiS nawet bardzo znanych kandydatów niepartyjnych po prostu odrzucał. Jak Pan przekonał Kaczyńskiego?

Myślę, że Jarosław Kaczyński myślał o wzmocnieniu wizerunku PiS. Scena się polaryzowała, toczyła się rywalizacja z Platformą, a ja byłem jednym z liderów tego ugrupowania. Z PiS startowała Zyta Gilowska czy Zbigniew Religa, którzy też byli z PO związani. Był jeszcze transfer Nelli Rokity – myślę, że niezbyt udany. Wreszcie przyszła też kolej na mnie. Kaczyński uważał, że trzeba wyeksponować kilka osób, które mają ofertę dla umiarkowanego wyborcy. Myślę, że strategom PiS ten chwyt się nie udał. Postawili na prokuratorski wizerunek partii, który umocnił PiS-owski elektorat, ale nie ściągnął kolejnych wyborców. Sam pomysł z poszerzeniem oferty był chyba dobrym ruchem Kaczyńskiego. Ludzie, którzy kiedyś współpracowali z PO, mogli pomóc w szukaniu poparcia w szeregach Donalda Tuska. PiS jednak przegrał wybory i teraz Platforma szuka większości.

Czy miał Pan już po wyborach jakąś ofertę od polityków Platformy?

Było zaproszenie, żebym pojawił się w większości rządowej. Jednak nawet jeśli mam sympatię do części ludzi z PO, to jednak nie można kiwać własnych wyborców. Moja obecność w większości popierającej Platformę nie wchodzi w grę. Będę krytycznym recenzentem działań rządu Donalda Tuska.

Dziękuję za rozmowę.

wcześniejsze teksty w kategorii „WAŻNE!”:
PO: Nie będzie cudu
Chińscy towarzysze kapitaliści
O Platformie: Liberalizm na opak
Korwin Mikke: Zlikwidować działalność gospodarczą!
Korwin Mikke: o likwidacji dzieci niepełnosprawnych.
Korwin Mikke dla nczas.com: Wspomnienia wyborcza…
Piotr Żak: Wnioski z rozmowy z Arturem Zawiszą oraz Szymonem Pawłowskim
Janusz Korwin Mikke: To są dziwne wybory!
Dariusz Kos: Czy prezydent sprzeda Polaka?

REKLAMA