REKLAMA

Dostosowanie się do politycznie poprawnej polityki klimatycznej, dekarbonizacja, czyli zniszczenie rodzimego górnictwa, gaz z Rosji, polska energetyka pod kontrolą Francuzów i Niemców – taki scenariusz może nam grozić pod rządami Platformy Obywatelskiej.

Od czasu wstąpienia do Unii Europejskiej Polska posłusznie dostosowuje się do wymagań europejskiej polityki klimatycznej, bez względu na destrukcyjne konsekwencje dla rodzimej gospodarki. Warto więc zadać kilka fundamentalnych pytań. W świetle zeszłorocznego skandalu, który unaocznił fałszowanie badań przez czołowych klimatologów straszących świat globalnym ociepleniem, należy spytać: na podstawie jakich przesłanek naukowych narzucana jest światu bieżąca polityka klimatyczna? Po drugie: skoro społeczeństwo ponosi gigantyczne koszty polityki wobec zmian klimatu, przede wszystkim poprzez sztucznie zawyżanie cen energii, należy dowiedzieć się, jakie są rzeczywiste koszty prowadzonej przez UE polityki klimatycznej. Wreszcie skoro emisje gazów cieplarnianych nie zmniejszają się, a niemożliwe jest przecież, żeby zmniejszenie emisji dwutlenku węgla w Europie wpływało na średnie temperatury np. w Afryce, należy spytać: jakie efekty przynosi europejska polityka wobec zmian klimatu?

REKLAMA

Jakkolwiek znamy bardzo dobrze odpowiedź na powyższe pytania, w ostatnim czasie ważą się losy bardzo ważnej – z punktu widzenia polskiego bezpieczeństwa energetycznego – decyzji o budowie dwóch pierwszych elektrowni jądrowych.

Film dokumentalny o dramatycznych wydarzeniach w Jedwabnem

Energetyka jądrowa jest jedynym sposobem zapewnienia ludzkości trwałego dostępu do energii, bowiem zapasy rud uranu wystarczą na kolejne 1500 lat. Ceny paliwa jądrowego są mniej więcej stałe, a obecnie wykorzystuje się uran bardzo słabo wzbogacony. Z badań Polskiego Komitetu Światowej Rady Energetycznej wynika, że Polska nie będzie w stanie pokryć rosnącego zapotrzebowania na energię elektryczną bez budowy własnych elektrowni jądrowych. W 2020 roku energia jądrowa w naszym kraju będzie zapewniała 15-procentowe pokrycie narodowego zapotrzebowania na energię. Polska posiada już własne paliwo, ale znajduje się ono obecnie w… Rosji. W połowie października media poinformowały, że cały nasz zapas 450 kg wysoko wzbogaconego uranu został przewieziony przez Amerykanów na terytorium Rosji. Całą operację motywowano… zagrożeniem terrorystycznym. Bardzo ciekawe, czy po wybudowaniu naszych reaktorów paliwo wróci do Polski, czy kupimy nowe, a Rosjanie wciąż będą strzegli naszego uranu przed terrorystami.

W przypadku polskiej inwestycji, zanim jeszcze zaczęto mówić o szczegółach, pewna była tylko jedna wiadomość: elektrownie wybudują nam Francuzi. Podobno uzgodnił to premier Tusk z prezydentem Sarkozym. Jeśli jest to prawda, należy zwrócić uwagę na kilka bardzo ważnych aspektów całej sprawy. Inwestycja w energetykę jądrową jest dla Polski sprawą fundamentalną, od której zależy bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju, wzrost gospodarczy i ceny energii dla gospodarstw domowych.

Byłoby ze szkodą dla konsumentów, gdyby inwestycja w polski atom miała charakter polityczny, a nie ekonomiczny. Jeśli ma ona charakter polityczny, opinia publiczna powinna wiedzieć, co Polska otrzyma od Francji w zamian za kupno technologii: czy będą to jakieś stanowiska dla naszych polityków w ramach unijnej biurokracji, czy jakieś unijne fundusze, a może przyrzeczenie awansów rodzimych oficjeli w organizacjach międzynarodowych?

Jeśli decyzja ma charakter ekonomiczny, powinniśmy poznać szczegóły kalkulacji, którymi kierowali się urzędnicy. Według najważniejszych międzynarodowych studiów, np. raportu Uniwersytetu Chicagowskiego dla rządu Stanów Zjednoczonych, wynika, że technologia oferowana przez Francuzów może być droższa nawet o 50 proc. od konkurencyjnych rozwiązań japońskich i amerykańskich. Dla Polski fundamentalne znaczenie ma także przewidywalność inwestycji oraz oddanie projektu w terminie. Obie cechy także nie są domeną inwestorów znad Sekwany. Świadczy o tym ostatni artykuł z końca października w „Financial Times”, który wytyka wady współpracy z Francuzami.

Electricité de France (EDF) stracił trzy lata i miliony euro na wspólnym projekcie z Constellation Energy w stanie Maryland, po czym wycofał się z projektu. We wrześniu 2010 roku Gaz de France (GDF) wycofał się z projektu budowy drugiego reaktora w Normandii. Państwowe firmy francuskie przegrały prestiżowy przetarg w Abu Dhabi. Jednak globalne kłopoty firm, które ubiegają się o kontrakty w Polsce, są niczym w porównaniu z niemożnością dokończenia inwestycji w Finlandii. Projekt w Olkiluoto ma już kilka lat opóźnień i przekroczył budżet o miliardy euro. Według artykułów pojawiających się w prasie fińskiej, niemieckiej i francuskiej, budowa prowadzona przez koncern Areva trwa już szósty rok. Inspektorzy wykryli 3 tys. usterek budowlanych oraz błędy techniczne zagrażające bezpieczeństwu reaktora. Inwestorzy i wykonawcy kłócą się między sobą, a koszty przekroczono już o 1,5 mld euro.

Wróćmy jednak do bezpieczeństwa energetycznego kraju. Dzięki dużym zasobom węgla kamiennego Polska była jednym z najmniej zależnych pod względem energetycznym krajów Europy. Obecnie, na skutek europejskiej polityki klimatycznej i związanego z tym dogmatu „dekarbonizacji”, zależność energetyczna Polski zwiększyła się do blisko 50 procent. Oznacza to, że już połowę surowców energetycznych będziemy musieli importować z zewnątrz.

W przypadku rynku wewnętrznego bezpieczeństwo energetyczne zapewnia konkurencyjność rynku. Niestety na rynku energii następuje koncentracja kapitału, gdzie bardzo dużą rolę odgrywają państwowe przedsiębiorstwa związane z rządami obcych państw, o innych celach strategicznych i politycznych. Przedsiębiorstwa związane z rządem Francji posiadają już 10-procentowy udział w rynku energii elektrycznej i 15-procentowy udział w rynku energii cieplnej. Gdyby Francuzi otrzymali jeszcze połowę udziału w rynku energii jądrowej, oznaczałoby to, że 1/3 polskiego rynku energii jest pod kontrolą obcego państwa. Jest to niedopuszczalne z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju.

(polecamy książkę Tomasza Teluka „Mitologia efektu cieplarnianego” – dostępna w wersji tradycyjnej i jako e-book). Tomasz Teluk przedstawił w niej genezę zjawiska w kontekście ruchów ekologicznych – w tym również fanatycznych ekologów na najwyższych szczeblach władzy; pokazał również techniki, których używają zwolennicy teorii globalnego ocieplenia do manipulacji opinia publiczną)

REKLAMA