Cenckiewicz dla nczas.com: Lustracji w Polsce nie ma i już nie będzie

O powrocie sprawy „Bolka” z historykiem, publicystą, doktorem habilitowanym SŁAWOMIREM CENCKIEWICZEM, rozmawia Rafał Pazio.

NCZAS: Czym Pan uzasadnia „cudowne” odnalezienie dokumentów dotyczących tajnego współpracownika o ps. „Bolek”? Znalazły się praktycznie „pod latarnią”, czyli w samym Sejmie.

CENCKIEWICZ: Nie mamy pewności, że w archiwum Sejmu znajdują się te dokumenty. Niemniej jednak z ustaleń Cezarego Gmyza z „Uważam Rze” wynika, że tzw. komisja Ciemniewskiego korzystała z tych materiałów zarówno w siedzibie MSW, jak i w Kancelarii Sejmu. Należy więc zrobić wszystko, by wydobyć tę dokumentację i czym prędzej zabezpieczyć przed ewentualnym procesem „brakowania”. Pamiętajmy, że akta „Bolka” były w Polsce po 1989 roku systematycznie prywatyzowane lub niszczone przez najwyższych rangą urzędników państwowych. Musimy zatem z rezerwą podchodzić do zapewnień kierownictwa Sejmu, że wszystko zostanie w należyty sposób sprawdzone.

Jak Pan odczytuje, interpretuje tę kolejną odsłonę wojny na górze?

Nie zgadzam się z taką interpretacją. Cały mainstream III RP – od polityków układu rządowego poprzez lewicową opozycję aż po najbardziej poczytne i opiniotwórcze media – jest za ukryciem wszelkich papierów kompromitujących Wałęsę. Jego agenturalna przeszłość jest przecież kłamstwem założycielskim okrągłostołowego państwa, stąd też Wałęsy bronią zgodnie Jaruzelski, Kwaśniewski, Mazowiecki, Tusk i ludzie komunistycznych tajnych służb, atakując przy tym brutalnie historyków piszących na ten temat. Nieprzypadkowo książkę „SB a Lech Wałęsa” i jej autorów wzięli pod lupę funkcjonariusze ABW i prokuratura. Jej temat i treść nie została uzgodniona z okrągłostołowym mainstreamem, stąd ten furiacki atak jeszcze zanim się ona ukazała.

Jaki jest cel powrotu do kwestii „Bolka”? Jak powinna zostać dokończona ta sprawa, ta część lustracji?

Realnie lustracji w Polsce nie ma i już nie będzie. Logika sądów i przyjęta linia orzecznicza opiera się bowiem na orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego z 10 listopada 1998 roku, które w nowatorski sposób (mówiąc delikatnie) i daleki od wiedzy historycznej zdefiniował pojęcie współpracy z bezpieką. W taki sposób, że trudno znaleźć agenta odpowiadającego kryteriom przyjętym przez Trybunał. Późniejsza praktyka wykazała, że tak skonstruowane wymogi Trybunału wyeliminowały z zasięgu lustracji zdecydowaną większość osób, co do których istnieją dowody współpracy z komunistycznymi wojskowymi lub cywilnymi służbami PRL. Wspólnie z Piotrem Gontarczykiem poddaliśmy tę kwestię drobiazgowej analizie w książce „SB a Lech Wałęsa”, której wnioski są niezwykle smutne dla państwa polskiego. Stąd też każdy, komu zależy na odcięciu komunistycznej przeszłości, winien się dziś skupić na dostępności do archiwów IPN, umiejętności pozyskiwania z nich wiedzy i sposobach jej upowszechniania. Musimy w tym względzie wyręczyć niejako polskie państwo, które przypomina ślepca nie odróżniającego zdrajcy od bohatera. Musimy w ten sposób bronić Polski przed agenturą, której linki prowadzą często do obcych ambasad i stolic.

(więcej w tygodniku NCZ! 10/2012 – dostępny tutaj; przedruk tylko za zgodą redakcji)

Polecamy również:
Prywatne teatry mają się coraz lepiej! Sztuka biznesu?
ABW. Policja polityczna PO

Comments are closed.