Kraków zamknie dostęp do profesji grajka ulicznego

granice Parku Kulturowego czyli strefy wyjątkowej władzy urzędniczej
Podczas gdy Jarosław Gowin forsuje przynajmniej częściową deregulację zawodów, radni z Krakowa postanowili na własną rękę zamknąć dostęp do uprawiania profesji ulicznego artysty! Wszystko po to, aby uchronić krakowską starówkę przed „nieodpowiednim poziomem występów artystycznych”. Przyjęta przez polityków uchwała zakłada powołanie specjalnej komisji miejskiej, która będzie rozpatrywać wnioski ulicznych grajków, mimów, tancerzy i wszelkiej maści sztukmistrzów, którzy postanowią zabawiać spacerowiczów w obrębie tzw. Parku Kulturowego. W jego granice wchodzi całe zabytkowe centrum Krakowa na czele z lubianym przez artystów rynkiem przy kościele mariackim i sukiennicach. Egzamin sprawdzający poziom umiejętności będzie miał miejsce przy okazji składania wniosku o możliwość zajęcia konkretnej miejscówki na kawałku chodnika. Koszt jednego metra kwadratowego radni oszacowali na 2 złote dziennie. Czy straż miejska będzie z centymetrem mierzyć powierzchnię zajmowaną przez artystyczną trupę? Czy wlepi mandat za przeniesienie o kilka metrów miejsca pracy? Co jeśli artysta będzie miał gorszy dzień i przed uliczną publicznością wypadnie gorzej niż przed urzędniczą komisją? Za ile fałszywych akordów lub przekłamanych nut będzie groził mandat? W myśl przepisów, które zaczną obowiązywać w czerwcu tego roku powyższe pytania wcale nie są absurdalne! Artystów najbardziej niepokoi konieczność wyraźnego określenia godzin występów. – To przecież skrajna głupota traktować uliczne występy jak pracę na etacie. Sam często grywam na skrzypcach „bez kapelusza” ale dla czystej przyjemności i przełamania tremy – oburza się w NCZ! Wojtek, student Akademii Muzycznej w Krakowie.

Pomysł de facto licencjonowania zawodu artysty pochwala Stanisław Dziedzic, dyrektor Wydziału Kultury Urzędu Miasta Krakowa. – Chodzi o wizerunek miasta. Na Rynku trzy zespoły nie mogą grać obok siebie i wzajemnie się zagłuszać. Poziom występów nie może być żenujący. A zdarza się, że ktoś wiele godzin rzępoli dwie melodie, bo tyle umie – tłumaczy w „Rzeczpospolitej”. Na głos rozsądku zdobył się Bolesław Kosior, radny PiS i członek Komisji Kultury, Promocji i Ochrony Zabytków. Jego zdaniem „uliczni grajkowie to koloryt miasta” a uszy i oczy spacerowiczów dostatecznie chroni „naturalna selekcja”. Przecież „ten, który niewiele umie, znajdzie mało pieniędzy w kapeluszu”.

Warto dodać, że przepisy zadekretowane w uchwale o Parku Kulturowym dają urzędnikom możliwość kontroli takich elementów otoczenia jak: ilość dopuszczalnych szyldów informacyjnych zawieszanych na elewacji budynku, kolor oraz stopień odbicia światła (!) znaków i tablic, charakter iluminacji oświetlającej budynki (nie może być kolorowa), wymiary markiz i daszków oraz nośników informacji wizualnej. Dla komfortu psychicznego spacerowiczów urzędnicy zadbali nawet o szczegółowe przepisy dotyczące „dachów budynków frontowych, w miejscach widocznych z poziomu przechodnia” (od czerwca znikną z nich m.in. anteny i maszty).

Comments are closed.