Chodakiewicz: Dziewięć powodów dla których Żydów należy zostawić w spokoju!

Żydzi nie są problemem, problemem jest postkomunizm – jak niedawno powiedział na sesji poświęconej Obozowi Narodowo-Radykalnemu dr. Wojciech Jerzy Muszyński, przyjaciel mój. Cisza, może szok, może dumanie. A towarzystwo było nastawione ostro narodowo. Poniżej opiszę kilka powodów, dlaczego należy Żydów i „Żydów” zostawić w spokoju.

Z pewnym zmęczeniem obserwuję debatę „o Żydach” w prawicowej prasie. Wrócą czy nie wrócą? Co z nimi zrobić? A jeśli wrócą, to czy to dobrze, czy źle? To wszystko brzmi tak, jakby ktoś wśród Polaków miał na coś wpływ czy jakby „Żydzi” czytali prasę polską konserwatywną, wolnościową i narodową i jeszcze brali sobie do serca to, co tam stoi. OK, można powiedzieć, że niektórzy czytają, mała część się zgadza, inni się śmieją, a jeszcze inni się boją. To samo z Polakami. No i co z tego? No właśnie.

Samoparaliż

Powód pierwszy odczepienia się od „Żydów” to potrzeba przezwyciężenia samoparaliżu. Dla osoby intelektualnie leniwej „Żydzi” są wytrychem do tajemnic tego świata i pewnie przyszłego. Gdy się „wie”, że „Żydzi” rządzą, to wystarczy tylko kiwać łbem i nic nie robić. Bo już się wszystko „wie”. Z pogardą można patrzeć na ciężko pracujących nad sprawami polskimi, bowiem jeśli się „wie”, że „Żydzi” rządzą, to się zakłada zwykle, że zawsze tak będzie i można się temu jedynie z biernością przyglądać, jednocześnie pielęgnując antyżydowskość, która ma służyć jako widomy znak rzekomej „działalności” dla sprawy polskiej. W tym kontekście antyżydowskość to alibi leniucha.

To nie armia pruska

Powód drugi do zostawienia tej sprawy w spokoju: „Żydzi” nie są pruską armią. Społeczność ta jest bardzo pluralistyczna. W Izraelu funkcjonuje podobne powiedzenie jak w Polsce: trzech Żydów to pięć partii politycznych. Co mają ze sobą Żydzi wspólnego? Nawet jeśli potrafią to zjawisko nagłaśniać, zwykle nie lubią antysemityzmu (oprócz tzw. samonienawidzących się Żydów – self-hating Jews). Tak też i Polacy nie lubią antypolonizmu i rozmaite środowiska polskie (ale nie post-PRLowskie czy postpolskie) jednoczą się przed takim zagrożeniem. Jeśli więc społeczność polska jest pluralistyczna i taka sama jest żydowska, to można w każdej z nich znaleźć grupy, które na świat patrzą podobnie i mają podobne interesy, a w związku z tym mogłyby się dogadać. Historia pokazuje możliwość – w ramach KPP i rozmaitych pokrewnych rewolucyjnych i różowych orientacji – alians żydowskich postępowców z chamokomuną i postępową inteligencją polską. W związku z tym należy się spodziewać, że możliwe jest dogadanie się między żydowskimi narodowcami, konserwatystami i wolnościowcami z jednej strony a ich polskimi odpowiednikami z drugiej (już coś takiego było, nawet w najskrajniejszym wypadku – przed wojną miała miejsce współpraca bepistowskiego RNR z Bejtarem). Stałe marudzenie o „Żydach” nie pozwala polskim patriotom przeprowadzić odpowiedniej analizy społeczności żydowskiej, aby zidentyfikować potencjalnych sprzymierzeńców, a ponadto odstrasza tych drugich od stale perorujących o „Żydach” tuzów nadwiślańskiej prawicy.

Żydomarnowanie czasu

Po trzecie: poświęcając czas problemowi albo wydumanemu, albo takiemu, na który obecnie nie mamy wpływu, marnujemy czas. Powinniśmy zajmować się sprawami konkretnymi: tworzeniem instytucji, organizacji, robieniem kasy, bogaceniem się, tak aby powstała polska elita wolnościowa, konserwatywna, narodowa. Nie oglądaniem się na „Żydów”. Paradoksalnie więc obsesja antyżydowska powoduje dalszą dezintegrację i demobilizację orientacji prawicowej, w rezultacie czego Polacy nie są przygotowani do stawienia czoła rozmaitym wyzwaniom, w tym rozmaitym atakom środowisk postępowych powołujących się na „Żydów” czy uzurpujących sobie prawo do przemawiania w imieniu „Żydów” – wspomnijmy tutaj choćby sprawę Jedwabnego bądź roszczeń finansowych wobec Polski, przedstawianych kolektywnie przez pewne organizacje żydowskie (a nie – jak wynika z praktyki prawa rzymskiego – indywidualnie przez spadkobierców). Jasne, że warto się zawsze zastanawiać nad rozmaitymi abstrakcyjnymi możliwościami – np. co zrobić, kiedy wylądują nad Wisłą Marsjanie – bo to ćwiczy umysł. Zrozumiałe jest też – choć smutne – odruchowe reagowanie na sytuację zastaną. W polityce reakcja jest zwykle mało skuteczna. Najlepszą obroną jest atak. Jednak Polacy sami zwykle nie tworzą faktów – szczególnie prawica. Stąd impotentne biadolenie nad tym, co „Żydzi” robią. Na przykład że przeprowadzą się nad Wisłę. No i w związku z tym co prawica proponuje zrobić? Przecież Żydzi, żydzi i osoby żydowskiego pochodzenia już w Polsce mieszkają. Oraz przyjeżdżają i będą przyjeżdżać. Zabranianie tego oznaczałoby, że prawica w Polsce wyrzeka się systemu wolnościowego. A tylko Wolność oparta na Tradycji pozwoli polskiej gospodarce i narodowi poszybować. Jest to więc czwarty powód, aby odczepić się od Żydów.

Milczenie, czyli złoto

A skoro już jesteśmy przy reagowaniu odruchowym, to nie dziwi prawicowy odzew na buńczuczne trąbienie propagandowe nadwiślańskich „lewarów” wzywających Żydów do powrotu. Radykalni postępowcy też nie mają planu, a jedynie małpują polityczną poprawność i de rigeur kult mniejszości. Ponadto od dawna lewica wie, że można na żydowskim nieszczęściu ukręcić interes. Holokaust stał się symbolem największego zła, za które naturalnie odpowiedzialni są prawicowcy (bo narodowy socjalista Hitler był oczywiście „prawicowcem”), a więc konserwatyści, wolnościowcy, narodowcy. Eksterminacja Żydów jest instrumentalizowana przez postępowców. To pała na prawicę. Głośne wrzeszczenie o okropnej żydowskiej tragedii pomaga komunistom i ich różowym apologetom zakamuflować straszliwe zbrodnie czerwonych. I tym samym – chowając się za stosami żydowskich trupów wymordowanych przez narodowych socjalistów niemieckich i ich pomocników – lewicowcy jednocześnie wspinają się na te stosy eksterminowanych Żydów, aby zająć najwyższy szczyt moralności laickiej. Tym sposobem dominują dyskurs kulturowy i oskarżycielsko szydzą sobie z Tradycji i Wiary, które rzekomo winne są Holokaustowi.

Po piąte więc – w świetle powyższego: odczepienie się od „Żydów” spowoduje, że sztuczka reductio ad Hitlerum nie zadziała i że zepchniemy „lewarów” z ich „moralnych” wyżyn.

Polskość jako wartość, a nie jako kontra

Po szóste: zostawienie Żydów w spokoju zachęca każdego „nieetnicznego” Polaka do identyfikowania się z polskością. Ale stawiane są warunki konserwatywne, wolnościowe i narodowe. W tym sensie – jak pisał Wincenty Lutosławski – Polakiem może być i Szkot, i Żyd, Włoch, Rusin i Tatar i Murzyn, jak i Indianin. A nawet i Kaszuba. Ale na naszych warunkach, które charakteryzują się ciągłością tradycji narodowej, a nie abstrakcyjnymi sztuczkami opartymi na stale zmieniających się modach – przedwczoraj rasizm, wczoraj walka klas, dzisiaj marksizm-lesbianizm, a jutro pedofilia jako ideologia. Model narodowy polski w takim sensie jest bezpośrednim wyzwaniem dla promowanego przez postępowców modelu obywatelskiego, wywodzącego się z rewolucji francuskiej. Według niego, nie jest się żadnym Polakiem, a tylko „obywatelem polskim”. Polskość to nie kontynuacja tradycji i patriotyzmu opartych na przeświadczeniu o godności każdej istoty ludzkiej w oczach Boga, a jedynie abstrakcyjny zbiór „praw człowieka”.

Naród – nie antynaród

Po siódme: odczepienie się od „Żydów” oznacza, że narodowość polska oparta będzie na „nacjonalizmie jagiellońskim”. Gdy Polska była pod zaborami, gdy terytorium Rzeczypospolitej zamieszkiwały potężne masy mniejszości narodowych, które nie tylko zwykle nie identyfikowały się z Polską i polskością, a wręcz potrafiły być im wrogie; gdy znaczna część elit – szczególnie w warstwie średniej – wywodziła się z obcych korzeni, wtedy naturalnie hasło „Polski piastowskiej” było zrozumiałe. Ale teraz mamy zintegrowaną „Polskę piastowską”, jaką sobie wypracowała przez niemal 50 lat sowieckiej okupacji tubylcza chamokomuna. Zamiast Polaków, stworzyli sobie PRL-owców, nadwiślańskich homines sovietici. A teraz z post-Polaków i post-PRL-owców postmoczarowcy usiłują na bazie etnonacjonalizmu budować ichni „ruch narodowy” i „ideologię narodową”. Niedoczekanie.

I jest to ósmy powód, dla którego trzeba odczepić się od „Żydów”. Etnonacjonalizm to bardzo poważne zagrożenie dla prymatu chrystianizmu w orientacji narodowej. Etnonacjonalizm stara się ograniczać wpływy chrześcijańskie. Wcześniej czy później dąży do eliminacji religii Chrystusowej ze względu na jej uniwersalizm („Nie masz Greka ani Rzymianina”) oraz – szczególnie jeśli chodzi o katolicyzm – ponadnarodowe centrum autorytetu: Watykan. I tutaj postmoczarowska chamokomuna spycha swym etnonacjonalizmem Polaków do neopogaństwa. Tak jak niemieccy narodowi socjaliści i włoscy faszyści. Proszę zetrzeć ten uśmieszek niedowierzania z buzi i przypomnieć sobie linię polityczną Urbanowego „Nie”: nihilistyczna „krewa” ludowego, chamokomunistycznego etnonacjonalizmu wyzwierzęcająca się nad Kościołem („antyklerykalizm”) oraz tradycjonalistami – konserwatywnymi, wolnościowymi i narodowymi.

Etnonacjonalizm jest szczególnie niebezpieczny, bowiem może być chwytliwy. Nacjonalizm plebejski utrwala trendy egalitarne rozsiewane wśród Polaków przez rozmaitych postępowców, a gwałtem wymuszane przez komunistów. Post-PRL-owcy i post-Polacy nie rozumieją, że Rzeczpospolita była imperium, które rozwinęło się z jądra piastowskiego i przywabiło, przytuliło i przyhołubiło swoim pięknem i uniwersalizmem najenergiczniejszych przedstawicieli większości narodów europejskich oraz niejednego azjatyckiego. Sprawiło, że rusińska i litewska elita stała się Polakami. Fundament jest piastowski, spuścizna jest jagiellońska.

Żydzi nie są ważni

Po dziewiąte: odczepienie się od „Żydów” oznacza możliwość skupienia się na sprawach dużo ważniejszych. Na przykład trzeba próbować jeśli nie wręcz wyjść z Unii Europejskiej, to przynajmniej zneutralizować skutki członkostwa w tej strukturze. Im bardziej skoncentrujemy się na tym projekcie, tym szybciej stworzymy warunki, które pozwolą wprowadzić w życie postulaty nacjonalizmu jagiellońskiego. Chcemy w Polsce przede wszystkim tych, którzy – jak powiedział profesor Lutosławski – z polskością tradycyjną się identyfikują i dla niej aktywnie działają. A teraz tak nie jest – dotyczy to zarówno polskojęzycznego materiału etnograficznego rodem z PRL, jak i wyemancypowanych z polskości post- Polaków oraz nowych przybyszów z zagranicy, w tym i Żydów. Powtarzam: zostawcie „Żydów” w spokoju. „Żydzi” nie są problemem. Postkomunizm jest problemem. A nie ma spójnej, konstruktywnej idei, która mogłaby się postkomunizmowi przeciwstawić i go zniszczyć. Idei, która zainspirowałaby i poprowadziła Polaków.

Tak więc nie „Żydzi”, nie etnonacjonalizm, nie autarkia, a projekt jagiellońskiego nacjonalizmu – konserwatywny, tradycjonalistyczny, wolnościowy, narodowy.

Moc truchleje!