Trwa masakra chrześcijan w Libii

Strach i mordy. Upadek i zdziczenie. Oto Libia cztery lata po obaleniu i zabiciu Muammara Kaddafiego. Funkcjonują dwa rządy i dwa parlamenty. Ale władza jest w rękach całego mrowia lokalnych bojówek, dżihadystów lub zwykłych band kryminalistów. Libia jako jednolite państwo nie istnieje. Rywalizujące ugrupowania pogrążyły kraj w totalnej wojnie domowej.

Po słonecznej nadmorskiej plaży sunie ponury korowód. 21 mężczyzn ubranych w pomarańczowe kombinezony jest prowadzonych przez okutanych na czarno, uzbrojonych oprawców. Za chwilę odbędzie się egzekucja. Pomarańczowych zmuszono, by położyli się na piasku. Po chwili wszystkim ścięto głowy. Wody morza zaczerwieniły się krwią. Ofiarami są chrześcijanie. To egipscy Koptowie, sezonowi robotnicy uprowadzeni w styczniu w mieście Syrta. Ich mordercy to fanatyczni ekstremiści z Państwa Islamskiego. Kiedy dokonano tego mordu, dokładnie nie wiadomo. Film został umieszczony w internecie przez dżihadystów 15 lutego, zaraz po rozpoczęciu kolejnych rozmów w sprawie przywrócenia w kraju jako takiego spokoju. Islamiści brutalnie i boleśnie pokazali, co myślą o takich pertraktacjach.

Miejscem egzekucji najprawdopodobniej była plaża tuż przy hotelu Mahari, w samym centrum Syrty. Hotel ten stał się rezydencją dla wielu zagranicznych dżihadystów, którzy zjeżdżają do Libii, by odbyć przeszkolenie wojskowe i treningi. Najprawdopodobniej w tym hotelowym kompleksie przetrzymywano także wymordowanych później Koptów.

To nie przypadek, że egzekucji dokonano właśnie w Syrcie. Miasto to stało się nowym centrum islamskiej władzy w Libii. Jakiś czas temu terroryści przejęli tutejszą rozgłośnię radiową i stację telewizyjną. Teraz w eter lecą wyłącznie pieśni i hymny dżihadystów, przeplatane cytatami z Koranu bądź egzaltowanymi, wrzaskliwymi wypowiedziami i oświadczeniami Abu Mohammeda al-Adnaniego, mieniącego się rzecznikiem libijskich islamistów. Ponadto wszystkie urzędy władz w tym mieście wpadły w ręce islamistów. Opanowali oni także portowe terminale ropy naftowej i wyrżnęli w pień wszystkich zagranicznych robotników. Zapanował strach. Doszło do tego, że chcąc ocalić głowy, urzędnicy samorządowi musieli publicznie kajać się i żarliwie przepraszać, że ośmielili się pracować dla państwa libijskiego. Nikt nie ośmiela się krytykować nowych władców w mieście, a wielu ludzi jest po prostu szczęśliwych, że jeszcze pozostawiono ich przy życiu.
Syrta stałą się centralną bazą, a może po prostu kolonią Państwa Islamskiego w Libii. Co prawda jeszcze jesienią ubiegłego roku akces do kalifatu ogłosiła Rada (Szura) Islamskiej Młodzieży w mieście Derna, ale to portowe miasto jest otoczone przez siły rządowe i tutejsi religijni radykałowie mają ograniczone pole działania. Natomiast terroryści z Syrty mogą swobodnie przemieszczać się na zachód kraju i poprzez Saharę przenosić swoje idee do zislamizowanej Czarnej Afryki. Mają też nieutrudniony kontakt ze swoimi zwolennikami w Trypolisie i Benghazi. Syrta stała się najważniejszą kolonią Państwa Islamskiego, bo tu ściągają fanatycy z całego świata, których po przeszkoleniu wysyła się do Iraku i Syrii bądź też wykorzystuje się do rozprawy z przeciwnikami na miejscu.
Masakra chrześcijan może być tym impulsem, który pchnie do ostatecznej wojny domowej, w której wszyscy będą walczyć z wszystkimi: rywalizujące bojówki, ich zagraniczni najemnicy i stronnicy, dżihadyści i polityczni pogrobowcy Kaddafiego. Ale rozpad Libii nastąpił na długo wcześniej.

W wyborach parlamentarnych, które odbyły się latem ub. roku, bardzo żałośnie wypadły partie islamistyczne powiązane z lokalną bojówką w bardzo ważnym handlowym mieście Misrata. Oczywiście nie pogodziły się z klęską i zorganizowały zwycięski najazd na Trypolis. Triumfujący milicjanci z Islamskiego Świtu przepędzili nowo wybranych i uznawanych przez świat parlamentarzystów, a przywrócili mandaty niektórych deputowanych poprzedniej kadencji. Powołano nowy rząd.

Tyle że spora trzódka nowych posłów czmychnęła aż do rozsławionego w II wojnie światowej Tobruku. Tu sformowano nie tylko nowy parlament, ale także nowy gabinet rządowy i nowe siły zbrojne. Od jesieni obie strony walczą zaciekle ze sobą, atakując lotniska, rafinerie i instalacje naftowe oraz miasta. Oficjalny rząd libijski – ten z Tobruku – ma militarne wsparcie Egiptu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Ten z Trypolisu popiera zaś Turcja i Katar.

Przed laty Kaddafi ponuro wieścił, że jeżeli w Libii dojdzie do rewolucji, to w państwie zapanuje totalny chaos. Niestety jego słowa się sprawdziły. Kiedy schwytano i rozszarpano dyktatora, wydawało się, że Libia co najwyżej rozpadnie się na trzy prowincje, czyli Fazzan, Trypolitanię i Cyrenajkę. Ale podziałów jest znacznie więcej. Libia nie istnieje jako państwo. Zarówno rząd z Tobruku, jak i ten z Trypolisu nie panują nad jakimś większym terytorium. Obie armie „rządowe” są słabsze niż wiele ugrupowań, więc krajem rządzą lokalni watażkowie. Takich miejscowych ośrodków władzy jest ponoć blisko pół tysiąca. Ich jedyną ideologią nie jest to, by przywrócić spokój i jaki taki ład, ale by kontrolować szyby naftowe.

Krwawa walka o władzę doprowadziła do gospodarczej ruiny Libii. Praktycznie nie robi się nic poza wydobyciem ropy naftowej. Potencjał produkcyjny tego kraju dochodził do 1,6 miliona baryłek ropy dziennie. Teraz wydobycie dramatycznie spadło, do co najwyżej 500 tysięcy. To jeszcze wciąż wystarcza, by z przychodów opłacić żołnierzy, pokryć wynagrodzenia urzędników państwowych i dalej subsydiować ceny benzyny, ale jest to już za mało, aby utrzymać szpitale czy pokryć koszty utrzymania i napraw infrastruktury przemysłowej, choćby instalacji naftowych.

Polityczni stratedzy Państwa islamskiego na taki moment wyczekiwali od dawna. Konflikt osłabił państwo libijskie do tego stopnia, że stało się ono łatwym łupem. Dlatego masakrę przeprowadzili właśnie w chwili, gdy delegaci wielu zwalczających się libijskich frakcji negocjowali w Genewie, wraz z wysłannikiem ONZ Bernardino Leonem, warunki zawarcia zawieszenia broni. Ścięte głowy Koptów miały doprowadzić do demontażu tego dyplomatycznego sukcesu. Ta rzeź ma zerwać rozejm, zintensyfikować wałki, a wtedy dżihadyści sięgną po wypróbowaną metodę. Przeciągną na swą stronę słabszych, wymanewrują silniejszych. Oni są bowiem ideologicznym monolitem. Zwartym, lojalnym, duchowo natchnioną „Armią Allaha”. Ich przeciwników może uratować tylko jedno: jedność. Ale przykład Syrii wskazuje, że jest ona nierealna.

Brak jedności

Takiej jedności brakowało już w chwili zwycięstwa nad Kaddafim. Jednym z pierwszych niepowodzeń rewolucyjnego rządu była próba ponownego przywrócenia bojowników do cywilnego życia. Dawano im spore pieniądze, ale nic nadto – ani pracy, ani jakichś szkoleń. W rezultacie pieniądze w niezamierzony sposób poszły na dozbrojenie bojówek. A były to kolosalne sumy, bo jak łatwo można było przewidzieć, namnożyło się antyreżimowych kombatantów. Wedle pierwszej weryfikacji, na Kaddafiego podniosło ręce ok. 50 tysięcy bojowników. W rok po „arabskiej wiośnie”, kiedy zaczęto dawać pieniądze, było ich już 200 tysięcy. I wtedy „bojownicy z pełnymi kieszeniami” mocno zhardzieli. Nie odłożyli broni. Kompletnie ignorowali władze, parlament, przepędzili z kraju premiera.

Na rzeź Koptów świat zareagował w typowy sposób. Posypały się słowa oburzenia, wydukano nawet parę niezobowiązujących deklaracji, że trzeba interweniować militarnie. Na taką akcję zdecydował się jedynie Egipt, bo przecież chodziło o wymordowanie jego obywateli. Egipskie lotnictwo przeprowadziło odwetowe naloty na pozycje libijskich dżihadystów. Zbombardowano sześć z dwunastu baz Państwa islamskiego w Dernie. Zabito 50 islamistów, zniszczono jakieś tam militarne instalacje. I tyle.

To tylko symboliczna reakcja. Bo większa interwencja zbrojna mogłaby przynieść Egiptowi katastrofalne wręcz reperkusje. Prezydent Abdel Fattah el-Sisi, który wszystkich swych politycznych oponentów potępia w czambuł jako terrorystów i sprowadził ich działalność do podziemia, zdaje sobie sprawę, że wszczynanie poważnej walki z islamistami może pozbawić go nie tylko władzy, ale może także i życia. I z jakiego powodu miałby tak ryzykować? Przecież oprawcy z Syrty starannie przeprowadzili selekcję ofiar. Spośród ujętych egipskich robotników ścięto „tylko” Koptów – chrześcijan. Muzułmanów, sunnitów – terroryści uwolnili.
Na dodatek poważniejszy konflikt w Libii mógłby sprawić, że do domu powróciłoby blisko ćwierć miliona w dalszym ciągu pracujących tam Egipcjan. Co z nimi zrobić? Roboty przecież nie ma, za to pewne byłoby wywołanie wewnętrznych napięć nad Nilem. A to byłaby wspaniała pożywka dla rodzimych entuzjastów Państwa Islamskiego.

Baczna uwaga

Sytuacji w Libii bacznie przyglądają się kraje zachodnie. Stany Zjednoczone, Włochy, Wielka Brytania natychmiast potępiły zbrodnię i zapowiedziały interwencję. Chcą budować koalicję przeciwko terrorystom. Libia ma dla geopolityki strategiczne znaczenie. Jest bramą na południe Europy i do Afryki. Ale to zapewne czcze, dyplomatyczne gadanie. Administracja Obamy potępiła nie tylko rzeź męczenników w Syrcie, ale też odwetowe naloty Egiptu i paru samolotów Zjednoczonych Emiratów Arabskich. – Odradzamy innym narodom rozwiązanie kwestii Libii poprzez zastosowanie przemocy – powiedział rzecznik Pentagonu John Kirby. Doszło podobno nawet do tego, że przed nalotem Amerykanie wręcz odmówili Egiptowi udzielenia informacji wywiadowczych o zlokalizowanych celach Państwa Islamskiego w Libii.

Pietra mają zwłaszcza Włosi. Nie dziwota, bo wedle włoskiego rządu, tylko w zeszłym roku około 170 tys. imigrantów z Afryki Północnej próbowało dostać się łodziami do Włoch. Wśród nich zdecydowaną większość stanowili Libijczycy. Ekspansja Państwa Islamskiego może tylko sprawić, że ten exodus znacząco wzrośnie.
Na tym się jednak może nie zakończyć. W swoich materiałach propagandowych dżihadyści zapowiadają marsz na świat zachodni. A to jeży włosy na głowie ze strachu. Italię od Libii dzieli tylko 400 mil. Przed egzekucją w Syrcie jeden z dżihadystów wbił kindżał w piasek i zagroził: „Dziś jesteśmy na południe od Rzymu, w kraju islamu, w Libii. O krzyżowcy! Jeśli taka będzie wola Allaha, podbijemy Rzym! Bezpieczeństwo będzie dla was tylko pobożnym życzeniem!”.

Reklama / Advertisement

Comments are closed.