Francuska lewica za „ekumenicznym” podziałem dni wolnych od pracy

muzułmańskie Święto Ofiarowania (fot. Wikipedia)

Od wielu lat religią panującą nad Sekwaną jest wojujący laicyzm. Jego logiczną konsekwencją jest „ekumeniczna” próba pogodzenia wszystkich religii równym przydziałem świąt akceptowanych jako dni wolne od pracy. Rzecz ma się odbyć kosztem świąt katolickich.

Propozycję taką zgłosiła fundacja Terra Nova – think tank francuskiej Partii Socjalistycznej – przy okazji swojego raportu o „emancypacji francuskiego islamu”. Tak pojawił się postulat zastąpienia w kalendarzu oficjalnych dni wolnych – dwóch świąt katolickich – przez święta innych religii. Zamiast Poniedziałku Wielkanocnego i Zesłania Ducha Świętego zaproponowano wolne dni w żydowskie święto Jom Kipur (Dzień Pojednania) i muzułmańskie Aid-el-Kebir (Święto Ofiarowania).

Wg fundacji socjalistów, katolickie święta są już tylko „zwyczajowo” wolne, a zastąpienie ich przez wolne dni w święta ważne dla judaizmu i islamu będzie okazaniem „równego traktowania wszystkich religii”. Biorąc pod uwagę, że lewicowi politycy nie uznają, iż chrześcijaństwo jest częścią historii ich kraju i określa jego tożsamość, pomysł można uznać za logiczny.

Propozycje wprowadzenia do kalendarza świąt niechrześcijańskich nie są we Francji całkiem nowe. Wszak kalendarz zmieniała już rewolucja, a dla socjalistów źródła i korzenie Republiki sięgają właśnie roku 1789. Tego typu tematy uparcie powracają w kręgach lewicy i razem z postępującą neutralizacją społecznej roli Kościoła katolickiego wydają się coraz bliższe realizacji.

Stanowisko socjalistów i ich akolitów jest tu jasno określone.

Dla nich historia Francji i korzenie tożsamości kraju nie zaczynają się ponad 1500 lat temu z chrztem króla Chlodwiga, ale zaledwie 300 lat temu, razem z naturalnym przedłużeniem procesu postrewolucyjnego, którego ukoronowaniem była słynna ustawa z 1905 roku o rozdziale Kościoła od państwa.

Wprowadzone wówczas zasady laicyzmu ewoluowały, ale w ostatnich latach, także na skutek poszerzania się wpływów islamu, przybrały postać dość agresywnej kontrreligii, kierowanej również przeciw „rozbrojonemu” społecznie chrześcijaństwu. O ile islam radzi tu sobie nieźle, chrześcijaństwo jest spychane na coraz dalszy margines. Warto tu dodać, że większość socjalistycznych polityków nie godzi się na wyprowadzanie tożsamości francuskiej i jej korzeni z tradycji judeochrześcijańskiej.

Skoro zaś Francja nie jest nawet historycznie krajem chrześcijańskim, to inne działające tu współcześnie religie zasługują na takie samo traktowanie, choćby w imię republikańskiej égalité.

Czytaj dalej

Comments are closed.