
Hanna Lis, niegdyś popularna prezenterka, obecnie wiecznie szukająca pracy w mediach, co rusz przypomina o swoim istnieniu. Ostatnio zamieściła wpis, w którym wciela się w rolę krytyka dzisiejszych mediów. Szczególnie upodobała sobie byłego pracodawcę, czyli Telewizję Polską. Jej zdaniem to medium przypomina dziś PRL-owską jakość, a pracujący w nim to „sprzedajni” dziennikarze. Szef „Wiadomości” długo z odpowiedzią nie czekał. „Jest Pani bardzo krytyczna wobec dorobku własnej matki” – napisał Jarosław Olechowski.
– Pani Redaktor jest Pani bardzo krytyczna wobec dorobku własnej matki – prawdziwej twarzy komunistycznej propagandy, którą widzowie Dziennika Telewizyjnego mogli podziwiać w latach 1984-86 – tak dokładnie na wpis Hany Lis odpowiedział Jarosław Olechowski szef Wiadomości TVP.
Pani Redaktor jest Pani bardzo krytyczna wobec dorobku własnej matki – prawdziwej twarzy komunistycznej propagandy, którą widzowie Dziennika Telewizyjnego mogli podziwiać w latach 1984-86 https://t.co/8KrUkXgP8c
— Jarek Olechowski (@OlechowskiJarek) December 28, 2017
Dziennikarze uważają, że wpis byłej dziennikarki nie tylko obraża pracujących przy serwisach informacyjnych w TVP dziennikarzy, ale sam program informacyjny, który cieszy się dużym uznaniem wśród widzów.
Dodajmy, że do swojego komentarza Hanna Lis dołączyła jeszcze zdjęcie Krzysztofa Ziemca, swojego dawnego kolegi, z którym pracowała w TVP.
– Dawno tego nie oglądałam. Trzeba być okrutnie sprzedajnym, żeby temu dawać „twarz” i boleśnie naiwnym, żeby w to wierzyć. TVP w jakości PRL. Jako i Polska, niestety. Lepszego nowego roku i powrotu ze wschodu do Europy wszystkim nam życzę” – napisała Lis.
W komentarzu pod swoim tweetem dodała jeszcze: „Mógłby im Macierewicz podesłać parę mundurów. Na razie Wiadomości to jedyny symptom „modernizacji polskiej armii”. Wymienili Woźniaka na Ziemca”.
Hanna Lis może oczywiście mieć krytyczne zdanie na temat wizerunku i pracy dziennikarzy w państwowych mediach i w kilku kwestiach trudno się z nią nie zgodzić. Tyle, że w jej ustach brzmi to co najmniej dziwnie, tym bardziej, że przez większość środowiska jest uważana za „resortowe dziecko”.
W książce o „Resortowych dzieciach”, której współautorką jest m.in. Dorota Kania czytamy, że Hanna Lis, obecna żona Tomasza Lisa, primo voto Smoktunowicz, swoją dziennikarską karierę rozpoczęła właśnie na antenie TVP w 1992 r. za sprawą protekcji swoich rodziców.
Jest ona córką Waldemara i Aleksandry Kedajów, którzy znaleźli się na liście tzw. „kanalii” Stefana Kisielewskiego „Kisiela” opublikowanej w 1984 r. i obejmującej najgorliwszych dziennikarzy reżimowych PRL-u.
Waldemar Kedaj był dziennikarzem „Trybuny Ludu”, korespondentem PAP we Włoszech, Wietnamie i Szwecji, dyplomatą (w 1997 r. został wiceambasadorem RP w Tokio). Znał 24 języki obce, z czego 18 biegle. Ostatnie lata swojego życia związany był z tygodnikiem „Wprost”. Do śmierci był szefem działu zagranicznego w tymże tygodniku.
Autorzy „Resortowych dzieci” zarzucają ojcu Hanny Lis kontakty z tajnymi służbami PRL. W 2006 r. Kedaj wydał oświadczenie, iż nigdy świadomie nie podjął takiej współpracy.
Z kolei matka Hanny Lis w czasach PRL była m.in. korespondentką „Życia Warszawy”. Pracowała też w „Dzienniku” komunistycznej telewizji, była sekretarzem Działu Publicystyki i Informacji.
Wojciech Reszczyński wspominał po latach zachowanie Aleksandry Kedaj przed propagandowym referendum w 1987 roku. Wezwała go do siebie i przepytywała, dlaczego nie dał się sfilmować podczas wrzucania głosu do urny wyborczej. Tłumaczyła, jakie znaczenie miał dla władz pozytywny wynik referendum.
Jak widać, rodzice Hanny Lis należeli, jak się niegdyś mówiło do redaktorów „czerwonej arystokracji”.
Czytaj także: To już koniec Merkel? Ogromna większość Niemców nie wierzy w powstanie rządu
Może stąd ten podniosły, arystokratyczny ton w dalszych wpisach Hanny Lis, która nie odpuszczając szefowi Wiadomości TVP na zakończenie napisała:
– „Może Pan, wzorując się na jednym ze swoich mocodawców, PRL-owskim prokuratorze Piotrowiczu, rzucać kamieniem. A wystarczy przecież spojrzeć w lustro. Chociaż… na Pańskim miejscu też bym się wzdrygała. Żegnam” – zakończyła pani Lisowa.
– Moimi mocodawcami są widzowie Wiadomości TVP a co do odbicia w lustrze to… „de quibus non autem gustum” (tłum. red. „o gustach się nie dyskutuje”) – odpowiedział Olechowski.
źródło: Twitter
Zobacz też: To jest bohater! Gołymi rękami rozbijał lód aby uratować uwięzioną w rzece kobietę [VIDEO]