
W przypadku ataku Rosji na Polskę nasi żołnierze musieliby walczyć w osamotnieniu nawet przez 30 dni – donosi „Wall Street Journal” w.
Problem stanowi liczba NATO-owskich jednostek, kierowanych na tzw. szpicę. Według amerykańskiej prasy powołującej się na szacunki ośrodka analitycznego Rand Corporation, musiałoby minąć 30 dni, by odpowiednio wyposażone i uzbrojone bataliony dotarły do linii walk z Rosją. Co gorsza, w ciągu miesiąca wsparcie zapewniłoby zaledwie 11 tys. żołnierzy.
Z danych opublikowanych przez „Wall Street Journal” wynika, że Polska – obok Hiszpanii, Holandii, Norwegii i Danii – nie ma obecnie na swoim terytorium ani w pobliżu żadnego batalionu, który mógłby w czasie krótszym niż 30 dni zostać skierowany w celu udzielenia wsparcia siłom walczącym na pierwszej linii frontu. Jedynie Wielka Brytania, Niemcy i Francja są w posiadaniu trzech batalionów będących w stanie działać w przeciągu 30 dni.
Amerykańskie oddziały stacjonujące w Europie na zasadzie rotacyjnej znajdują się obecnie pod włoskim dowództwem. Dlatego z państw członkowskich NATO tylko Włochy dysponują 5 batalionami, które mogą być skierowane do działań bojowych w ciągu 10 dni. Żadne z tych państw nie ma jednak granicy z Rosją i nie jest narażone na jej bezpośredni atak.
Jeden z dziennikarzy WSJ, Julian Barnes, zastrzega, że „ocena gotowości bojowej jest ściśle strzeżoną tajemnicą wszystkich państw” z czego ma wynikać, że dane podane przez dziennik oparte są m.in na opracowaniach ośrodka analitycznego Rand Corporation i mają charakter szacunkowy. Niemniej pokazują one dokładnie, że opierająca się m.in. o amerykańskie wojska w Europie „szpica NATO” jest najsłabsza m.in. w krajach, które z Rosją graniczą – Polsce i Norwegii.
Czytaj też: Rosjanie wysyłają flotę do polskiej strefy na Bałtyku. „Nie wpływajcie i nie wlatujcie bo będziemy strzelać”