Wolnorynkowa polityka Trumpa przynosi znakomite rezultaty. Gospodarka USA nabrała wiatru w żagle

Donald Trump. / foto: Twitter
Donald Trump. / foto: Twitter

Jak oceniają niektórzy amerykańscy komentatorzy, jednym z powodów ostrego atakowania administracji Donalda Trumpa jest wyjątkowo dobry stan gospodarki. Przeciwnicy prezydenta starają się zrobić wszystko, aby odciągnąć wyborców od danych gospodarczych i skupiać ich uwagę np. na życiu seksualnym biznesmena Trumpa.

Najbardziej zajadli wrogowie Trumpa mają jednak pewien problem. Można wyborców mamić w sprawie, dajmy na to, polityki zagranicznej czy spiskowania sztabu Trumpa z Rosjanami w celu wygrania wyborów prezydenckich (choć wciąż nie ma na to dowodów), bo dla większości z nich nie ma to żadnego bezpośredniego znaczenia. Sprawy te są niesprawdzalne i drugorzędne.

Ale stan gospodarki jest dla wyborców bardzo istotny i na różne sposoby odczuwalny. Amerykanie są w stanie wyrobić sobie zdanie na jego temat, analizując własne kieszenie. Dużo wskazuje na to, że pod tym względem nie mogą narzekać. Stąd zapewne wysiłki opozycji, aby wyborcy nie myśleli o tym, że są zadowoleni. Lewicowe media w zdecydowanej większości przemilczają więc wyniki amerykańskiej gospodarki.

Gospodarka okiem laika

Osobiście lubię wyrabiać sobie zdanie na temat stanu amerykańskiej ekonomii, oceniając ludzkie zachowania na miejskich targowiskach. Jeśli pracujący tam sprzedawcy dobrze zarabiają, sprzedając nie tylko produkty żywnościowe, do których Amerykanie mają słabość bez względu na to, czy wiedzie im się dobrze, czy nie, to jest to dobry znak. Według mnie, to prawda szczególnie widoczna w przypadku produktów nie będących artykułami pierwszej potrzeby, takich jak np. ceramika artystyczna czy biżuteria.

W tym roku z moich obserwacji laika wynika, że sprzedawcy takiego asortymentu byli raczej zadowoleni. Choć niektórzy ciągle z tęsknotą wspominają „gospodarkę za Clintona”, gdy codziennie mogli zarabiać tysiące dolarów, ich zarobek jest stabilny. Całkiem możliwe, że stało się tak dzięki obniżce podatkowej Trumpa, którą Amerykanie odczuli z początkiem tego roku, otrzymując wyższe wynagrodzenie w porównaniu z rokiem ubiegłym. Na poluźnienie pasa konsumentów mogło również wpłynąć przekonanie, że ich miejsca pracy są bezpieczne.

Być może takie poczucie dają wszechobecne ogłoszenia dotyczące pracy. W mojej okolicy obecnie zatrudnia firma telekomunikacyjna, lodziarnia, dwie restauracje, sklep z rowerami, bank, przychodnia i biblioteka. Poszukiwani są pracownicy sklepów, kucharze, kelnerzy, menadżer sklepu, sprzątaczki i sprzątacze, opiekunki do dzieci, fryzjerki, kasjerzy, pielęgniarka i pracownik biblioteki. Choć dominują stanowiska nisko płatne (na poziomie mniej więcej 12 $ za godzinę), które są najbardziej atrakcyjne dla imigrantów bez wykształcenia i nastolatków, w niektórych przypadkach możliwy jest awans w przyszłości.

Dla poszukujących pracy sytuacja nie wygląda źle, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że wszystkie wymienione miejsca są tak blisko siebie, że można je obejść na piechotę, będąc nawet typowym Amerykaninem, przyzwyczajonym do jazdy samochodem. Dla przeciętnego Amerykanina, dla którego długie, codzienne dojazdy do i z pracy to normalka, rynek pracy ma do zaoferowania dużo więcej. Tyle z mojej spontanicznej analizy. A co nam pokazują wskaźniki gospodarcze?

Czytaj dalej ->

Comments are closed.