Wenecja/Fot. Pixabay
Wenecja/Fot. Pixabay

Mimo wcześniejszych zapowiedzi, opłata za wstęp i wjazd do Wenecji wejdzie w życie nie od maja, ale od września. Władze argumentowały to trudnościami organizacyjnymi.

Rada miejska Wenecji w lutym uchwaliła rozporządzenie, zgodnie z którym większość wjeżdżających lub wpływających do miasta osób – głównie turystów – będzie musiała zapłacić. W tym roku stawka wyniesie trzy euro, jednak już od następnego, w zależności od terminu, będzie się wahać od sześciu do nawet dziesięciu euro.

Ponadto zapłacić będą musieli również ludzie, którzy przyjadą do Wenecji na śluby, czy pogrzeby. Dotyczyć będzie to wszystkich, którzy przyjadą na jeden dzień i nie zatrzymają się w hotelach i pensjonatach, ponieważ one pobierają opłatę pobytową za każdą dobę.

Michalkiewicz. The Movie

Burmistrz Wenecji Luigi Brugnaro tłumaczył, że pieniądze za „bilet wstępu” do miasta zostaną przeznaczone na jego utrzymanie i sprzątanie. Rocznie przyjeżdżają tam bowiem miliony turystów.

Jak dodał polityk, w ten sposób Wenecja chce także ograniczyć masowy napływ turystów, zwłaszcza w dniach kulminacji sezonu. Stwierdził, że dzięki temu życie w tym mieście będzie łatwiejsze.

Wcześniej zapowiadano, że opłata będzie pobierana od maja. W środę burmistrz poinformował jednak, że zarząd miasta ma problemy z kolejami państwowymi, a to one muszą przygotować bilet uwzględniający tę opłatę turystyczną.

Uważamy, że lepiej dać im więcej czasu – wyjaśniał przyczyny przesunięcia poboru opłat C. Jak podkreślał, wszystkim stronom zaangażowanym w pobieranie opłat należy dać taką samą szansę. Zapewniał również, że opłata za wstęp do Wenecji nie jest sposobem na „zarobienie pieniędzy”. – Chodzi o to, żeby wszyscy wiedzieli, że należy szanować miasto – mówił.

Niech wszyscy wiedzą, że Wenecja to nie park rozrywki, że nie można biwakować na ulicy. Tu mieszkają ludzie, dzieci chodzą do szkoły, a zatem trzeba trochę przyzwoitości – oświadczył.

Brugnaro walczy także z turystami, którzy chodzą w skąpym ubraniu po historycznym centrum, jedzą prowiant na chodniku i stopniach zabytków oraz ze sprawcami takich wybryków, jak skoki do Canal Grande.

Źródła: PAP/interia.pl