W Macedonii będzie dogrywka w wyborach prezydenckich. W I turze kandydaci lewicy i prawicy uzyskali niemal idealny remis

Wybory w Macedonii Północnej Fot. Twitter

Prawosławna Macedonia Północna święta Wielkanocy będzie dopiero obchodziła. W ostatnią niedzielę kraj żył wyborami prezydenckimi. Już wiadomo, że kandydat rządzących socjaldemokratów Stewo Pendarowski zmierzy się z reprezentującą prawicową opozycję Gordanę Siłjanowską-Dawkową w drugiej turze.

Siłjanowska-Dawkowa uzyskała poparcie 44,79 proc. uczestniczących w wyborach, zaś Pendarowski – 44,15 proc. Trzeci kandydat – reprezentujący mniejszość albańską Belrim Reka uzyskał 11,05 proc. głosów. Frekwencja w wyborach wyniosła 41,82 proc., co oznacza, że przekroczony został 40-procentowy próg wymagany, by zostały one uznane za ważne.

Była to najniższa frekwencja w wyborach prezydenckich w tym kraju od 15 lat. Pojawiły się obawy, że w czasie drugiej tury, która zaplanowana jest na 5 maja, 40-procentrowy próg może nie zostać osiągnięty.

Teoretycznie dużo zależy od kandydata mniejszości albańskiej i to głosy jego wyborców zadecydują. Mogą jednak także wybory zbojkotować i wówczas frekwencja może być nie wystarczająca.

W takim przypadku, po upływie 12 maja drugiej kadencji obecnego prezydenta Gjorge Iwanowa, obowiązki głowy państwa przejmie… przewodniczący parlamentu. Byłaby to zapowiedź kryzysu politycznego.

Macedonia liczy, że po kompromisie z Grecją i zmianie nazwy państwa na Macedonię Północną, będzie m.in. przyjęta do NATO i UE. Ateny wycofały swój sprzeciw.

Wybory prezydenckie uważane są za pewien test aprobaty dla zmiany nazwy państwa. Jest to dzieło socjaldemokratycznego rządu, wspieranego przez ugrupowania mniejszości albańskiej. Prawicowa partia WMRO-DPMNE była przeciw.

Źródło: PAP