Polska zajęła przedostatnie miejsce w UE w rankingu analizującym poziom „równouprawnienia” osób LGBT. Ile warte są tego typu rankingi i dlaczego postępy tej ideologii w rzeczywistości pogarszają sytuację takich osób?

LGBT - zdjęcie ilustracyjne. / foto: PAP
LGBT - zdjęcie ilustracyjne. / foto: PAP

Polska zajęła przedostatnie miejsce wśród krajów Unii Europejskiej i na 100 możliwych punktów zdobyła 18. Ranking każdy zrobić może…

W tym przypadku tego typu rankingi mają być „zachętą” i formą nacisku na działania legislacyjne państw na rzecz „równouprawnienia”. Wg krajowych środowisk z tzw. Kampanii Przeciw Homofobii, „PiS wykazuje aktywność, ale w prześladowaniach osób LGBTI, do czego systematycznie wykorzystuje policję i prokuraturę”.

Różne rzeczy można zarzucić partii rządzącej, ale przecież to ona np. wypromowała pośrednio „partię LGTB” R. Biedronia. Uliczne parady tego środowiska, natrętna propaganda, bezkarne obrażanie symboli religijnych, pierwszy „transpłciowiec” w krajowym parlamencie w Europie (Grodzka), a oni i tak swoje o „prześladowaniach”.

Wracajmy jednak do „rankingu”, w którym liderem ma być Malta, przed Belgią i Luksemburgiem. Polska rzeczywiście należy do grupy normalności europejskiej. W UE już tylko 6 krajów UE nie pozwoliło sobie narzucić homoślubów lub „związków partnerskich”. Poza Polską pozostaje jeszcze Rumunia, Bułgaria, Słowacja, Litwa i Łotwa.

„Prześladowań” jest podobno więcej. Jednym z nich ma być obowiązek rozwodu dla osób zmieniających płeć. Cały ten ranking oparty jest na „analizie prawodawstwa” i w rzeczywistości nie wiele mówi o rzeczywistości. Jest to raczej „książka życzeń i zażaleń” lobby LGTB adresowana do polityków.

Szefowa KPH Makuchowska twierdzi, że „Skala przemocy wobec osób LGBTI w Polsce jest porażająca. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez KPH wspólnie z Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW aż 70 proc. osób LGBTI żyjących w Polsce doznało przemocy”. 

No to zobaczmy jak to wygląda w krajach „tęczowej” szczęśliwości. Taka Francja w tej statystyce jest w pierwszej dziesiątce (8 pozycja). Tutaj 65% środowiska LGTB skarży się na doznane prześladowania, 68% ukrywa swoje preferencje w codziennym życiu, 37% unika pewnych miejsc i dzielnic, 15% dokonało przeprowadzki.

Najciekawsze zjawisko dotyczy jednak zależności pomiędzy wprowadzaniem prawnego „równouprawnienia” i coraz większej ilości akcji propagandowych na rzecz LGTB, a „aktami homofobii”. Czym więcej propagandy, zaostrzania kodeksu karnego, itd., tym bardziej ilość tzw. „aktów homofobicznych”… rośnie.

Wg raportu SOS Homofobie jeszcze w 2000 roku, przed epoką”homoślubów” i medialnej ofensywy tego środowiska, odnotowano zaledwie 123 akty agresji wobec takich osób. W 2018 było ich już 231. 100% wzrost.

To samo z „przemocą w internecie”. W 2000 roku – 472 przypadki, w roku ub. – 1905 (rekord padł przy wprowadzaniu „małżeństw dla wszystkich” – 3,5 tys.). To wszystko w kraju, który organizuje „olimpiady LGTB”, promuje globalne przepisy „równościowe”, ma „ujawnionych” polityków i celebrytów, uzależnia publiczne dotacje od wprowadzania pozytywnych postaci gejów do seriali filmowych, oświetla w kolorach „tęczy” stacje kolejowe, itd., itp.

Wszystkie te wykresy i raporty mają rzecz jasna, podobnie jak w Polsce, za zadanie „mobilizować rząd do dalszej walki z homofobią”. Czym mocniej walczą, tym bardziej… pogarsza się sytuacja. Żądania tego lobby nie mają zresztą nigdy końca. Tylko zapominają o tej dziwnej zależności – czym lepiej w teorii, tym gorzej w praktyce i życiu. Przyczyna jest prosta, większość ludzi zdaje sobie sprawę, że tu już nie chodzi o żadną „równość”, „przemoc” i „prześladowania”, ale o promocję zboczeń, niszczenie społeczeństwa i narzucanie mu tą drogą ideologii. Do tajemnic alkowy osób prywatnych nikt bowiem już od dawna pretensji nie ma.

Comments are closed.