Po zamieszkach we Francji z kibicami Algierii, Marine Le Pen wnosi o zamknięcie dla nich Champs Elysée, by „nie doprowadzić do narodowego upokorzenia”

Kibice Algierii na ulicach Francji. Fot. Twitter
Kibice Algierii na ulicach Francji. Fot. Twitter

Po meczu ćwierćfinału Pucharu Narodów Afryki kibice Algierii opanowali ulice i centralne place wielu miast Francji. Doszło do zamieszek, plądrowania sklepów, zastępowania flag Francji flagami Algierii, jak np. w Tours. Zginęła jedna osoba, a m.in. 20 policjantów zostało rannych. Zatrzymano ponad 70 osób.

Z meczu na mecz, po każdej wygranej Algierii ulice francuskich miast zapełniają się coraz bardziej tłumami świętujących kibiców tego zespołu.

W Paryżu do „radości” przyłączyli się też Tunezyjczycy i Marokańczycy. Był gaz łzawiący, splądrowane sklepy, uliczne starcia z policją.

Teraz reagują politycy. Partia Marine Le Pen Zjednoczenie Narodowe (RN) wydała nawet komunikat, w którym apeluje: „Należy zrobić wszystko, aby uniknąć Francji (…) prawdziwego narodowego upokorzenia!”.

RN zwraca się do MSW, by wydał zakaz wstępu na Pola Elizejskie w Paryżu fanom Algierii niedzielę, po meczu półfinału Pucharu Afryki, w którym zespół „Fenków” zagra z Nigerią.

Komunikat apeluje też o zakaz używania w czasie takich spontanicznych demonstracji flag innych państw. Zakaz wstępu na Pola nie byłby niczym dziwnym, bowiem obowiązuje on już np. od wielu tygodni w przypadku „żółtych kamizelek”.

Na Twitterze Le Pen potępiła „milczenie władz” i nierówne działania policji wobec Algierczyków i „żółtych kamizelek”.

Zjednoczenie Narodowe uważa, że nocne wyczyny nie były wcale „radością zwykłych kibiców”, ale są to „prawdziwe demonstracje siły, których celem jest masowe pokazanie swojej obecności i odrzucenia Francji.”

Źródło: Le Parisien