Czy tragedii w Tatrach można było uniknąć? RCB tłumaczy, dlaczego nie wysłało ostrzeżeń

Śmigłowiec TOPR w akcji ratowniczej w Tatrach / Fot. PAP
Śmigłowiec TOPR w akcji ratowniczej w Tatrach / Fot. PAP

Pięć osób nie żyje, a 90 jest rannych – to najnowszy bilans gwałtownych burz, jakie w czwartek po południu przeszły nad Tatrami i zaskoczyły turystów. Czy tragedii można było uniknąć? Dlaczego Rządowe Centrum Bezpieczeństwa nie wysłało ostrzeżeń?

Jeszcze w czwartek z rana w Zakopanem świeciło słońce. Niczego nieświadomi turyści, a w okresie wakacyjnym liczy się ich w dziesiątkach tysięcy, wybrali się w góry. Prognozy pogody ostrzegały jednak przed nadchodzącym niebezpieczeństwem.

O ile w samym Zakopanem, jak i dolinach panowała względnie dobra pogoda, o tyle w wyższych partiach gór chmury można było napotkać już od samego rana. Przed godziną 9 na Giewoncie pogoda zwiastowała, że to nie będzie spokojny dzień.

Prognozy pogody również przewidywały, że około południa spodziewane są burze. I tak rzeczywiście – niestety – się stało. W tym czasie na szlakach przebywało sporo turystów, co dla niektórych skończyło się tragicznie. Jak podaje „Tygodnik Podhalański” ucierpieli przede wszystkim ci, którzy w trakcie wyładowań atmosferycznych trzymali się łańcuchów pomocniczych.

Nie ulega zatem wątpliwości, że turyści postąpili nierozważnie wychodząc w góry, pomimo niekorzystnych prognoz pogody. Oczywiście przede wszystkim w ich interesie jest, by dokładnie sprawdzić, czego można spodziewać się na szlakach. Powstaje jednak pytanie, dlaczego Rządowe Centrum Bezpieczeństwa nie wysłało ostrzeżeń, jak to zazwyczaj czyni nawet w o wiele mniej niebezpiecznych sytuacjach?

Z punktu widzenia meteorologów burza, która przeszła dziś nad Tatrami nie była wyjątkowo gwałtowna. Nie było intensywnych opadów i porywistego wiatru. Jednak nawet niewielkie burze nad górami są wyjątkowo niebezpieczne – tłumaczy w rozmowie z „Radiem Kraków” Józef Warmuz z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

Sami mieszkańcy mówią jednak, że takiej burzy nie widzieli od kilkudziesięciu lat. Potwierdził to nawet prezydent Andrzej Duda w swoim wpisie na Twitterze. – Zakopiańczycy mówią, że od kilkudziesięciu lat nie było takich wyładowań atmosferycznych nad górami – napisał.

W sprawie tej specjalny komunikat wydało IMGW-PIB, które w założeniu ma wyprzedzać potencjalne załamania pogody oraz prowadzić komunikację kryzysową wysyłając SMS-y do odbiorców w zagrożonych obszarach.

Dzisiejsze burze nie spełniały obowiązujących w naszym kraju kryteriów przewidzianych dla ostrzeżeń o burzach. Ostrzeżenia wydawane są w przypadku prognozowania towarzyszącym burzom silnych porywów wiatru (pow. 70 km/h) i ulewnego deszczu (od 20 mm). Zjawiska towarzyszące dzisiejszym burzom nawet nie zbliżyły się do tych kryteriów. Opady na Hali Gąsienicowej nie przekroczyły 10 mm – napisano.

Należy pamiętać, że każda burza nawet najmniejsza niesie zagrożenie związane z wyładowaniami atmosferycznymi i groźbą utraty życia bądź zdrowia, zwłaszcza w wysokich partiach gór – dodano. Przypomniano również, że o prognozach pogody na bieżąco informowano w komunikatach internetowych.

Znane są przypadki, gdy RCB wysyłało ostrzeżenia, mimo że finalnie nie spadła nawet kropla deszczu, o jakiejkolwiek wichurze czy burzy nie wspominając. Do systemu ostrzeżeń SMS-owych jest wiele zastrzeżeń, ale w tej sytuacji nie można jego obwiniać za tragedię.

Zawsze trzeba postawić na zdrowy rozsądek i mieć oczy dookoła głowy. A niestety, jak donoszą kolejni świadkowie wydarzeń, pomimo ostrzeżeń i gwałtownie pogarszającej się pogody przed południem, turyści nie tylko nie wycofywali się, ale wciąż atakowali szczyty.

Być może zadziałała psychologia tłumu, ale na pewno nie zadziałał zdrowy rozsądek.