Janusz Korwin-Mikke: Czy gonić Europę?

Janusz Korwin-Mikke. / foto: PAP
Janusz Korwin-Mikke. / foto: PAP

Śp. Milton Friedman, laureat Nobla z ekonomii, był kiedyś moim gościem w Polsce – i udzielił nam kilku dobrych rad. Jedna z nich brzmiała: „Jeśli chcecie dogonić Zachód, to nie stosujcie tych rozwiązań, które są tam teraz – ale te, które działały wtedy, gdy Zachód był tak biedny, jak Wy jesteście teraz!”. Wtedy nie było tam żadnych „świadczeń socjalnych” – i DLATEGO Zachód z biednego stał się bardzo bogaty.

I to samo dotyczy krajów Wschodu – np. Chin. Zarówno tych „Ludowych” jak i tych narodowych. 35 lat temu były 20 razy (!!) biedniejsze od ówczesnej PRL – a teraz już doganiają Zachód.

Na moim portalu znalazła się wypowiedź dr. Sławomira Mentzena brzmiąca: „Jeżeli Polacy chcą zarabiać tyle co Niemcy lub Szwajcarzy, to jedyną drogą do tego jest nieprzeszkadzanie polskim przedsiębiorcom w rywalizacji z przedsiębiorcami niemieckimi. Zwiększanie podatków i wydatków socjalnych oraz dalsza regulacja rynku pracy doprowadzi do stagnacji gospodarczej, utrzymania się niskich zarobków – a w konsekwencji do zachowania dystansu, jaki nas dzieli od państw bogatych. Polacy nie dość, że zostali kupieni własnymi pieniędzmi, to jeszcze transakcja ta utrwali nasze niskie zarobki i uniemożliwi rozwój. Niestety naprawdę wiele wskazuje na to, że za trzy albo siedem lat, gdy Prawo i Sprawiedliwość utraci władzę, kolejny rząd będzie musiał zmierzyć się z niezwykle rozbudzonymi postawami roszczeniowymi, z uzależnieniem ludzi od państwowej pomocy, z wysokim zadłużeniem, niesprawną, zdewastowaną i znacjonalizowaną gospodarką oraz rosnącą emigracją”.

20 lat temu taka wypowiedź po prostu nie zostałaby zrozumiana. Teraz, dzięki naszej nieustannej propagandzie, podziela ją znaczna część ekonomistów. A także nieekonomistów.

Jest ich więcej niż tych, którzy temu zaprzeczają. Jednak ogromna większość tzw. wyborców nie rozumie ani jednych, ani drugich – i głosuje za tymi, którzy obiecują im więcej zasiłków.

Na lekcji w chederze mełamed opowiedział przypowieść o biednym drwalu, który znalazł w lesie kwilące niemowlę. Wziął je do domu – ale nie miał pieniędzy na mamkę ani na kupno mleka – a nie nakarmi niemowlaka upolowana sarną! Jednak Bóg zlitował się nad drwalem i sprawił, że wyrosła mu pierś kobieca, pełna mleka…

Jeden z uczniów spytał: – Nauczycielu! Dlaczego Jehowa robił taki cud, gwałcący prawo Natury? Czy nie mógł spowodować, by drwal znalazł na progu woreczek ze złotem i mógł wykarmić dziecko?

– Oj, ty głupi! – oświadczył mełamed. – Jeśli Bóg mógł wyposażyć drwala w pierś kobiecą, to dlaczego miałby marnować dobre pieniądze?!?

Otóż Władzuchna woli dawać ludziom zasiłki niż żywą gotówkę. A najbardziej lubi zasiłki z Przyszłości. Na przykład rekrutujemy żołnierzy, płacąc im grosze – ale za to obiecując szybką i wysoką emeryturę.
Oszczędzają TERAZ – a emeryturę będzie płacić POTEM KTO INNY… Może KONFEDERACJA, jeśli będzie tak lekkomyślna i przejmie odpowiedzialność za Polskę, moralnie zrujnowaną po okupacji jej przez III RP?

P. Beata Szwichtenberg odpowiedziała kol. Mentzenowi tak: „Może zastanówmy się, czy rzeczywiście tak bardzo chcemy gonić Europę? Owszem, mają wyższe wynagrodzenia, ale ceny też. A dzięki temu, że jesteśmy tańsi, wiele firm ucieka właśnie do nas, bo u nich jest za drogo. Radzę popatrzeć, jak protestują przeciwko drożyźnie. U nas problemem są raczej podatki i koszty pracy, które powodują lukę pomiędzy cenami i zarobkami”.

To jest dobre pytanie – i należy udzielić na nie odpowiedzi.

Co się stanie, gdy zlikwidujemy PIT, CIT, PCC – i zredukujemy VAT do 15% (lub – znacznie lepiej – zastąpimy go ryczałtowym podatkiem osobistym)?

Otóż przede wszystkim ucieszą się producenci. Hosanna!!! Będą zarabiali wielokrotnie więcej… Ta radość potrwa tylko kilka dni. Zaraz się okaże, że ta sama Niewidzialna Ręka Rynku, która zmusza szewca do sprzedaży butów po 100 zł (w tym 80% to podatki), zamiast po np. 120 zł, zmusi go do sprzedawania ich po 20 zł (bo konkurent umie je zrobić za 22 złote…).

Co gorsze: nastąpi boom gospodarczy – a więc na drugi dzień zabraknie pracowników. Trzeba im będzie podnosić zarobki – również z tego powodu, że będą oni przecież musieli sami płacić za szkołę dla swoich dzieci, za lekarza…

Wg mojej oceny (na ogół mam dobrą intuicję statystyczną), przedsiębiorcy zyskają bezpośrednio góra 8%. Plus to, że nie będą musieli się tłumaczyć w urzędach skarbowych i innych komunistycznych instytucjach.
Do podziału zostanie 72% ceny. Jaką ich część zeżre obniżka cen – a jaką podwyżka płac? Odpowiedzialna odpowiedź brzmi: „A cholera wie!”.

Gdy opieramy luźno jakiś niekształtny patyk o dwie dłonie ułożone pionowo z podniesionymi kciukami – i zaczniemy je zbliżać – to dłonie zejdą się w jakimś miejscu – czyli pod środkiem ciężkości patyka. W którym miejscu? Nie wiemy, bo nie wiemy, gdzie jest ten środek ciężkości.

To samo i tutaj. Obniżka cen i podwyżka płac wyczerpie (pozostawiając te 8% w kieszeni producenta) oszczędność wynikającą z niepłacenia podatków. W którym miejscu się spotkają? W punkcie optymalnym oczywiście! A gdzie jest ten punkt optymalny? A, tego to właśnie nie wiemy…

Pewien przy tym jestem, że ekonomiści rozmaitych szkół zaprzęgliby tu rozmaite metody obliczeniowe – i uzyskaliby bardzo precyzyjne wyniki. Tyle że każdy inne!

Tak więc na pewno zejdziemy ze zgubnej drogi, na jaką wkroczyły bogate kraje Zachodu – ale też nie zejdziemy na poziom gospodarki chińskiej sprzed paru lat. Będziemy gdzieś pośrodku. Tylko dzięki taniości towarów (nie wiemy o ile – ale NA PEWNO stanieją!) będziemy bardzo szybko iść do przodu. Jak szybko? To zależy od rozpiętości zarobków. Jeśli będzie duża – to BARDZO szybko!

[ABTM id=300041]