Unia „pochyla się” nad aplikacjami śledzącymi koronawirusa. Belgia tego nie potrzebuje

Unia/Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wzywa państwa Unii do pozstawienia otwartych granic. Zdjęcie: Twitter/Ursula von der Leyen
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wzywa państwa Unii do pozstawienia otwartych granic. Zdjęcie: Twitter/Ursula von der Leyen

Po paru miesiącach Unia Europejska zabiera się za „walkę” z pandemią koronawirusa. Po zleceniu produkcji 150 respiratorów, eurokraci zaczynają dumać nad aplikacjami śledzącymi koronawirusa. Czy zakończy się to kolejnym „sukcesem”?

Unia zajmuje się teraz aplikacjami śledzącymi koronawirusa. Europosłowie poddają w wątpliwość m.in. możliwość zabezpieczenia danych czy kwestie związane z RODO.

Pierwszym krajem w Europie, który pracował nad aplikacją do wyłapywania kontaktów z osobami zarażonymi koronawirusem, była Belgia. Jednak pod koniec kwietnia rząd w Brukseli, bez żadnych unijnych nakazów, postanowił zrezygnować z rozwijania programu. Pojawiło się bowiem wiele wątpliwości związanych z ochroną prywatności. Zdaniem belgijskich władz, to skutecznie zniechęciłoby obywateli do korzystania z aplikacji.

Nie potrzebujemy tego. Potrafimy i możemy w tradycyjny sposób poszukiwać osób mających kontakt z zakażonym – mówił minister telekomunikacji Philippe De Backer.

Jednocześnie belgijskie władze zapowiedziały zatrudnienie kilku tys. dodatkowych pracowników – „detektywów epidemicznych” – do odnajdywania kontaktów zarażonych. Będzie to tym ważniejsze, im bardziej zostaną poluzowane obostrzenia związane z przemieszczaniem się, zakupami czy zgromadzeniami.

Nad aplikacjami śledzącymi koronawirusa pochyliła się w czwartek unijna komisja LIBE.

To technologia bardzo innowacyjna, której skuteczności jeszcze nie można było dowieść. Ale w walce z pandemią powinniśmy sięgać po to, co może nam pomóc – przekonywał europejski inspektor danych osobowych Wojciech Wiewiórowski.

Zaapelował jednocześnie o wypracowanie „wspólnych unijnych standardów” przez państwa członkowskie i instytucje UE – a nie prywatnych inwestorów. Mimo to przychylnie wyrażał się o modelu aplikacji promowanym przez Apple i Google. Chodzi o oprogramowanie korzystające z sygnału bluetooth. Na tym mechanizmie opiera się także polska ProteGo Safe czy aplikacja testowana w Wielkiej Brytanii.

Czy w kontekście tych aplikacji istnieje teraz realna możliwość wyegzekwowania ochrony danych na podstawie dyrektywy RODO? Czy rządy zwracają na to uwagę? – zastanawiała się holenderska europoseł Sophie in’t Veld.

Ludzie nie ufają aplikacjom

Pojawia się wiele wątpliwości dotyczących naruszeń prywatności czy bezpieczeństwa danych. Ponadto, żeby aplikacja okazała się skuteczna, musiałaby z niej korzystać znaczna część społeczeństwa.

Dla dobrej skuteczności tych aplikacji trzeba, by ściągnęło je 60 proc. społeczeństwa. A dopiero od 20 proc. zaczynają w ogóle mieć sens – powiedział Wiewiórowski.

Aplikacje śledzące koronawirusa nie cieszą się jednak przesadną popularnością. W Austrii, promowaną przez Czerwony Krzyż aplikację StopCorona, do końca kwietnia ściągnęło tylko kilka proc. obywateli. W Singapurze liczba ta nie przekracza jednej piątej społeczeństwa.

Badania wykazały również, że ponad połowa Amerykanów nie ufa koncernom Apple i Google. W badaniach Washington Post i Uniwersytetu w Maryland ponad połowa respondentów zadeklarowała bowiem, że nie posiada smartfonów lub że nie będzie pobierać aplikacji.

Komisja Europejska chce, by ściąganie aplikacji było dobrowolne, ponieważ inaczej ludzie zaczęliby je sabotować. Zaleca też, by nie ściągały danych geolokalizacyjnych.

Czy to nie będzie dyskryminacja, jeśli ludzie bez tych aplikacji nie będą wpuszczani do komunikacji miejskiej albo określonych budynków publicznych? – zastanawiała się niemiecka europoseł Birgit Sippel. Na razie Bruksela opowiada się przeciwko stosowaniu takich kryteriów.

Unijne problemy

Unia chce też skoordynowania działań rządów państw członkowskich w kwestii standardów aplikacji i wzajemnego przekazywania danych. Mimo to stworzenie wspólnego projektu dla strefy Schengen na razie nie wydaje się prawdopodobne.

Dążymy do interoperacyjności aplikacji śledzących w krajach Unii, której będziemy potrzebować po otwarciu granic – mówił komisarz UE ds. sprawiedliwości Didier Reynders.

Źródła: dw.com/nczas.com

4 KOMENTARZE

  1. Ludzie nie ufają tym ścierwom eskimoskim z gugla i majkrosowta więc ue narzuci rzekomo bezpieczne aplikacje ktore wyprodukują te same ścierwa

  2. Jak nie wrócimy do narracji, że gdyby nie unia, to byśmy gołe i bose chodziły, to rychło cały ten twór się rozwali w drobny liment.

  3. Napiszemy nie przychylny post dla władzy i aplikacja powie nam, że staliśmy gdzieś zbyt długo koło kogoś z koroną, kopię raportu otrzyma Sanepid, a my na 2 tygodnie aresztu domowego … przepraszam 2 tygodnie kwarantanny. Skąd mam mieć pewność, że to tak nie zadziała ? Ja nie wierzę w apki od M$ czy Google za którymi stoi Bill Gates czy może i sam Soros.

Comments are closed.