Był „syndrom sztokholmski”, teraz doszedł „rzymski” i „paryski”. Historia porwanej Silvii, która została Aiszą

Zakładniczka dżihadystów przed i po konwersji. Fot. Twitter Abdiwah
Zakładniczka dżihadystów przed i po konwersji. Fot. Twitter Abdiwah

Silvia Romana była wolontariuszką w Afryce. Została porwana w Kenii jesienią 2018 roku. O jej uwolnienie od 1,5 roku zabiegał włoski rząd. Wolontariuszkę udało się w końcu uwolnić p- odobno podczas operacji sił specjalnych – w okolicach Mogadiszu, stolicy Somalii. I tu zaczynają się niejasności. Niewykluczone, że to ściema, bo zapłacono okup, a Romano wysiadła z samolotu jako wyznawczyni islamu.

Samolot z uwolnioną kobietą wylądował na rzymskim lotnisku Ciampino, a ona sama stała się bohaterką. Nic dziwnego, że witali ją osobiście premier Conte, czy minister spraw zagranicznych Luigi Di Maio. No i się doczekali. Pani Silvia Romana okazała się konwertytką. Przeszła na islam i pojawiła się na lotnisku w muzułmańskim stroju.

Silvia Romano nie jest pierwszym włoskim zakładnikiem „nawróconym” na islam. Tłumaczy się to tzw. syndromem sztokholmskim, czyli swoistym uzależnieniem osoby porwanej od porywaczy. Problem na tym, że włoski rząd nie chciał publicznie tego ujawniać. To już nowy „syndrom rzymski”.

Sukces, który zamienił się w wizerunkową porażkę

Premier Conti sporo na tym stracił. Kiedy sprawa i tak szybko się wydała, porwana z bohaterki stała się osobą raczej niewygodną. Rząd chciał się „ogrzać” sukcesem, ale wyszło jak wyszło…

Romano była zakładnikiem somalijskich dżihadystów. Włosi odwrócili swoje sympatie z dwóch powodów. Po pierwsze, minister spraw zagranicznych Luigi di Maio pośrednio potwierdził, że to nie żadna akcja służb specjalnych, ale Włochy zapłaciły za nią bardzo duży okup w wysokości co najmniej 4 milionów euro.

Gdy tylko panna Romano została wypuszczona, przywódca terrorystów chwalił się w wywiadzie, że wykorzystał pieniądze włoskiego podatnika na zakup broni. Pieniądze uzyskane za uwolnienie zakładniczki zostaną więc wydane na działalność terrorystyczną wymierzoną w życie wielu innych osób.

Drugą sprawę też próbowano ukryć. Chodziło o jej „nawrócenie”. Na płycie lotniska usiłowano jej zielony islamski strój zasłonić dodatkową odzieżą. Na początku myślano, że nie miała innego ubrania. Sprawa się jednak natychmiast wydała, a była zakładniczka oświadczyła dodatkowo, że zmieniła imię i została… Aiszą.

To typowy syndrom sztokholmski, który nie musi dziwić. Jednak zachowanie rządu, który starał się to ukryć i owszem. Francuski publicysta Goldnadel nazwał takie zachowanie „syndromem rzymskim”. Chodzi o lęk przed radykalnym islamem i paktowanie z terrorystami.

Publicysta zwraca też uwagę na to jak sprawę opisywały na użytek krajowy francuskie media. Twierdziły one, że to tylko „skrajna prawica” atakuje warunki uwolnienia i konwersję Silvii Romano w „rasistowskich i seksistowskich” komentarzach.

To, oczywiście, stereotyp, który ma ukryć tchórzliwość włoskiego rządu, krytykowaną przez jego obywateli. Goldnadel pisze z tej okazji nawet o kolejnym syndromie. Tym razem już… paryskim.

Źródło: VA