Zawieszony dziennikarz oskarża dyrektora Trójki. „Prosił pan o zrobienie czegoś z tym Kazikiem”

Kazik Staszewski i Tomasz Kowalczewski, dyrektor Radiowej Trójki/Fot. screen YouTube/PAP
Kazik Staszewski i Tomasz Kowalczewski, dyrektor Radiowej Trójki/Fot. screen YouTube/PAP

Bartosz Gil, dziennikarz muzyczny Radiowej Trójki, został w sobotę zawieszony, po tym jak unieważniono piątkowe wydanie Listy Przebojów Trójki. Z relacji żony dziennikarza wynika, że dyrektor rozgłośni, Tomasz Kowalczewski, kazał dziennikarzom podpisać oświadczenie ws. unieważnienia notowania. Teraz Gil ujawnił kolejne szczegóły w liście do Kowalczewskiego i pozostałych pracowników stacji.

Do treści listu dotarł portal Wirtualne Media. Bartosz Gil miał w nim stwierdzić, że niedługo po emisji piątkowego wydania listy, Kowalczewski zadzwonił do dyrektora muzycznego Trójki Piotra Metza. Miał poprosić o „zrobienie czegoś z tym Kazikiem”. Ponadto po godz. 2 w nocy miał wysłać SMS-a o treści: „Piotrze, dopilnuj aby piosenka o której rozmawialiśmy nie była na Antenie”.

O takim SMS-ie mówił także w rozmowie z wp.pl poseł PO Tomasz Zimoch. Polityk do 2016 roku był dziennikarzem sportowym Polskiego Radia.

W liście Gil podtrzymał też relację swojej żony, opublikowaną na Facebooku, o tym, że Kowalczewski miał mu podsunąć do podpisu oświadczenie ws. unieważnienia notowania. „List, który kazał mi Pan podpisać o unieważnieniu głosowania, a który ostatecznie podpisał i opublikował Pan sam, zaczął się od strzału w płot. To nieprawda, że został złamany regulamin. Ponieważ Lista Przebojów nie ma i nigdy nie miała żadnego regulaminu” – przekonywał dziennikarz.

„To nieprawda, że wprowadzono piosenkę spoza listy. Gdyż nigdy nie było żadnej listy, z której piosenki są dodawane do zestawu do głosowania. Ich wybór był autonomiczną decyzją Marka Niedźwieckiego” – podkreślił.

O tym, że piosenka „Twój ból jest lepszy niż mój” znajdowała się wśród wybranych utworów miały świadczyć m.in. wpisy w mediach społecznościowych wytwórni SP Records. Wydawca nowej płyty Kazika zachęcał do głosowania na ten kawałek.

Liczenie głosów

Gil wyjaśniał również, że dziennikarze pracujący przy Liście Przebojów musieli od lat pilnować głosowania. Niektóre osoby starały się bowiem głosować wiele razy na te same piosenki. „Rozumiem, że piosenka, którą Marek Niedźwiecki przesunął w notowaniu 1998. z miejsca pierwszego na szóste, będzie miała liczone te dodatkowe ponad 800 głosów, których podejrzany charakter raportował kilka tygodni temu dział informatyczny. Marek w miniony oraz poprzednie piątki decydował, że nie będzie miała” – pisał.

„Usłyszy Pan również w tej audycji piosenki wykonawców, o których istnieniu Pan nigdy nie słyszał, a którzy pieczołowicie wyklikane po nocach wysokie miejsce na Liście Przebojów traktują jako znakomite narzędzie promocyjne. Co mi, jako osobie związanej z tą audycją od dawna, bardzo schlebia, ale na co do tej pory, w miarę obarczonych sporym ryzykiem błędu możliwości weryfikacji, nie pozwalaliśmy” – dodał.

Dziennikarz zapewniał też, że dyrektor Trójki wiedział o zasadach odrzucania wielu głosów od samych internautów. „Mechanizm głosowania na Listę nie był idealny, ale wiedział Pan o tym doskonale od wielu miesięcy. Osobiście uczestniczył Pan w spotkaniach oraz załączany był do korespondencji z działem IT. Tymi kanałami problem ten podnoszony był jako najważniejszy pośród wielu trapiących Listę” – stwierdził.

W piątek po południu Marek Niedźwiecki miał poprosić Gila o sprawdzenie głosów oddanych na Kazika. „Przy czterocyfrowej liczbie oddanych głosów dopatrzyłem się pięciu, których bym nie uwzględnił. Jej przewaga nad kolejną była ogromna i dawno już niespotykana” – zapewnił.

„Ginę za Kazika. Za piosenkę, której nawet do tej pory nie słyszałem. Absurd tej sytuacji stawia mi przed oczami ostatnią scenę „Przypadku” Kieślowskiego” – skwitował dziennikarz.

Źródło: wirtualnemedia.pl

6 KOMENTARZE

  1. Czy nadal uważacie – Sz. Komentatorzy – że to błaha sprawa?
    Przecież jest to element kampanii wyborczej, tzn. takim się stał.

    PS. He, he :-) Ciekawostka!
    JKM i Kazik idą łeb w łeb – po 6,5 mln. i ciekawe, że „za” i „przeciw” są dość podobne.

  2. „Ginę za Kazika. Za piosenkę, której nawet do tej pory nie słyszałem. Absurd tej sytuacji stawia mi przed oczami ostatnią scenę „Przypadku” Kieślowskiego” – a mnie „Proces” Kafki.

  3. Tworzenie listy przebojów na bazie głosowania miało sens w czasach PRL-u kiedy sprzedaż muzyki była reglamentowana. Najbardziej wiarygodnym sposobem oceny popularności jest po prostu sprzedaż, a te dane są dostępne od lat 90-tych. Jeśli kilka tysięcy głosów oddanych emailem czy sms-em wystarcza do zostania numerem 1 to wiarygodność takich zestawień jest nikła. Same młodzieżówki głównych partyj są w stanie z powodzeniem ustalić pierwszą trójkę takiej listy. A ta piosenka z muzycznego punktu widzenia nie należy do najwybitniejszych osiągnięć Kazika. Jak ktoś już napisał, prosta do bólu w stylu um tata, um tata. Zdecydowanie wolę Prohibicję czy choćby 4 pokoje.

    • Co do sprzedaży singli jako wskaźnika wiarygodności pełna zgoda. Natomiast ja widzę problem w polityce działania ogólnopolskich stacji radiowych, które niedostatecznie zwracają uwagę, na to co tak naprawdę słucha każda z grup wiekowych. Promują tylko to, co ich zdaniem może być na czasie (i to też nie zawsze, bo niektóre utwory, które są popularne na świecie też pomijająć). W wielu przypadkach wciskają ludziom utwory „jednosezonowych” gwiazdek oraz wykonawców pozbawionych talentu śpiewających piosenki z płytkim przekazem i o bełkotliwej treści (w Trójce pod tym względem jest dużo lepiej, bo tam mimo wszystko grają dobre utwory, poruszające do głębi). Mnie to mocno razi, bo ja jak słucham radia, to oczekuję czegoś, co da się posłuchać, a nie przerywników i plastikowych produktów. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że niektóre piosenki mają strasznie poprawne politycznie teksty i skupiają się na promocji konkretnej ideologii oraz zachęcają do niewłaściwych sposobów postępowania np. przedmiotowego traktowania kobiet czy eksperymentowania z narkotykami. Kolejną rzeczą która mnie razi (głównie w stacjach takich jak RMF czy Eska) jest skupianie się jedynie na piosenkach wydanych w przeciągu 10 lat i to w wielu przypadkach wątpliwej jakości. Za dużo jak dla mnie jest słabych coverów (głównie piosenek z lat 80-tych i 90-tych) pozbawionych duszy oryginałów oraz zbyt mocno podobnych do siebie produkcji opartych na tym samym schemacie, gdzie zmienia się jedynie wokal i trochę aranżacja (dotyczy to zwłaszcza utworów ze spektrum tzw. muzyki klubowej). Często są one przygnębiające i nie czuć w nich emocji (nawet produkcje z kontrowersyjnej „Parady Miłości” są lepsze do słuchania niż produkcje takiego Davida Guetty, Alana Walkera czy katowane teraz w radiach utwory didżejów litewskich, które w wielu przypadkach brzmią identycznie). Brakuje mi też w stacjach mainstreamowych najnowszych utworów, śpiewanych w innym języku niż angielski czy hiszpański (jednym z wyjątków jakie są teraz grane w stacjach są śpiewane w większości po francusku produkcje popularnej w Polsce grupy Shanguy).

      Zaś co do utworu Kazika, uważam, że jest to bardzo dobry utwór, choć nie podoba mi się to, że nawet politycy wokół niego zrobili szum.

  4. Burza w szklance wody na użytek gawiedzi cha cha oparta na domysłach, plotkach i donosach, nie mówiąc już o zniekształceniu czy tendencyjnej i zwyczajowej tam wciąż obecnej manipulacji.
    Muzycznie i textowo to jest dno Kaziuka, myślałem, że to będzie co najmniej „Andrzej Gołota”.
    Porażka.
    The end od Staszewski. Już lepiej słuchać jego ojca, też Staszewskiego cha cha.

Comments are closed.