Prezes Polskiego Związku Pływackiego: możemy się z tego nie podnieść przez wiele lat

Prezes PZP Paweł Słomiński.
Prezes PZP Paweł Słomiński. (PAP/Grzegorz Michałowski)

Na temat zamknięcia pływalni na łamach „Przeglądu Sportowego” wypowiedział się prezes Polskiego Związku Pływackiego Paweł Słomiński, który zaznaczył, że miłośnicy tego sportu są oburzeni. Słomiński twierdzi, że ta decyzja nie została przemyślana i jest „nielogiczna”, a jej konsekwencje mogą być bardzo poważne. Dlatego zdecydował się interweniować w tej sprawie na najwyższych szczeblach.

„Mam informację, że w sprawę pływalni osobiście zaangażował się minister Gliński, który jest bardzo wpływową osobą. To daje nadzieję na to, że część z tych obostrzeń związanych z dostępem do basenów zostanie zniesiona” – mówił prezes PZP.

Słomiński jest o tyle zaskoczony decyzją rządzących, że poza pływalniami i siłowniami inne obszary sportu funkcjonują normalnie. Dlatego nie usiadł z założonymi rękami, tylko walczy o przywrócenie normalności na basenach i pływalniach.

„Wszystko dzieje się bardzo szybko. W momencie kiedy wiemy, że pojawia się projekt rozporządzenia i najczęściej jest on podpisywany pod koniec dnia następnego, to trzeba po prostu jak najszybciej dotrzeć do osób decyzyjnych i zwrócić uwagę na swój problem” – podkreślił i dodał, że po interwencji w resorcie sportu pojawiło się światełko w tunelu.

„Mam informację od pani Krupki, że osobiście w tę sprawę zaangażował się minister Gliński, który jest bardzo wpływową osobą. To daje nadzieję na to, że część z tych obostrzeń związanych z dostępem do pływalni zostanie zniesiona. Ograniczenia są wszędzie. Dla mnie nie jest logiczny fakt, że hale wciąż są otwarte, dozwolone jest uprawianie sportów drużynowych, a pływanie już nie. Cały czas działamy” – zapewnił.

Słomiński tłumaczył też, że kategoryczne zamknięcie obiektów jest błędem, bo ryzyko zakażenia nie jest duże, a można oczywiście wprowadzić jakieś dodatkowe środki bezpieczeństwa. „Chcemy, by jak największa grupa osób mogła z pływalni korzystać. Nie uważam, że są one obarczone jakimś wyjątkowym ryzykiem. Oczywiście można wprowadzić jakieś ograniczenia z liczbą uczestników na zajęciach, liczbą osób na torze, odstępach… Już to wszystko przerabialiśmy, więc można do tego wrócić, ale nie wolno wszystkiego całkowicie zamrażać”.

Prezes PZP na koniec powiedział, że blokada pływalni może spowodować długofalowe konsekwencje. „Tak, jak nie można drugi raz zamrozić gospodarki, tak nie można tego też zrobić z pływaniem. I nie ma sensu nawet z tym dyskutować. Jeśli to nastąpi, to możemy się z tego nie podnieść nie tylko wiele miesięcy, ale nawet lat. Starsi zawodnicy mogą przestać widzieć w dalszych treningach jakikolwiek sens, część młodszych nie wróciła do sportu już po pierwszej przerwie, więc nie można w nieskończoność próbować używać tych samych drastycznych rozwiązań, co kiedyś” – zauważył.

Na szczęście dla środowiska i branży rząd poluzował obostrzenia już w piątek wieczorem, po interwencji Otylii Jędrzejczak. Ministerstwo Sportu na Facebooku poinformowało, że w pewnym stopniu redukuje restrykcje. Więcej na ten temat TUTAJ.

8 KOMENTARZE

  1. Prezes potrzebny jest także do interwencji w sprawie poluzowania utrudnień uczestnictwa wiernych w kościołach. My wierni o to prosimy. Bo do kogo pójdziemy? Świecki, ale zawsze pasterz.

  2. Normalnie to wszystkie branże powinny się podnieść w maksimum pół roku a nawet w kilka tygodni. Ale w Polsce mamy przepisy które bardzo utrudniają podejmowanie inicjatyw i dla tego to co się udało z wielkim trudem zbudować przed pandemią, strukturę słabą i chwiejną, może się rzeczywiście nie podnieść przez lata. Bo na „pandemii” się nie skończy.

  3. Czyli jak „wplywowa osoba” zainterweniuje to wirus przestaje być groźny? To może zamiast protestować trzeba zebrać trochę kaski na prezent dla jakiegoś decydenta?

Comments are closed.