Rosja i Turcja wysyłają wojska do Górskiego Karabachu. Wściekli Ormianie wdarli się do parlamentu, Azerowie wiwatują [VIDEO]

Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Wikimedia

Prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew i premier Armenii Nikol Paszynian, którzy podpisali w poniedziałek wieczorem deklarację o zakończeniu działań wojennych w Górskim Karabachu, zgodzili się na obecność tam sił pokojowych z Rosji – poinformował Władimir Putin.

Odpowiedzialność za utrzymanie pokoju w regionie konfliktu o Górski Karabach weźmie na siebie także Turcja – oświadczył z kolei prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew.

„W bazie sił pokojowych w Górskim Karabachu będą obecni zarówno rosyjscy, jak i tureccy wojskowi” – podkreślił.

Alijew poinformował także, że zgodnie z deklaracją podpisaną w poniedziałek Azerbejdżan przejmie kontrolę nad trzema azerskimi regionami „utraconymi” przez ten kraj 27 lat temu.

Rejon agdamski ze stolicą w Agdamie (Askeranie) przejdzie pod całkowita kontrolę Baku 20 listopada, rejon kelbecerski ze stolicą w Kelbecerze (Karwaczarr) – 15 listopada, a Lacin – najpóźniej 1 grudnia.

Agencja dpa zaznacza w swym komentarzu, że „obie strony zgodziły się najwyraźniej na kontrowersyjne rozwiązania, które wcześniej, przez całe lata stanowczo odrzucały”. Choć każda ze stron poszła na pewne ustępstwa, to zdecydowanie więcej stracili Ormianie.

Azerbejdżan cichym tryumfatorem konfliktu o Górski Karabach

Zgodnie z komunikatem opublikowanym przez Kreml, strony porozumienia pokojowego utrzymają pozycje, jakie ich siły zbrojne zajmowały w poniedziałek. Oznacza to, że Azerbejdżan odzyskał kontrolę nad częścią terytorium Górskiego Karabachu.

„Mówiłem, że przepędzimy ich z naszych ziem jak psy i dokonaliśmy tego” – powiedział Alijew w rozmowie z azerbejdżańskimi dziennikarzami.

Alijew nie krył także satysfakcji z osiągnięć sił zbrojnych Azerbejdżanu w wyzwalaniu „naszych” prowincji spod okupacji Armenii. Po raz kolejny skrytykował kierownictwo armeńskie.

„Nikol Paszynian jest tchórzem, który bał się podpisać deklarację przed kamerami telewizyjnymi” – oświadczył.

Czytaj także: Azerowie zestrzelili nad Armenią rosyjski śmigłowiec. Baku wydało oświadczenie

Ormianie wściekli. Wdarli się do parlamentu

Sam Paszynian określił podpisaną deklarację o zakończeniu działań wojennych jako „bardzo bolesną dla siebie i całego narodu”. Tłumaczył, że skłoniła go do tego kroku skrajnie niekorzystna sytuacja na froncie. Podpisanie deklaracji o zakończeniu konfliktu uznał za „najlepsze z możliwych rozwiązań”.

„Mieliśmy przeciw sobie terrorystów i jedną z najlepszych armii NATO: siły zbrojne Turcji” – zaznaczył.

Informacja o podpisaniu deklaracji o zakończeniu konfliktu wywołała szok i niedowierzanie w Erywaniu. Doszło tam do zamieszek ulicznych. Kilka tysięcy demonstrantów okrążyło budynki rządowe i wdarli się do parlamentu, gdzie ciężko został pobity spiker parlamentu Ararat Mirzojan. Polityk ten musiał w następstwie pobicia przejść poważną operację.

Zaatakowano i zdemolowano też siedzibę Rady Ministrów. Część protestujących ruszyła następnie pod rezydencję, w której mieszka Paszynian z rodziną. Tłum, który wyległ na ulice w Erywaniu, domaga się jego dymisji Paszyniana i chce przekazania władzy Sztabowi Generalnemu – pisze rosyjska agencja TASS.

Media donoszą, że manifestanci wznosili przed domem premiera okrzyki „zdrajca” i „tchórz”.

W związku z wtorkowymi zajściami szef rządu ostrzegł, że inicjatorzy zajść w Erywaniu zostaną przykładnie ukarani.

„Niektórzy z nich przybyli do stolicy z Karabachu, gdzie porzucili bronione przez nas pozycje. Wśród nich są wysocy rangą oficerowie. Wobec wszystkich wyciągniemy konsekwencje” – zapowiedział.