Aktorki ​​Deneuve i Bardot „uosabiają kwintesencję antyfeminizmu”

Deneuve, Vadim i Bardot Fot. arch

Catherine Deneuve i Brigitte Bardot to ikony francuskiego kina. Przyszedł jednak postęp „Postępu” i w nowych czasach okazują się „ikonami antyfeminizmu”. Poszło o to, że obydwie panie uosabiały „piękno i wdzięk”, a jaka powinna być feministka przecież „każdy widzi” – jak definiował niegdyś konie ks. Bronisław Chmielowski.

W sumie zarzuty feministek odbierające kobietom prawa do wdzięku i piękna są dość interesujące, pokazujące prawdziwe oblicze aktywistek i chyba dla tego ruchu samobójcze. Może więc niech idą tą drogą dalej…

„Gębę” antyfeministek dorabia Deneuve i Bardot mocno zafiksowana na punkcie feminizmu piosenkareczka pochodzenia algierskiego Camelia Jordana (Riad-Aliouane). Ostatnio o niej głośno, by wydaje „postępowy” album „Facile”.

Jest dość radykalna. Uważa np., że „biali mężczyźni są w zbiorowej nieświadomości odpowiedzialni za całe zło na Ziemi”. Bywała te z oskarżana o „rasizm anty-biały”. Teraz na łamach „Paris Match” czepiła się legend francuskiego kina.

Autorytatywnie twierdzi, że w swoich czasach aktorki nie były żadnymi ambasadorami ruchu feministycznego, bo korzystały z piękna i wdzięku przez cała karierę. Niezła zapłata, bo trzeba przypomnieć, że w latach 70. obydwie aktorki angażowały się np. w legalizację we Francji aborcji…

Dla Jordany „uosabiały jednak kobiecość i były muzami, par excellence, antyfeminizmu”. Pozwalały też na seksualizację wizerunku kobiety. Bardziej chyba chodzi jednak o postawy aktorek w ostatnich latach.

Brigitte Bardot i Catherine Deneuve nie poparły np. w imię normalności relacji kobiet i mężczyzn ruchu MeToo. Bardot, która jest znana z obrony zwierząt, krytykuje ich rzeź w islamskie święta. Catherine Deneuve była zdecydowanie przeciwna MeeToo. Jeszcze jeden dowód, że rewolucja zawsze zjada swoje dzieci…

Artyści jak zwykle w awangardzie „postępu”: „Biali mężczyźni są odpowiedzialni za całe zło na Ziemi”