
Jeden z szefów policji w Australii zaproponował by używać specjalnej aplikacji w telefonie komórkowym, by rejestrować zgodę partnera na seks. Propozycja została skrytykowana i określona jako naiwna, ale jest tak głupia, że może spodobać się polskiej lewicy, która chce pilnować relacji damsko-męskich.
Komisarz Mick Fuller, szef policji w australijskim stanie Nowa Południowa Walia, powiedział, że aplikacja, która pozwoliłaby ludziom na „cyfrowe udokumentowanie ich zgody przed uprawianiem seksu” może być „częścią rozwiązania”, które jest szukane po tym, jak liczba przypadków napaści na tle seksualnym w stanie wzrosła w zeszłym roku o 10 procent.
– Technologia nie naprawi wszystkiego, ale… odgrywa tak dużą rolę w dzisiejszych relacjach ludzi. Ja tylko sugeruję, być może to część rozwiązania – powiedział Fuller.
Policjant poinformował, że liczba napaści na tle seksualnym zgłoszonych w najbardziej zaludnionym stanie Australii wzrosła, a skuteczność w ściganiu takich przestępstw i w karaniu za nie zawodzi.
– Przemoc na tle seksualnym, zwłaszcza wobec kobiet, jest obecnie dla nas prawdziwym problemem przestępczym i musimy znaleźć rozwiązanie – powiedział w ABC Radio Sydney.
Premier Nowej Południowej Walii, Gladys Berejiklian, pogratulowała Fullerowi „zajęcia stanowiska” w sprawie problemu napaści na tle seksualnym, ale odmówiła ujawnienia swej opinii na temat aplikacji.
Lesley-Anne Ey, ekspertka Uniwersytetu Południowej Australii zajmująca się szkodliwymi zachowaniami seksualnymi z udziałem dzieci, powiedziała, że nie sądzi, iż aplikacja sprawdzi się.
– Nie sądzę, by ktoś chciał przerywać romantyczne chwile, aby umieszczać szczegółowe oświadczenia w aplikacji – powiedział Ey dla Australian Broadcasting Corporation.
Problemem jest też to, iż brutalny sprawca gwałtu, czy napaści może zmusić ofiarę do „udzielenia” zgody w aplikacji. „Sprawca może po prostu zmusić ofiarę do korzystania z aplikacji” – napisała na Twitterze Hayley Foster, dyrektor naczelna Women’s Safety NSW, stanowej służby ds. Przemocy domowej.
Catharine Lumby, specjalistka w dziedzinie etyki i odpowiedzialności z Uniwersytetu Macquarie, opisała aplikację jako naiwne rozwiązanie.
– Zasadniczo musimy się liczyć z faktem, że w tym społeczeństwie jest bardzo niewielka mniejszość mężczyzn, którzy podejmują decyzję o napaści seksualnej na kobiety – powiedział Lumby.
– Nie obchodzi ich, gdzie, jak i dlaczego to robią. Skorzystają z okazji i jestem pewien, że są bardziej niż zdolni do manipulowania technologią – powiedziała.
Cała sprawa pojawiła się po tym jak australijski prokurator generalny zaprzeczył zarzutom, że 33 lata temu zgwałcił 16-letnią dziewczynę, a była pracownica rządowa oświadczyła, że dwa lata temu została zgwałcona przez kolegę z biura ministra.
Propozycja używania aplikacji przy okazji seksu jest na tyle głupim pomysłem, że może spodobać się polskiej lewicy, która chce regulować i kontrolować nawet te najbardziej intymne relacje miedzy ludźmi.
Wszystko co głupie, na Zachodzie wymyślone i wprowadzone zostanie ściągnięte i będzie małpowane przez bezmyślnych orędowników wszelakiego postępu. W Sejmie leży złożony przez lewicę projekt zmiany definicji gwałtu. W myśl tej propozycji gwałtem jest nieuzyskanie wyraźnej i świadomej zgody na kontakt seksualny, a minimalna kara za taki czyn zostałaby podwyższona z dwóch do trzech lat.