Grupa Algierczyków uziemiona na lotnisku paryskim Roissy już od lutego

terminal
Lotnisko Roissy Fot. Wikipedia

O sprawie 27 Algierczyków, którzy utknęli na paryskim lotnisku wracając z Wielkiej Brytanii do swojego kraju już pisaliśmy. We Francji mieli mieć tylko przesiadkę, a utknęli tu na dobre. Rozwiązania ich problemu nie widać.

27 obywateli Algierii praktycznie mieszka na terminalu lotnisku Roissy CDG w Paryżu. Ambasador Algierii we Francji Mohamed Antar Daoud mówi, że „loty repatriacyjne nie są jego zmartwieniem”. Algieria zamknęła granice i radzi swoim obywatelom powrót do… Wielkiej Brytanii.

Problem w tym, że są to repatrianci, którzy wymówili mieszkania, sprzeli dobytek i nie mają już do czego wracać. Algier twierdzi, że żadnych wyjątków nie zrobi, dla Francji są to obywatele innego kraju bez prawa pobytu w strefie tranzytowej.

Pomoc z konsulatu skończyła się po kilku dniach. Algierczycy żyją obecnie z darów. Tymczasem Mohamed Antar Daoud, ambasador Algierii we Francji mówi twardo: „nie będziemy narażać życia 45 milionów Algierczyków dla 27 osób”.

Ambasador uzasadnia to także skutecznością zamknięci granic kraju. Chwali się, że jego kraj, obok Chin, jest jednym ze światowych wyjątków, gdzie liczba zarażeń koronawirusem oscyluje wokół dwucyfrowych liczb. Tłumaczy też, że owi niedoszli repatrianci mają nadal stały adres w Wielkiej Brytanii, a nie w kraju.

Ambasador dodał, że Algieria złożyła im „kilka propozycji”, ale 27 obywateli „nalega na pozostanie w strefie międzynarodowej”. Wypowiedzi Mohameda Antara Daouda spotkały się z oburzeniem w sieci. Petycję w ich sprawie podpisało ponad 20 000 osób. Tym bardziej, że w grupie są rodziny z małymi dziećmi (dwójka dzieci i niemowlę), a warunki ich koczowania na lotnisku są dość fatalne.

27 Algierczyków od trzech tygodni mieszka na paryskim lotnisku

Źródło: TV5 Monde