Paszporty szczepionkowe. Wyrzucanie poza nawias społeczny

Dr Paweł Basiukiewicz i paszport szczepionkowy/Fot. Facebook/Pixabay (kolaż)
Dr Paweł Basiukiewicz i paszport szczepionkowy/Fot. Facebook/Pixabay (kolaż)
Prenumerata Najwyższego Czasu!
Po osiągnięciu porozumienia przez negocjatorów Rady UE i Parlamentu Europejskiego, Komisja Europejska zapewniła, że „unijne cyfrowe zaświadczenia Covid” będą zasadniczo dostępne dla obywateli od 1 lipca. Na razie jednak nie wiadomo, w jakim zakresie miałyby one obowiązywać w Polsce. Pojawia się jednak wiele daleko idących pomysłów. W rozmowie z nczas.com dr Paweł Basiukiewicz, elektrokardiolog pracujący na oddziale covidowym, odniósł się do idei paszportów szczepionkowych.

– To wszystko zależy od tego, w jakim zakresie ten tzw. paszport szczepionkowy będzie wprowadzony. Przecież wszyscy, którzy jeździli do ciepłych krajów, w takie miejsca, gdzie występuje żółta gorączka, mają zalecane zaszczepienie się właśnie na żółtą gorączkę. Jest żółta książeczka WHO, gdzie to szczepienie było wbijane. Ta książeczka nigdy nie była kontrolowana jakoś restrykcyjnie, ale każdy rozsądnie myślący człowiek, który chciał wyjechać gdzieś do ciepłych krajów, w regiony, gdzie żółta gorączka występuje endemicznie, szczepił się na nią – podkreśla dr Paweł Basiukiewicz.

– Tutaj to jest trochę co innego, bo tak naprawę robi się powszechny nakaz. Paszport szczepionkowy zaczyna przyjmować formę certyfikatu cyfrowej tożsamości zdrowotnej. Jeżeli posiadanie tego ma warunkować wjazd do innego państwa, to w zasadzie Strefa Schengen przestała istnieć, bo trzeba będzie mieć certyfikat, którym się człowiek określi. To po pierwsze – wskazuje.

– A po drugie, czy te paszporty szczepionkowe nie zaczną funkcjonować też w przestrzeni wewnętrznej, jako taka przepustka do pracy, przepustka do współegzystowania z innymi ludźmi, np. w przestrzeniach zamkniętych – na basenie, w zoo. Diabeł tkwi w szczegółach – zwraca uwagę lekarz.

Jednocześnie wskazuje, że wewnętrzne wprowadzenie takich paszportów miałoby daleko idące konsekwencje. – Moje dziecko nie pójdzie do przedszkola, czy do szkoły, bo się nie zaszczepiło, albo jego rodzice się nie zaszczepili. Albo nie wpuszczą pani do zoo, albo nie wpuszczą pani do aquaparku czy sklepu, bo pani albo np. pani córka się nie zaszczepiła – tak teoretyzuję. To już zaczyna być bardzo opresyjne – stwierdza.

– Nie podważam sensowności szczepienia u osób z grup ryzyka. Jak najbardziej, niech się starsze osoby, obciążone szczepią. Natomiast cały czas mamy do czynienia z preparatami w III fazie badań klinicznych i wprowadzanie powszechnego nakazu i warunkowanie tym dopuszczania do zwykłej aktywności oznaczałoby, że nagle wszystkie konstytucyjne prawa zostają zawieszone, prawa człowieka i uzależnione od przyjęcia preparatu, który nawet nie jest jeszcze dobrze zbadany – wskazuje lekarz.

– My to przerabialiśmy. To wszystko jest napisane w „Roku 1984”. Tam było Ministerstwo Miłości, Prawdy i inne. Każde z tych ministerstw zajmuje się swoją działką. Równie dobrze można powiedzieć, że coś jest dobrowolne, no ale jak tego nie przyjmiesz, jesteś wyrzucany poza nawias społeczny. Dostaniesz wodę i chleb – podsumowuje dr Paweł Basiukiewicz.

Tak było naprawdę. Dr Basiukiewicz ujawnia nieznane szczegóły