Rafał Ziemkiewicz. Foto: PAP
Rafał Ziemkiewicz. Foto: PAP
REKLAMA
Miała do nas z Zachodu płynąć demokracja i wolność – płynie, wręcz przeciwnie, „cancel culture” – komentuje wyrzucenie z debaty politycznej Grzegorza Brauna redaktor Rafał Ziemkiewicz.

Z debaty kandydatów na prezydenta Rzeszowa w radiu ZET usunięty został Grzegorz Braun z Konfederacji. Powód? Nazwanie ministra zdrowia Adama Niedzielskiego „szkolonym psychopatą” (m.in. za ponad 100 tysięcy nadmiarowych zgonów, nieprzypisanych do covida, dezorganizowanie życia publicznego pod pretekstem zdrowia), a parady organizowane przez LGBT nazwał „dewiacjami”.

Sytuację z niedzielnego poranka na swoim wideblogu skomentował publicysta Rafał Ziemkiewicz. Porównał Brauna do Donalda Trumpa. Sposób, w jaki potraktowani zostali politycy przez mainstreamowe media jest niemal identyczny.

REKLAMA

Ziemkiewicz o usunięciu Brauna z debaty

Powiecie Państwo, że przesadzam, bo z jednej strony Donald Trump – prezydent Stanów Zjednoczonych, a z drugiej Grzegorz Braun – zaledwie kandydat na prezydenta Rzeszowa. To jest oczywiście różnica, ale tylko i wyłącznie różnica skali – rozpoczął Ziemkiewicz.

Film dokumentalny o dramatycznych wydarzeniach w Jedwabnem
Prenumerata NCZ! z książką GRATIS!

Jeśli chodzi o istotę sprawy, to usunięcie Grzegorza Brauna z debaty kandydatów na prezydenta, a wyparowanie Donalda Trumpa z mediów społecznościowych przez koncerny Facebook, Twitter czy z innych rozmaitych miejsc, to jest dokładnie to samo – wskazuje prawicowy publicysta.

Wskazuje, że legendarna już misja mediów to określenie z innej epoki.

– Dzisiaj wszystko zupełnie inaczej wygląda. Ludzie jeszcze o tym nie wiedzą. Im się wciąż wydaje, że media, w służbie demokracji, pełnią rolę misji. Z jednej strony służą demokracji, ale z drugiej wchodzą w rolę cenzorską i to one sobie decydują, kto może występować. Pod pretekstem oceny zachowania danego polityka – mówi Ziemkiewicz i dodaje, że jak zwykle w takich sytuacjach, chodzi o mityczną mowę nienawiści.

Mowa nienawiści w debacie publicznej

Trump zapewne używał mowy nienawiści, ponieważ ostro się wypowiadał o swoich przeciwnikach, ale czy przeciwnicy wypowiadali się o Trumpie mniej ostro? Guzik prawda. Wypowiadali się jeszcze ostrzej, ale jakby kto pytał, to nie była mowa nienawiści, tylko mowa słuszna – zauważa Ziemkiewicz.

Czy Braun obraził ministra Niedzielskiego nazywając go psychopatą? No, zapewne go obraził. Jak minister czuje się obrażony, to niech się procesuje. Ale nie w tym sprawa. Powstaje pytanie, jakiego języka używają inni uczestnicy debaty publicznej? Przykro mi to mówić, ale Andrzej Stankiewicz (dziennikarz prowadzący debatę – red.) wystąpił w roli, która chwały mu nie przynosi. W roli jakiegoś strupla, za którym stoi dyrektor radia ZET. Stankiewicz jest wicenaczelnym portalu Onet. Czy jako wicenaczelny zapobiegł publikowaniu tam obrzydliwości w stylu „wyp****j? No nie – mówi Ziemkiewicz i przytacza kilka innych przykładów z debaty publicznej, w której używano bardzo ostrego, by nie powiedzieć skandalicznego języka.

[TYLKO U NAS] Sztab Grzegorza Brauna komentuje wyrzucenie z debaty: „Orwell w czystej postaci. Trzeba zatrzymać szaleństwo politpoprawności”

W związku z tym, gdy oburzenie spada na Grzegorza Brauna to trudno nie mieć wrażenia, że mamy do czynienia z oszustwem. Z jednej strony mamy debatę publiczną, która w całości jest oparta na nienawiści, furii. I nagle okazuje się, że jest wąziutki obszar cnoty, przyzwoitości, z tym że tej przyzwoitości wymaga się tylko od tych, którzy reprezentują opcję polityczną niemiłą establishmentowi – mówi Ziemiewicz.

Spełniono marzenie Adama Michnika – marzenie, by redaktor miał moc usuwania z życia publicznego i debaty osób, które w swym subiektywnym przeświadczeniu uważa za nieprzyzwoite i niegodne. Dziś nazywa się co „cancel culture” i jest praktykowane na Zachodzie szeroko, tylko z jedną zmianą – nie ma tej mocy żaden moralista-intelektualista, tylko ci, którzy trzymają kasę. Miała do nas z Zachodu płynąć demokracja i wolność – płynie, wręcz przeciwnie, „cancel culture” – podsumowuje Ziemkiewicz.

 

REKLAMA