Autor „zamachu” na Macrona stanął dzisiaj przed sądem. Dostał półtora roku więzienia

Emmanuel Macron. Foto: PAP
Emmanuel Macron. Foto: PAP
Wokół spoliczkowania prezydenta Francji zrobił się spory hałas. Media przede wszystkim ustalają kim jest „zamachowiec”. Damien Tarel jest bezrobotny i ma być związany z ruchem „żółtych kamizelek”. W mieszkaniu zatrzymanego razem z nim kolegi podobno znaleziono broń i egzemplarz kopii „Mein Kampf” Hitlera oraz flagę… rosyjskich bolszewików. Tarel z kolei interesuje się sztukami walki (kendo) i… średniowieczem (rekonstruktor).

28-letni Damien Tarel we wtorek 8 czerwca spoliczkował Emmanuela Macrona podczas jego wizyty w Tain-l’Hermitage (departament Drôme). Podczas przesłuchania podobno nie potrafił lub nie chciał wyjaśnić swoich motywacji.

Media pisały, że przed wymierzeniem policzka Macronowi miał krzyczeć „precz z macronią!”, ale też wydać z siebie bojowe zawołanie cesarza Karola Wielkiego „Montojoie Saint Denis”. Teraz jednak pisze się, że to człowiek „nie koniecznie sympatyzujący z ruchem ultraprawicowym”. Początkowo sugerowano jego powiązania z „faszosferą”, bo przecież bycie rekonstruktorem historycznym już samo w sobie jest podejrzane (w Polsce przybyli a Niemiec „antyfaszyści” pobili przecież właśnie rekonstruktorów).

Mężczyzna, który spoliczkował Emmanuela Macrona, zostanie osądzony już w czwartek 10 czerwca po południu. Wyjaśnia, że działał „bez zastanowienia”, aby „wyrazić swoje niezadowolenie”, stwierdza prokurator. Groziło mu do 45 tys. euro grzywny i do 3 lat więzienia. Dostał 1,5 roku, z czego 14 miesięcy w zawieszeniu. Druga osoba wciąż przebywająca w areszcie, czyli Arthur C., zostanie wezwany do sądu później, prawdopodobnie dopiero w drugiej połowie 2022 roku, za „nielegalnie posiadaną broń”.

Sprawa wywołała jednak wiele pytań pod adresem ochrony prezydenta. Na jaw wyszła tu walka o wpływy różnych służb. Tutejszy BOR, czyli Grupa Bezpieczeństwa prezydenta (GSPR) początkowo składała się z żandarmów z GIGN, później doszli funkcjonariusze policji przeszkoleni w służbie ochrony (SDLP). W 2007 roku, Nicolas Sarkozy otoczył się własną strażą składającą się z „super-gliniarzy”. Wraz z wejściem do Pałacu Elizejskiego socjalisty François Hollande’a w 2012 roku, GSPR po raz pierwszy był kierowany przez kobietę, komisarz Sophie Hatt.

Jego następca Emmanuel Macron powierzył nadzór cywilowi Alexandrowi Benalli. Ten „człowiek znikąd” i maniak bawiący się w policjanta, został oskarżony o brutalność wobec demonstrantów 1 maja 2018 r. Udawał wtedy policjanta i bił ludzi. Po tym skandalu służby ochrony zreformowano po raz kolejny.

To nie pierwszy raz

Takie niemiłe „przygody” już się politykom Francji zdarzały. W lutym 2012 roku kandydat na prezydenta François Hollande został obsypany mąką. Jego poprzednik, Nicolas Sarkozy, został w 2011 roku w Lot-et-Garonne poszarpany i złapany za kołnierz kurtki. W 2002 roku opluto Jacques Chiraca. W 2002 roku w Paryżu urzędujący premier Lionel Jospin został spryskany keczupem. W 2017 roku były premier Manuel Valls też został spoliczkowany.

Wyroki sądów są różne. Trybunał w Paryżu ukarał np. przybyłych z Polski „jajecznych” zamachowców na Kwaśniewskiego pod stołecznym teatrem na kary w zawieszeniu. Autor ataku na Nicolasa Sarkozy’ego został skazany na sześć miesięcy więzienia, i dodatkowe trzy lata w zawieszeniu. 18-atek, który spoliczkował Manuela Vallsa, wówczas kandydata na prezydenta, w Lamballe (Côtes-d’Armor) został skazany na trzy miesiące więzienia w zawieszeniu.

Prezydent Francji pobity. Emmanuel Macron dostał od wyborcy z liścia [VIDEO]

1 KOMENTARZ

Comments are closed.