Górski Karabach, kraj zapomniany po wojnie z Azerami

Wojska azerskie w Karabachu Fot. screen VA

TVP serwowała ostatnio kilka pozytywnych relacji z „zasiedlania” Górskiego Karabachu przez Azerów. Chodzi o terytoria zajęte przez wojska Azerbejdżanu. Losem Ormian jednak się nie przejęli. Kibicowanie polskiej TV muzułmanom kosztem chrześcijan-Ormian mógłby zapewne wyjaśnić tylko prezes… Jacek Kurski.

Nawet „laicka” Francja w tym sporze obdarza sympatią Armenię. Dziennik „Le Figaro” zamieszcza reportaż, odwrotnie, niż TVP, z resztek Górskiego Karabachu, w których Ormianie się jeszcze ostali. Terytorium otoczone ziemiami podbitymi przez Azerbejdżan podczas „44-dniowej wojny” jesienią 2020 roku to Republika Arcach. Obecnie liczy mniej, niż 3000 kilometrów kwadratowych.

Ten kraj Ormian usiłuje się odbudować, chociaż wisi nad nim ciągle groźba nowego ataku Azerów. Jest połączony z Armenią korytarzem, który nie jest do końca kontrolowany przez Ormian. Tymczasowa sytuacja opiera się na obecności Rosjan.

Dla miejscowych to ciąg dalszy rozpoczętego przez Turków w XX wieku ludobójstwa. Azerskie drony były w tym kraju wyprodukowane. Stamtąd pochodzili też doradcy armii, a do tego Azerów wspierali wysłani przez Ankarę dżihadyści syryjscy. Dziennikarze „lE Figaro” piszą o „ponurym pesymizmie” mieszkańców. Młodzi planują emigrację.

Z Shushi uciekło prawie 100 000 ze 150 000 mieszkańców. Duża część z nich pozostała już w sąsiedniej Republice Armenii. Krajobraz po bitwie to m.in. zniszczone kościoły (reporter TVP wolał pokazywać budowany… meczet). W Szuszi rozebrano np. kopułę katedry. Na ziemiach, z których Azerowie przegonili Ormian Azerowie mieli dokonywać zniszczeń chrześcijańskiego dziedzictwa. Nawet średniowiecznych zabytków sakralnych.

Tereny są zasiedlane przez islamskich osadników. Drogi remontuje się płytami z… grobów ormiańskich cmentarzy – opisuje sytuację francuski dziennik. Na drogach, które wiją się przez góry wzdłuż granicy, która rzadko jest formalnie wyznaczona, bywa, że ormiańskie samochody są ostrzeliwane. Ginie też bydło, które czasami przekroczy nieformalne granice.

Miejscowi rolnicy skarżą się, że odbierają telefony z pogróżkami po… turecku. Tureckie drony obserwacyjne latają też bezkarnie po ormiańskim niebie. Problemem jest nawet woda. Źródła lokalnych rzek są obecnie za granicą, a rzeczki dziwnie wysychają. Ormianie sugerują, że woda może być też zatruwana.

Strategią Azerów ma być zniechęcanie Ormian do życia na tych terenach i popychanie ich do emigracji. Czym mniej mieszkańców, tym mniejsza presja międzynarodowa na angażowanie się w ich obronę. Ma to być taktyką prezydenta Alijewa.

Status quo gwarantują na razie Rosjanie. Oni najbardziej wygrali na tej wojnie. Weszli na Zakaukazie, stworzyli tu swoje bazy. Oficjalnie przebywa tu 1960 żołnierzy rosyjskich, francuska gazeta twierdzi, że liczbę taką należy raczej podwoić. „Moskwa marzyła o odzyskaniu przyczółka w tym rejonie południowego Kaukazu, z którego była stopniowo wypierana” – pisze „Le Figaro”.

Ostatnia „44-dniowa wojna” mało interesowała USA, czy UE. Świat był zajęty covidem, wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych i Brexitem. Brak tu ropy, gazu, rzadkich metali, a nawet dostępu do morza. Rosjanie wykorzystali sytuację. Nowe lotnisko cywilne w Stepanakercie, które od lat czekało na uruchomienie, stało się bazą dla armii rosyjskiej. Jego pas startowy został wydłużony dla potrzeb wojska.

„Karabach stanie się w końcu rosyjską enklawą” – mówiła dziennikarzom francuskim zirytowana Izabella Abgharian, profesor uniwersytetu i radna miasta Erewań. Dla niej nie ma wątpliwości, że władze Armenii nie zamierzają naprawdę bronić enklawy. Zresztą Moskwa oferuje Ormianom z Arcachu paszport z dwugłowym orłem… Przebywający tutaj wojskowi mają zapraszać na miejsce na stałe swoje rodziny.

Życie w Karabachu zostało jednak wznowione. Od 301 roku, kiedy Armenia przyjęła chrześcijaństwo (jako pierwsze państwo na świecie), jej mieszkańcy nauczyli się odbudowywać po katastrofach. Tak było po inwazji bizantyjskiej, perskiej, mongolskiej, arabskiej, tureckiej, rosyjskiej, bolszewickiej, po ludobójstwo w 1915 roku.

Enklawę wspiera niezbyt bogata Armenia. Ważna jest tu pomoc diaspory ormiańskiej na świecie.

Z pomocą przychodzą np. władze lokalne szeregu miast i regionów Francji, gdzie mieszka 600 tys. obywateli ormiańskiego pochodzenia. Pomoc śle francuski Czerwony Krzyż, Fundacja Charlesa Aznavora (też Ormianin), czy organizacja SOS Chrześcijanie Wschodu (SOS Chrétiens d´Orient).

W Górskim Karabachu są wolontariusze z Francji. Pomagają odbudowywać zniszczone domy, kościoły, drogi. Trwają prace melioracyjne, buduje się nowe winnice, fermy królików i drobiu.

Sytuacja jest jednak niepewna. Zagrożenie turecko-azerskie trwa. Mieszkańcy mówią o wypadach takich sił na Syunik, Gegharkunik i na obrzeża Nachiczewania.

Źródło: Le Figaro

3 KOMENTARZE

  1. Było nie odłączać się od Rosji… TYLKO Rosja chroniła chrześcijan na Kaukazie i prawosławnych na Bałkanach! Zobaczcie ile chrześcijan zniknęło na Bliskim Wschodzie po amerykańskiej napaści na Irak, Syrię i Libię! :-))))))))))))

  2. Rosja palcem nie kiwnęła, aby pomóc Ormianom. Po zniszczeniu Armenii i Gruzji muzułmanie razem z Chinami zniszczą Rosję. Władimir Putin długofalowo prowadzi politykę samobójczą. Rosja powoli, ale systematycznie traci na znaczeniu. Turcja i muzułmanie oraz Chiny powoli rosną w siłę.

  3. Mało kto zdaję sobie sprawę, ale gdyby Polska przegrała w 1920 roku z bolszewikami miała by podobny problem jak ma teraz Armenia i Górski Karabach. Ormianom niestety nie udało się w 1921 przegrali z bolszewikami stali się częścią ZSRR a tam podział ziem był dla nich skrajnie niekorzystny. Minęło 100 lat a skutki tej przegranej są widoczne do dzisiaj. Bardzo, żal mi Ormian bo są w skrajnie trudnej sytuacji. Wszyscy odwrócili się od nich i tylko Rosja im została

Comments are closed.