Zmiany klimatu a pieniądze.
Zdj. ilustracyjne. (Fot. Unsplash/Ahmet Sali)
REKLAMA
Ostatni szczyt klimatyczny COP26 w Glasgow przybliża w sposób niebezpieczny stworzenie globalnego systemu spekulacji na uprawnieniach do emisji CO2.

Organizowane cykliczne spotkania światowych przywódców zapowiadane są od dłuższego czasu jako „szczyty ostatniej szansy”. Bijący na alarm młodociani działacze klimatyczni, lobbyści, politycy i celebryci przekonywali więc i tym razem, że gdyby nie udało się wypracować odpowiedniego porozumienia, całą planetę czeka niechybnie katastrofa.

Jak nietrudno się domyślić roztaczanie apokaliptycznych wizji miało przede wszystkim służyć podbijaniu stawki w trwających dwa tygodnie negocjacjach. W trakcie trwania szczytu okazało się bowiem, że najnowsze prognozy opracowane przez „bezstronnych naukowców” mówią już nie tyle o tym, że średnia globalna temperatura podniesie się do końca wieku o 2,7 st.C, lecz tylko o 1,8-2,4. Delegatom z państw z całego świata dano więc do zrozumienia, że jeśli tylko pójdą na duży kompromis, to i globalne ocieplenie okaże się bardziej łaskawe.

REKLAMA

Wola bogatych

Kto tak naprawdę nadaje ton negocjacjom i rozdaje karty w biznesie zrównoważonego rozwoju? Odpowiedzi należy szukać w zorganizowanym tuż przed konferencją COP26 szczytem państw grup G-20, który odbył się w Rzymie. To najbogatsze państwa ustaliły między sobą główne punkty programu, który później został przedstawiony do akceptacji całej reszcie świata. To właśnie państwom rozwiniętym zależy najbardziej na wdrażaniu agendy zrównoważonego rozwoju, gdyż obawiają się konkurencji w postaci krajów rozwijających się, korzystających z tanich paliw kopalnych. Dla wchodzących w etap demograficznego upadku państw zachodnich prawdziwym problemem nie jest wcale globalne ocieplenie, lecz młode i dynamicznie rozwijające się kraje, które trzeba powstrzymać zanim zanadto urosną.

Film dokumentalny o dramatycznych wydarzeniach w Jedwabnem

Polski rząd wybiega jednak ku zrównoważonemu rozwojowi w podskokach, ciesząc się najwidoczniej, że będzie mógł solidarnie wraz z innymi krajami aspirującymi do bogactwa zabić swój wzrost gospodarczy. Na szczycie w Glasgow polska delegacja nie tylko podtrzymała deklarację o całkowitym odejściu od węgla do 2049 roku, ale także podpisała na nasz kraj wyrok w postaci akceptacji dla planów wycofania możliwości rejestracji aut z silnikami spalinowymi do 2035 roku (zgodnie z wolą Unii Europejskiej i jej programem Fit for 55).

Religijno-lewacka otoczka

Traktowana jako bezdyskusyjny dogmat teza o antropogenicznym globalnym ociepleniu jest od lat ukazywana jako ściśle naukowa i nie podlegająca przez to żadnej krytyce ze strony laików. Szczyt w Glasgow miał jednak bardzo ideologiczny, czy wręcz momentami religijny charakter. Jeszcze we wrześniu z Zielonej Góry wyruszyła do Szkocji „ekumeniczna pielgrzymka sprawiedliwości klimatycznej”, w której oprócz pogubionych polskich katolików wzięli udział protestanci z Niemiec i innych krajów. Gdy zaś pod koniec szczytu trwały wciąż trudne negocjacje, ze specjalnym apelem o wypracowanie porozumienia zwrócił się do uczestników nieoceniony papież Franciszek.

Wśród imprez towarzyszących szczytowi można zaś było wziąć udział w pasjonujących dyskusjach, wykładach i panelach. Jeden z nich zatytułowany był „Rola równości płci w dekarbonizacji transportu”, natomiast inny przygotowany we współpracy z grupą muzułmanów poświęcony był „gender-inkluzywną adaptacją na rzecz sprawiedliwości klimatycznej” w kontekście wiary. Czysta nauka, zero ideologii.

Odrzutowcem na ratunek ziemi

Zgodnie z tradycją klimatyczna konferencja wspięła się na prawdziwe wyżyny hipokryzji. Jak zauważyły brytyjskie media, na lotnisku w Glasgow wylądowało ok. 400 odrzutowców, które do niskoemisyjnych nie należą. Dodatkowo choć w całej Szkocji obowiązuje obecnie wymóg posiadania paszportów szczepionkowych przy wejściu na imprezy masowe, od uczestników nie były one wymagane. W mediach anglojęzycznych zwrócono także uwagę, że część z polityków i lobbystów wieszczących Ziemi katastrofę związaną z podniesieniem się poziomu wody w morzach nabyła w ostatnim czasie nadmorskie posiadłości.

Wszystko to nie przeszkadzało uczestnikom szczytu brać udziału w politycznym teatrzyku, którego momentem kulminacyjnym były łzy prezydenta COP26 Aloka Sharmy. Podsumowując, ostatniego dnia ustalenia konferencji przepraszał za to, że nie udało się osiągnąć tak wiele jak pierwotnie zakładano. Histeryczny i emocjonalny nastrój udziela się już jak widać nie tylko młodocianym aktywistom klimatycznym, ale także politykom wysokiego szczebla.

W łzach tych było jednak wiele fałszu, ponieważ tak naprawdę konferencja w Glasgow zakończyła się znacznym sukcesem, o czym świadczy chociażby fakt, że w jej następstwie ceny uprawnień do emisji CO2 wzrosły jeszcze bardziej. Co prawda Chiny i Indie wywalczyły zapis, że odchodzenie od węgla będzie się dokonywało stopniowo, bez wskazania konkretnej daty całkowitej z niego rezygnacji, lecz największą zdobyczą globalistycznej konferencji było wywalczenie powszechnej zgody dla globalnego systemu handlu pozwoleniami na emisję CO2.

Miliardy dla zuchwałych

Zielona polityka i idea zrównoważonego rozwoju mogą się przedstawiać dla wielu jako wyraz realnej troski wielkich tego świata o los środowiska naturalnego. W istocie jest to jednak bardzo dochodowy biznes, którego najbardziej atrakcyjną częścią jest bez wątpienia „rynek” handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla. Europejski eksperyment w postaci systemu ETS okazuje się nad wyraz dochodowy i przyciąga coraz większą liczbę inwestorów z całego świata, dlatego postanowiono poszerzyć go w perspektywie globalnej. W Glasgow uchwalono, że obrót certyfikatami będzie mógł być prowadzony nawet między krajami położonymi na różnych kontynentach. Oznacza to, że wielkie podmioty finansowe uzyskają jeszcze większą przestrzeń do manipulacji i manewrowania cenami tak, aby zmaksymalizować swoje dochody kosztem zwykłych ludzi.

Na konferencji COP26 popłynęły z pewnością nie tylko sztuczne łzy Aloka Sharmy, ale także prawdziwe łzy szczęścia inwestorów z całego świata, którzy być może wciąż nie dowierzają temu, jak łatwo można zarabiać miliardy dzięki manipulacji na ogromną skalę. Tak wielkiego systemu wyłudzania publicznych i prywatnych pieniędzy nie zdołano opracować jeszcze nigdy w historii. Naiwne społeczeństwo nie rozumie jeszcze być może w pełni tego, co się właśnie dokonało, ale wprowadzenie systemu handlu zielonymi certyfikatami może nie skończyć się już nigdy, bo jeśli zdołano przekonać ludzkość, iż należy przeciwdziałać przy pomocy środków politycznych globalnemu ociepleniu, to gdy tylko temperatury zaczną spadać, globaliści narzucą nowe zasady handlu, tym razem w imię walki z globalnym ochłodzeniem.

Jakub Woziński


REKLAMA