Bazylika Notre-Dame de Nice. Foto: wikimedia
Bazylika Notre-Dame de Nice. Foto: wikimedia
Na łamach gazety „The Telegraph” pojawiły się niepokojące wieści dotyczące odbudowy katedry Notre Dame. Architekci, którzy konsultowali plany odbudowy zniszczonej przez pożar w 2019 roku świątyni, krytykują niektóre pomysły dotyczące odbudowy.

„To tak, jakby Disneyland wszedł do Notre Dame” – mówi np. Maurice Culot, belgijski architekt pracujący w Paryżu i cytowany przez brytyjski dziennik. „To, co proponują […] nigdy nie byłoby możliwe w opactwie Westminsterskim czy Bazylice św. Piotra w Rzymie. To rodzaj parku rozrywki, bardzo dziecinny i trywialny, biorąc pod uwagę znaczenie miejsca” – ocenia Culot.

Kilku architektów, którzy mieli dostęp do planów renowacji, opisało dziwne pomysły odbudowy. Chcą one zmienić katolicką świątynię w jakieś dziwne muzeum, z „trasą odkryć przez różne kaplice kultur Afryki i Azji”. Ponadto na ścianach mają być wyświetlane teksty w różnych językach, w tym nawet w mandaryńskim. Dodatkowo jedna z bocznych kaplic ma być poświęcona… środowisku. Architekci twierdzą, że plany odbudowy i nowego zagospodarowania chcą odesłać do lamusa konfesjonały, tradycyjne ołtarze, a także rzeźby klasyczne. Mają być zastąpione „modnymi” muralami, które będą dodatkowo uzupełnione o efekty dźwiękowe i świetlne, aby tworzyć „przestrzeń emocjonalną”.

Pomysłodawcy chcą, by „ten francuski symbol był łatwo zrozumiały dla wszystkich turystów, niezależnie od tego, czy pochodzą z Chin, czy ze Szwecji – donosi „Telegraph”. Krytycy tych rewelacji uważają, że poniża to rolę katedry i zamienia 850-letnią świątynię w „politycznie poprawny Disneyland”. „The Telegraph”, powołując się na „źródło bliskie” komitetowi odbudowy, twierdzi, że plany doprowadzą do przekształcenia Notre Dame w „eksperymentalną liturgiczną salę wystawienniczą”, która „okaleczy” katedrę – i to za przyzwoleniem paryskiego Kościoła.

Michalkiewicz. The Movie

„Czy możesz sobie wyobrazić, że administracja Stolicy Apostolskiej pozwoliłaby na coś podobnego w Kaplicy Sykstyńskiej?” – irytują się architekci. Ich zdaniem, nawet najmniejsze zmiany powinny być tu traktowane z największą ostrożnością. Chociaż dach i iglica zostaną przywrócone do poprzedniego stanu, drastyczne zmiany, o których mowa, dotyczą też obszarów katedry, które są w dużej mierze nienaruszone. Przypomniano, że Emmanuel Macron postawił sobie za cel ponowne otwarcie obiektu dla wiernych i zwiedzających w 2024 roku, kiedy to Paryż będzie gospodarzem Igrzysk Olimpijskich. Od początku jednak podejrzewano, że będzie chciał w katedrze odcisnąć swój „ślad”.

Kontrowersje już wcześniej wzbudził np. pomysł szatni i toalet dla turystów. Jeden z internautów przypomniał nawet słowa prezydenta Macrona: „uczynimy katedrę jeszcze piękniejszą”, ale wyraził obawy o gust estetyczny polityka… Katedra jest własnością państwa użytkowaną przez Kościół. W teorii to głos Kościoła powinien być jednak decydujący. Problem w tym, że jest on marginalizowany…

Ekologizm to stan umysłu

Zielony ratusz w Strasburgu zakazał podawania na swoich przyjęciach pasztetów z gęsich wątróbek. Danie nazywane pasztetem strasburskim albo foie gras jest tradycyjnym, świątecznym przysmakiem kuchni francuskiej. Nie trzeba dodawać, że merostwo w Strasburgu opanowane jest przez partię Zielonych. Mer Jeanne Barseghian z partii Europa-Ekologia-Zieloni (EELV) otrzymała z okazji zakazu gratulacje od kontrowersyjnego stowarzyszenia Ludzie na rzecz Etycznego Traktowania Zwierząt (PETA). Ta demonstracja ideologiczna miała miejsce 25 listopada z okazji… 9. Światowego Dnia Przeciwko Foie Gras.

Pasztet z gęsich wątróbek ma od dawna złą prasę, ale metody tuczenia gęsi dla odtłuszczenia jej wątroby zostały już dawno złagodzone. O ile takie zakazy sprzedaży w kilku „postępowych” stanach USA już nie dziwiły, to w samej Francji, kolebce tego przysmaku, związanego m.in. z Sylwestrem i czasem Bożego Narodzenia, to już niemal zamach na kulinarne tradycje kraju. Stowarzyszenie PETA, które miało wpływ na decyzję miasta Strasburga, nie tylko pogratulowało Jeanne Barseghian, ale i przesłało jej „delikatesowy” kosz wypełniony produktami roślinnymi.

Za to lokalni producenci tego przysmaku nie kryją irytacji. „To raczej smutne, bo niszczy wizerunek alzackiego foie gras, produktu znanego w całej Francji” – komentował decyzję merostwa Nicolas Lechner, farmer z alzackiego Pfettisheim i prezes stowarzyszenia zrzeszającego producentów alzackiego foie gras. Stanowczo zaprzeczył oskarżeniom Pety o „okrucieństwie” wobec gęsi i o przymusowe ich karmienie. „Hodujemy 110 tys. gęsi i kaczek i stawiamy na jakość. Nigdy nie używaliśmy klatek do przymusowego karmienia” – wyjaśnił rolnik.

Vincent Heuss, który prowadzi firmę „Georges Bruck” i ma sklep z foie gras w samym sercu Strasburga, dodaje, że „aktywiści PETA to ekstremiści, z którymi trudno się porozumieć”. Wyjaśnił dodatkowo, że gęsi należą do gatunku ptaków wędrownych i w sposób naturalny w tym okresie przybierają na wadze. Jego zdaniem, decyzja miasta jest tym bardziej szkodliwa, że „uderza w specjalność francuskiej gastronomii zakwalifikowanej jako niematerialne dziedzictwo kulturowe ludzkości” i „symbol Strasburga i Alzacji od XIX wieku”.

Kary za palenie na ulicy w pobliżu szkoły

Ekscesy Zielonych na tym się nie kończą. Politycy tej samej partii rządzą też w Bordeaux. Mer zlikwidował np. już rok temu miejską choinkę na placu przed ratuszem, bo nie podobał mu się „symbol martwego drzewa”. Teraz doprowadził do tego, że i palacze muszą zachowywać czujność i mieć oczy coraz szerzej otwarte. Wprowadził zakaz palenia już nie tylko w pobliżu np. przystanków, ale także na ulicy, przed szkołami.

Złapany koło szkoły palacz papierosów wkrótce zostanie ukarany mandatem w wysokości jedenastu euro, a to niemal równowartość jednej paczki. Mer miasta, Pierre Hurmic z Partii EELV, ogłosił taki dekret 18 listopada i zorganizował konferencję przed szkołą podstawową Saint-Bruno. Dekret gminy przewiduje powstanie „przestrzeni wolnych od tytoniu wokół przedszkoli i szkół podstawowych”. Przepis ustanawia zakaz palenia w promieniu pięćdziesięciu metrów od rzeczonych placówek.

Zakaz obowiązuje od godziny 7:00 do godziny 19:00. Dotknie to najmocniej palących rodziców, którzy odbierają we Francji, obowiązkowo osobiście, dzieci ze szkół. Przechlapane mają też palący nauczyciele, którzy muszą się oddalić na większą odległość. Palących przechodniów mają ostrzegać o zbliżaniu się do strefy bezdymnej tablice. To kolejny „eksperyment” Zielonych. Mer Hurmic zakazał już na kilku ulicach szkolnych ruchu samochodów, motocykli i skuterów. Dodał, że „celem jest rozszerzenie takich obostrzeń na wszystkie 113 szkół miejskich”, a następnie na ulice „wokół żłobków i ośrodki opieki nad dziećmi”.

Nowe obostrzenia pandemiczne

Od 15 stycznia „paszporty” bez trzeciej dawki stracą we Francji ważność. W przypadku osób powyżej 65 lat przepustki stracą ważność już od 15 grudnia. Minister zdrowia, Olivier Véran, poinformował o tym 25 listopada! Ogłoszono także, że ważność negatywnych testów na COVID, obowiązkowych do korzystania z normalnego życia, jeśli jest się niezaszczepionym, została ograniczona z 72 do 24 godzin. Dodatkowo testy są już od kilku tygodni odpłatne, więc oznacza to już niemal pełną segregację. Rząd poczyna sobie coraz śmielej, bo fala protestów wygasa, a „trzecią dawkę dla wszystkich” aprobuje już 67% Francuzów.

Francuska ulica, która zaczynała od dużego sprzeciwu przeciw lockdownom i segregacji szczepionkowej obecnie, akceptuje już w większości każdy pomysł „walki z pandemią”. 40 proc. respondentów jest np. za kolejnym lockodownem, a tylko 33 proc. takiemu pomysłowi się sprzeciwia. 67 proc. jest za szczepieniem trzecią dawką wszystkich. Jedynie w grupie wiekowej 18-24 lata 55 proc. osób jest przeciwnych takiemu pomysłowi. Za to osoby w wieku 65 lat i starsze popierają pomysł – i to w znacznej większości (78 proc.).

We Francji za „trzecią dawką” są częściej wyborcy lewicy (77 proc.) niż elektorat centroprawicy (64 proc.). Na szeroko rozumianej prawicy akceptują taki pomysł w 56 proc. Elektorat skrajnej lewicy (La France Insoumise) jest za w 61 proc. Najbardziej przychylnie nastawieni do zastosowania takiego środka byli ankietowani, którzy określali się jako „bliscy” partii rządzącej, czyli La République en Marche (89% za). Badanie zostało przeprowadzone dla CNews.

Naklejki „dumy”

Z udziałem międzyresortowej organizacji DILCRAH odbyła się we Francji prezentacja naklejek „Gray Pride Bienvenue” z okazji pięciolecia działalności stowarzyszenia partnerskiego „Vieillir LGBT”, zajmującego się „seniorami LGBT” i walczącego z „LGBT-ofobią”.

DILCRAH to skrót nazwy „Międzyresortowa Delegacja do Walki z Rasizmem, Antysemityzmem i Nienawiścią do osób LGBT”. Delegacja powstała pod koniec 2014 roku i podlega bezpośrednio premierowi rządu Francji. W rzeczywistości zajmuje się promocją i propagandą ideologii LGBT. Okazji nie brakuje. Np. 20 listopada obchodzili… Dzień Pamięci Transpłciowców. Inny przykład to wybory „osobowości roku”. W 2021 został nim Bilal Hasani, transwiazdeczka piosenkarstwa. To „trzy w jednym”, bo to osoba, która który łączy w sobie niebinarność, arabskie pochodzenie i jakieś tam zdolności wokalne (prezentował Francję na konkursie Eurowizji). Z tej okazji przedstawiano go na plakatach w… aureoli świętego. Środowisko LGBT lubuje się w szarganiu symboliki katolickiej. Rzekomo „uciskana mniejszość” dość szybko przechodzi z fazy biadolenia nad rzekomą dyskryminacją do narzucania niemal obowiązku afirmacji rozmaitych zboczeń.

Za lobby stoi cała masa działań wspieranych przez państwo i budżetowe pieniądze. DILCRAH za pośrednictwem prefektów wspiera np. lokalne projekty „za braterstwo, przeciwko rasizmowi i antysemityzmowi, przeciwko nienawiści do LGBT+”. Regiony przyznają na tego typu akcje wcale nie tak małe pieniądze. Rząd przekazał z budżetu sumę 2,3 mln euro tylko na działania lokalne, które mają wspierać „edukację, prewencję, szkolenia i pomoc ofiarom, a także działania związane z komunikacją i organizacją wydarzeń związanych ze zwalczaniem rasizmu i antysemityzmu, a także walką przeciw nienawiści do LGBT+”.

Wracając jednak do naklejek „Gray Pride Bienvenue”, to mają one oznaczyć miejsca „przyjazne seniorom LGBT”. Inicjatywę podniosło jeszcze w 2018 roku merostwo Paryża, które przyznaje takie oznaczenia np. domom opieki EPHAD. Dzięki wsparciu m.in. DILCRAH inicjatywa rozleje się na całą Francję.

Płeć znika z dowodu osobistego w Belgii

Przy tej tematyce warto też zajrzeć do sąsiedniej Belgii. Jej przykład pokazuje, że jak nie można wprowadzić do dokumentów wszystkich literek ze skrótu LGBTQ+, to „postępowcy” wolą iść drogą Kononowicza i lepiej, żeby „nic nie było”. Dlatego postanowili zupełnie zlikwidować rubrykę „płeć” w dokumentach. Ofiarą tych genderopoprawnych poprawek padają w Belgii jako pierwsze dowody osobiste.

Za pomocą takiej „brzytwy” belgijski rząd zamierza umożliwić rejestrowanie się w urzędzie osób „niebinarnych”, aby te nie poczuły się urażone. Dlatego terminy „kobieta” i „mężczyzna” już niedługo znikną z belgijskich dowodów osobistych. Informację podało publiczne RTBF. Jessika Soors, rzecznik Sary Schlitz, sekretarza stanu ds. równości płci, równych szans i różnorodności, dodała, że rząd chce przeprowadzić takie zmiany jak najszybciej. Właściwie zgoda już zapadła, a do pokonania są tylko aspekty techniczne, by zmiany w dowodach osobistych stały się faktem. MSW musi np. zbadać, czy brak identyfikacji płci w dowodzie nie będzie miał wpływu na inne czynności administracyjne, czy nawet zagraniczne podróże.

Dyskusja o likwidacji wymieniania płci w dokumentach tożsamości rozpoczęła się w Belgii jeszcze w 2019 roku. Głos zabierał w tej sprawie nawet tamtejszy Trybunał Konstytucyjny. Rząd federalny od początku proponował znalezienie alternatywy dla osób nieidentyfikujących się z terminami „kobieta” lub „mężczyzna”. Padła tu nawet propozycja umieszczania dla takich osób znaku „X”, ale szybko się z niej wycofano. „X” w rubryce „płeć” ujawniałoby niebinarnych i mogłoby ich także przecież „wiktymizować”. W końcu pojęcie „płci” po prostu wyrzucono jako zbyt „binarne”.

Zdaje się, że oni z tej drogi absurdów chyba nigdy nie zejdą, a biorąc pod uwagę ponad 2 tys. lat kształtowania się naszej cywilizacji, „roboty” im nie zabraknie…

Bogdan Dobosz