Artur Dziambor/Fot. screen YouTube/RMF24
Artur Dziambor/Fot. screen YouTube/RMF24
Gościem Roberta Mazurka w RMF24 był poseł Konfederacji Artur Dziambor. Rozmowa dotyczyła m.in. tzw. ustawy Hoca, prowadzącej de facto do segregacji sanitarnej Polaków. W ostatnich dniach projekt był procedowany na posiedzeniu sejmowej Komisji Zdrowia.

– Nie poprzemy (tzw. ustawy Hoca – przyp. red.). Jesteśmy od samego początku przeciwnikami tej ustawy i dosyć mocno walczymy o to, żeby ta ustawa nie pojawiła się w ogóle w Sejmie, żeby po prostu została zatopiona gdzieś tam po drodze – oświadczył Artur Dziambor.

Na to Mazurek odparł, że ustawę Hoca „topi sam PiS”, ponieważ „przewalczył to na posiedzeniu komisji sejmowej, żeby ona mogła być głosowana, ale jednocześnie nie chce jej głosować”.

– To jest bardzo ciekawe, ponieważ jeżeli chodzi o „topi”, to przewodniczący Komisji Zdrowia ma pewne możliwości przesuwania czasu, kiedy się odbywa procedura dotycząca danej ustawy. Ta ustawa przeszła bardzo szybko, wręcz błyskawicznie, przez Komisję Zdrowia – odparł Dziambor. Jak dodał, projekt przeszedł przez komisję „w dosyć ciekawej atmosferze”.

Michalkiewicz. The Movie

Pytany, czy Konfederacja próbowała to uniemożliwić „swoją obstrukcją”, Artur Dziambor wskazał, że posłowie złożyli swoje poprawki, byli obecni na posiedzeniu komisji, więc mieli do tego prawo.

Padło też pytanie o poprawkę, która nie przeszła, dotyczącą obowiązkowej szprycy dla posłów i senatorów. – Wniosek chyba Polski 2050. On przepadł remisem – mówił Dziambor. Głosy rozkładały się bowiem 16 za do 16 przeciw oraz 1 głos wstrzymujący się.

– Przy czym ciekawe było to, że członkowie prezydium komisji, jak to było procedowane, to sobie wysyłali takie sygnały w stylu: nie no, przestań/dajcie spokój, co tam. Tak, że chcą wprowadzić ustawę, która de facto będzie zmuszała wszystkich pracowników i pracodawców do tego, żeby się nawzajem jakoś tutaj szachować i zmuszać do szczepień, ale sami posłowie to już nie, bo „my tak, nam – niekoniecznie” – mówił Dziambor.

– Ja nawet z takiego poczucia groteski chciałbym, żeby ta poprawka przeszła. Chciałbym po prostu zobaczyć ich, jak oni sami sobie narzucają te ograniczenia, które chcą spowodować – przyznał polityk Konfederacji.

Czytaj więcej: „Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych”. Obowiązek szprycowania posłów i senatorów nie przeszedł

– Pan by nie miał z tym problemu, bo pan jest zaszczepiony. Paru posłów Konfederacji, co najmniej, również nie miałoby z tym problemu. Ale przecież taki nieszczęsny Braun, to by nie wszedł już do Sejmu – mówił Mazurek.

– A jest pan pewien, że w tym PiS-ie to rzeczywiście wszyscy są zaszczepieni? No bo to nie jest wiedza publiczna, to nie jest coś czym wszyscy się chwalą. Ale rzeczywiście jest tak, że jeżeli się wprowadza takie prawo, które będzie zmuszało wszystkich pracowników do tego i wszystkich ludzi po prostu będzie do tego zmuszało… – mówił Dziambor, ale przerwał mu Mazurek, twierdząc, że tzw. ustawa Hoca „nie zmusza formalnie do szczepień”. – Zawsze można odejść z pracy, to prawda – skwitował Dziambor.

Dziennikarz utrzymywał, że ustawa pozwalałaby pracodawcy „tylko” zażądać zaświadczenia o zaszprycowaniu od pracowników. – Ja nie mogę pana zwolnić z tego powodu, nie mogę w zasadzie panu nic zrobić, mogę tylko wiedzieć czy pan jest zaszczepiony, czy nie. Jak rozumiem, np. gdyby się okazało, że nie jest pan zaszczepiony, a ma kontakt z ludźmi, to mogę pana przerzucić na zaplecze albo nie wiem co – mówił Mazurek.

– Zwolnić – odparł Dziambor. – Każdy pracodawca, który ma tego typu problem po prostu zwalnia pracownika. Szczególnie, że tam jest jeszcze kwestia sygnalisty – podkreślił polityk.

Z kolei Mazurek wskazał, że gdyby w takim przypadku pracownik się odwołał do sądu pracy, to by wygrał. – Najprawdopodobniej tak, ponieważ w ogóle w sądach ludzie wygrywają masowo dosyć sprawy przeciwko tym mandatom, które dostają, związanymi z rozporządzeniami na przykład – zaznaczył poseł Konfederacji.

Źródło: RMF24