Łukasz Warzecha/Fot. screen YouTube/Łukasz Warzecha
Łukasz Warzecha/Fot. screen YouTube/Łukasz Warzecha
REKLAMA
Publicysta Łukasz Warzecha w swoim wideoblogu odniósł się do szczegółów projektu „lex konfident”. Dziennikarz przeanalizował m.in. zapisany w projekcie proces „uzyskiwania” odszkodowań za domniemane zakażenie koronawirusem od współpracowników.

W art. 3. pkt. 1. projektu czytamy, że „pracodawca może żądać od pracownika, w terminie wyznaczonym z wyprzedzeniem nie krótszym niż 48 godzin, nie częściej niż raz w tygodniu, podania informacji o posiadaniu negatywnego wyniku testu diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2 wykonanego nie wcześniej niż 48 godzin przed jego okazaniem”.

Warzecha podkreślił, że obecny projekt, który zastąpił tzw. ustawę Hoca, nie rozwiązuje problemu finansowania testów. Przytoczył art. 7 „lex konfident”, w którym zapisano, że „minister właściwy do spraw zdrowia może określić, w drodze rozporządzenia, liczbę testów finansowanych z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19”.

REKLAMA

– Czyli minister zdrowia sobie określi tę liczbę testów, no i co? I ta liczba testów zostanie osiągnięta, one zostaną wykorzystane – i co dalej? (…) Pracownik ma te testy na żądanie swojego pracodawcy wykonywać za własne pieniądze? Czy może pracodawca ma je finansować? Na to odpowiedzi w ustawie, napisanej zresztą skrajnie niechlujnie, nie znajdziemy – zaznaczył.

Projekt zakłada, że pracownik, który nie przedstawił takiego wyniku testu, jest traktowany jakby tego testu nie wykonał. Dalej w tym „bolszewickim”, w ocenie Warzechy, procesie jest art. 4, w którym zapisano, że „pracownik, u którego zostało potwierdzone zakażenie SARS-CoV-2 i który ma uzasadnione podejrzenie, że do zakażenia doszło w zakładzie pracy lub innym miejscu wyznaczonym do wykonywania pracy, może złożyć pracodawcy (…) w terminie 2 miesięcy od dnia zakończenia izolacji, izolacji w warunkach domowych albo hospitalizacji z powodu COVID-19, wniosek o wszczęcie postępowania w przedmiocie świadczenia odszkodowawczego z tytułu zakażenia wirusem SARS-CoV-2 przysługującego od pracownika, który nie poddał się testowi diagnostycznemu w kierunku SARS-CoV-2”.

– Już tutaj mamy genialną receptę na to, żeby wprowadzić jak najgorsze relacje w zakładach pracy pomiędzy pracownikami, bo jeden będzie mógł „zarobić” na drugim, jeżeli się zakazi i jeżeli w zakładzie będzie ktoś, kto nie podał rezultatu swojego testu, choćby raz, i jeżeli ten zakażony będzie miał uzasadnione podejrzenie, że się zakaził od tamtego – podejrzenie zawsze może mieć – to będzie mógł próbować wyciągnąć kasę od tego nieprzetestowanego – wskazał.

CZYTAJ DALEJ I ZOBACZ VIDEO (KLIKNIJ TUTAJ)

REKLAMA